Czas nie goni nas czyli skodusia na Kaukaz

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Czas nie goni nas czyli skodusia na Kaukaz

Postautor: buba1 » 08-01-2017 23:00

Jedziemy dzis przez Achalcyche. Tutejsza twierdza jest tak wielgasna , ze widac ją chyba z kazdego miejsca w miescie..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kolo bazaru zatrzymuje nas policja. Tym razem trafiamy na wyjatkowych skurwieli. Przyczepiaja sie do nas, ze ustawilismy sie do skretu w lewo na niewlasciwym pasie. Znakow stojacych nie bylo. Na jezdni kiedys bylo cos namalowane ale chyba jeszcze za sajuza, teraz wszystko jest zatarte. Mowia, ze dostajemy mandat 10 lari. Nie jest to majatek ale probujemy sie dowiedziec dlaczego akurat my. Na naszych oczach identyczny manewr wykonuje kilka lokalnych aut, w tym marszrutka. Ich nie zatrzymuja. Nie wiem czy udaja, ze nie widzieli, czy miejscowym wolno. Mimo ze przed chwila mowili co innego wypisuja nam kwitek na 20 lari. Pewnie za proby dyskusji a nie klanianie sie w pas.. Taki mandat co wyglada jak paragon i jeszcze trzeba szukac banku zeby go zaplacic. Porozumienie z policjantami jes dosc trudne. Mlodszy twierdzi, ze mowi po angielsku ale przyswoil sobie jedynie liczebniki. Starszy mowi po rosyjsku, ale niewygodnych pytan udaje ze nie rozumie. Z jego wypowiedzi wynika glownie, ze nie lubi turystow i aut na obcych blachach i to byl glowny powod zatrzymania. A jak sie komus w Gruzji nie podobaja to niech wraca do siebie i tu sie nie pałęta.

Potem jedziemy do Abastumani. Czytalam gdzies o tym miasteczku, ze jest wpolopuszczonym dawnym kurortem, z cieplymi zrodlami, sosnowym pyłkiem i atmosfera zapomnienia. Jak tu nie zajrzec po takim opisie? ;)

Zabudowa jest tu ciekawa, nietypowa, nieco inna niz w innych wioskach i miasteczkach w okolicy. Wiekszosc budynkow jest drewniana, domy sa kilkupoziomowe, z balkonikami, werandami, podcieniami, wycinanymi w drewnie koronkami zdobien. Wszystko wyglada jak stare pensjonaty. Troche przypomina mi Nałęczow sprzed lat… Czesc jest opuszczona, w innych mieszkaja ludzie, czesc nadal sluzy pod wynajem dla turystow.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest tez opuszczony i szczelnie ogrodzony palac

Obrazek

Oraz blokowisko, gdzie ludzie kratuja sie do drugiego pietra.. Jakas mania przesladowcza? Czy rzeczywiscie jest tu tak niebezpiecznie i kradna na potege?

Obrazek

Sosen faktycznie jest duzo, Abastumani lezy w waskiej dolinie wsrod przepastnych lasow.

Obrazek

Obrazek

Ale jakie zapomnienie? Takiego tlumu, wrzasku i tumultu to nie spotkalismy ani w Mestii ani w Batumi! Juz nie mowiac o cichej i spokojnej tegorocznej Wardzi, gdzie bez problemu mozna bylo i pol godziny posiedziec samotnie w cieplym zrodle. Tu chodnikami przewalaja sie tlumy, wyglada to wrecz jaka jakas pielgrzymka albo pochod pierwszomajowy. Na drogach tworza sie korki.. Kazdy skrawek zieleni, kazda łączka jest zajeta przez auto, stolik lub kocyk, obsiadniete przez zgraje ludzi. Cieple zrodla przypominaja basen miejski, przed kasami stoi dlugasna kolejka. W wodzie kolonia pingwinow. Nie wiem co spotkalo ta miejscowosc, co to za inwazja kuracjuszy? Dominuja chyba jakies kolonie, bo wiekszosc tlumu stanowia dzieci i mlodziez. Szybko opuszczamy to zwariowane miejsce.

To Abastumani to chyba najlepszy przyklad, ze nie ma swiata obiektywnego, ze nie da sie opisac jakiegos miejsca jednoznacznie i oddajac jego ciagly klimat. Wszystko zalezy kiedy tam trafimy, jaka jest pora roku i dnia, pogoda, jak tam dotrzemy, kogo spotkamy. Bo to samo miejsce wczoraj i dzis moze lezec w odleglych galaktykach...

W miasteczku sa tez mozaiki mysliwskie, gdzie rozne egzotyczne zwierzeta spierniczaja przed kolesiem z łukiem

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mijamy tez skrzyzowanie z droga podporzadkowana- ze to cos jest drogą sugeruje znak. Chyba nie kazda terenowka bylaby w stanie ją pokonac, ze wzgledu na row i nachylenie. I wytlumacz to potem takim Gruzinom, ze w Polsce w wielu miejscach jest nowiutki asfalt albo rowny szuter i nie wolno tam jezdzic...

Obrazek

Obrazek

Na samym wyjezdzie z Abastumani stoi niewielki budynek. Z ogolnego ksztaltu i zatknietych na drzwiach krzyzy- przypomina kosciol. Teraz czesciowo pelni chyba funkcje stajni- pasie sie przy nim kon wciagajac sianko zgromadzone na oknie. Wchodze do srodka. Wnetrze sugeruje jakis przemyslowy charakter, jakies okapy, jakies kadzie - moze bimbrownia?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jedziemy w strone Adigeni. Niebo spowijaja czarne chmury. W dali widac ze leje, a deszczowe smugi dziwnie podswietla slonce. Zrywa sie potworny wiatr, ktory kawalek chmury zmienia jakby w lej, w jakas taka pełgajaca krzywą zaslonke. Prawie mnie zdmuchuje z pagorka na ktory wlazlam aby obejrzec to niecodzienne zjawisko. Do skodusi wracam pod wiatr. Mam wrazenie, ze drobie nogami w miejscu. A sciana wiatru nie chce mnie puscic, jakby miala przed soba szybe. Skodusią tez miota na boki jak jedziemy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wjezdzamy do Adigeni. Miasteczko jest zupelnie puste. Nie ma kogo spytac o droge, o nocleg, wszystkich wymiotlo, domy tez jakos wygladaja jak wymarle. A moze to przez kontrast z tlocznym Abastumani mamy teraz takie wrazenie? Cisza az dzwoni w uszach... Napotykamy miejsce wygladajace na centrum- duzy budynek z kolumnami, droga rozszerzajaca sie jakby w plac, pomnik z glowa zolnierza i nascienna mozaika chwalaca klimaty pasterskie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zagladam tez do sklepu, ktory okazuje sie apteka. Na stanie sa trzy babki, ale dogadac sie nie da. Jedna z nich jednak wpada na rewelacyjny pomysl - wyjmuje telefon i dzwoni do swojej mamy. Z jej pomoca udaje sie dowiedziec, ze prawdziwe centrum miejscowosci jest kilometr dalej, tam gdzie zatrzymuja sie marszrutki i jest sklep. I jest tam rowniez hotelik, w ktorym sie kwaterujemy. W strone przeleczy chcemy wyruszyc rano, nie wiedzac ile czasu nam zajmie jej pokonanie i czy wogole sie to uda. O przejazd przez nia pytamy wszystkich juz od Achalcyche- taksowkarzy, innych kierowcow, w sklepach. Ogolnie wszyscy mowia, ze sie nam uda, acz wplatanie slow “powinno”, “raczej” czy “powolutku, powolutku” sugeruje, ze niekoniecznie bedzie to bardzo proste. Jedno jest pewne- ta droga do Batumi ma wiele zalet- po pierwsze jej jeszcze nie znamy, po drugie jest krotsza no i nie jest obrzydliwą, wsciekla, zatloczona drogą przez Zestaponi, na wspomnienie ktorej robi mi sie slabo. Staniemy na glowie aby przejechac tedy! Na wszelki wypadek pytam tez o droge do Kutaisi przez przelecz Zekari. Co do niej tez wszyscy sa zgodni- tam nie przejedziemy.

Hotelik w Adigeni miesci sie nad sklepem. W sklepie pobiera sie klucze i uiszcza oplate. Do pokoi wchodzi sie od ogrodka po metalowych schodkach. Pokoiki przyjemne, cale wylozone drewnem. Glownie nocuja tu kierowcy marszrutek, acz dzis jestesmy tylko my. Budynek hoteliku wydaje sie malutki, zwlaszcza przez kontrast z ogromnym betonowym szkieletem stojacym obok

Obrazek

Obrazek

Ogrodek od placyku oddziela wysoki blaszany parkan. Mozna sobie tam posiedzic przy stoliku zrobionym z wielkiej szpuli. Niezmiennie zachwyca mnie praktycznosc lokalnych ludzi i umiejetnosc wykorzystywania przedmiotow bedacych pod reka. Ogrodek konczy sie nagle- skarpa opadajaca do rzeki. Za nia stoi caly ciag nadgryzionych zębem czasu budynkow. Kazdy sympatyk ruin i miejsc opuszczonych bedzie sie czul dobrze w tym miejscu :)

Obrazek

Za oknem kilka budynkow i pusty plac. Czasem zajezdza marszrutka. Wtedy na chwile staje rojno i gwarno. Nagle jak spod ziemi pojawiaja sie dziesiatki taksowkarzy, ktorzy przechwytuja wysiadajacych z marszrutki pasazerow. Potem wszystko znika, rozplywa sie w nicosci. Pozostaje babuszka uparcie zmiatajaca piach z lewej strony placu na prawa, pies rozwloczajacy kartony przed sklepem, czasem ktos chlusnie na asfalt jakas ciecza.

Obrazek

Troche nas martwi, ze dalej prawie nic nie jedzie. Droga jest cicha i pusta. Czasem przemknie jakis uaz lub wypelniona gruzem ciezarowka. Marszrutki tutaj zawracaja.

Obrazek

W hoteliku w Adigeni mowie “gamardzioba” a gospodarz odpowiada “salam”. Kilkakrotnie sie jeszcze z tym spotkamy. Czyli kolejne miejsce po Dzawachetii, gdzie wydawaloby sie standardowe pozdrowienie, moze byc nietaktem? ;)

No a w sklepiku uswiadomilam sobie, ze jednak jestem podatna na reklame i kolorowe opakowania. Zawsze myslalam, ze tak nie jest ale to jednak byla pomylka. Mam do wyboru kilka konserw. Ale nie moge sobie odmowic i kupuje tą ;)

Obrazek

Obrazek

Rybak i kolchoznica pod czerwona gwiazda. Planujemy ją zjesc na szpuli wsrod ruin. Wsrod ciaglego szumu potoku pod skarpą i sporadycznego ryku ciezarowek wrzucajacych nizsze biegi i mozolnie pnacych sie gdzies w strone "naszej" przeleczy...

cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Czas nie goni nas czyli skodusia na Kaukaz

Postautor: buba1 » 12-01-2017 10:22

Za Adigeni jest jeszcze wioska Zarzma. Zajezdzamy pod cerkiewke.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z wygladu bardzo przypomina tą w Sapara. Podobny ksztalt, podobne nascienne malowidla wewnatrz. Tylko, ze tej nie upstrzyli zakazami. Mozna robic zdjecia, w srodku rowniez. Krecacy sie mnisi usmiechaja sie do nas, zagaduja do kabaczka. Nie patrza na nas z oburzeniem jak tamci, ze smielismy wejsc do ich krolestwa i przeszkadzac. Jakos tu tak milo i spokojnie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pierwszy raz widze obraz Piotra i Pawła, ktorzy trzymaja sie w objeciach

Obrazek

Jest tez Matka Boska z dziwnymi smugami na brodzie

Obrazek

Sciany swiatyni pokrywa wiele plaskorzezb i wycinanych w kamieniu jakby koronkowych ornamentow

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sa tez rzezby stojace, cos jakby kon i dwie miniaturowe cerkiewki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I "uchachany lew”. Blizniaczo podobny do tego z Lwowka Slaskiego!

Zarzma

Obrazek

Lwówek Slaski

Obrazek

W ogrodku maja basen o ksztalcie krzyza, w ktorym plywaja rybki i dwa zolwie.

Obrazek

Obrazek

W obrebie cerkiewnych murow stoi tez pasieka. Pszczolki maja calkiem niezly widok ze swoich domow

Obrazek

A my jedziemy tam. Tam na gore.

Obrazek

Za wsia konczy sie asfalt. Szutrowo- kamienista droga z resztkami asfaltu pnie sie pod gore.

Obrazek

Obrazek

Wokol wisza skaly a ze skal zwiesza sie las...

Obrazek

Mijamy szereg dogodnych miejsc biwakowych, polanki, przydrozne laski. Zawsze takie fajne miejsca musimy znajdowac rano. Jedzie sie w miare dobrze, acz troche nas martwi, ze nadal spotykamy tylko terenowki i ciezarowki. Jedna z manewrujacych ciezarowek zmusza nas do zatrzymania sie na podjezdzie. Jest potem problem z ruszeniem. Stromo i skodusia slizga sie na kamieniach. Jakos ruszamy.. Dalsza droge prawie caly czas piłujemy na jedynce. Gdy tylko jest jakies wypłaszczenie to stajemy na chwile aby silnik sie schlodzil. Dobrze, ze dzien dzis jest chlodny bo wentylatory i tak wyja jak oszalale. Zaczynaja sie pojawiac widoki. W oddali widac zielone poloniny, schodzace na nie gołoborza a na nich rozsiane wioski lub szalasy pasterskie. Pogoda pogarsza sie coraz bardziej. Praktycznie na wszystkich wyzszych gorach siedza geste chmury. W oddali grzmi.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W jednym miejscu droga krzyzuje sie z rzeka, ktora dwoma malowniczymi wodospadami przelewa sie przez droge. Wysiadamy, macamy patykiem, woda bedzie gdzies do polowy skodusiowego koła. Grunt, ze dno nie jest grzaskie i jest w miare rowne. Zakrecamy szyby, maly rozpęd, ziuuuuu....pluuuuum! woda zalewa szyby i jestesmy po drugiej stronie! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Droga ma zmienna nawierzchnie, chwilami widac ze kiedys w dawnych, zamierzchlych czasach, miala cos wspolnego z asfaltem! Na rowninach jechaloby sie po tym wspaniale, acz gdy dochodzi kwestia sporych przewyzszen- skodusie zaczynaja miec pewne problemy ;) Ale klimat jest! :) Na pohybel rownym asfaltom!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przed przelecza zaczyna sie spora wies, ktorej nie mam na mapie. Z poczatkiem wsi pojawia sie tez gesta mgla, pomieszana z dymem unoszacym sie z kominow. Prawie wszystkie domy we wsi sa zbudowane wedlug jednego szablonu- drewniane, pietrowe, z balkonikami. Przywodzą na mysl gorskie szalasy i bacowki pasterskie. Zimno sie robi jak cholera a my jak idioci w krotkich spodniach. Temperatura spadla chyba o 20 stopni.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na samej przeleczy jest slup , kilka knajpek czy sklepikow i stoliki biesiadne. Chyba sa tu ladne widoki jak cos widac. Za przelecza jezdzi kolejka linowa wagonikowa. Jest tez rozorana polana gdzie chyba buduja jakis hotel lub osrodek narciarski.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na tym etapie prawie skaczemy z radosci! Udalo sie wjechac na przelecz! Nie bylo przeciez tak zle! Co ci ludzie gadali, dobra droga, hurrra i wogole. Jak to mowia- “nie chwal dnia przed zachodem slonca”.. ;) Jeszcze nie wiemy, ze najlepsze kawalki drogi wciaz sa przed nami...

cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Czas nie goni nas czyli skodusia na Kaukaz

Postautor: buba1 » 15-01-2017 20:18

Zaczyna sie dlugi, mozolny zjazd. Wjezdzalismy na przelecz z wysokiego plaskowyzu, na ktorym lezy Dzawachetia a teraz czeka nas zjazd prawie ponad 2 tys metrow- bo przeciez do poziomu morza… Dalej droga staje sie blotnista i wezsza. Mokra pogoda nie pomaga… Pełzniemy po blocie, koleinach, kamulcach, wykrotach skalnych i ziemnych grzebieniach. Brody, rowy, wymyte dziury i srodjezdniowe potoczki. Mijamy te przeszkody to z lewej , to z prawej, uwazajac caly czas aby nie zostac rozjechanym przez rozpedzone terenowki lub gruzawiki, zdziwione, ze tak dobrą drogą mozna jechac 10 km/h i ciagnac brzuszek o milimetry nad kolejnymi przeszkodami. Jakis gosc nawet sie zatrzymal i pytal czy nic sie nie stalo, ze tak wolno pełzniemy ;) Im dalej jedziemy tym bardziej zdajemy sobie sprawe, ze juz nie ma odwrotu. Szanse na zawrocenie i powrot do Achalcyche maleja z kazdym kilometrem. Wiemy, ze nie ma szans aby wjechac spowrotem na przelecz po tym blocie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na jednym z zakretow gdzie odpoczywamy, zagaduje nas miejscowy na motorze. Cieszy sie, ze nie jestesmy z Rosji, wkurza go bardzo, ze w tym roku tak duzo Rosjan odwiedza Gruzje w celach turystycznych. Mowi tez, ze mieszka tu, ale jest zly , gdy ktos nazwie go Gruzinem. Bo Adżaria trzyma z Turcja i ma w dupie co uwaza Tbilisi. “Putin pederast!”- rzuca odjezdzajac.

Obrazek

Ponizej przeleczy zaczyna sie zupelnie inne uksztaltowanie terenu - glebokie doliny i gesto rozsiane wioski o domkach poprzyklejanych wszedzie do stromych zboczy. Jedziemy i jedziemy a miejsca na biwak to tu nigdzie nie widac. Ba! Nawet pojsc do kibla nie bardzo jest gdzie, bo z jednej i z drugiej strony skarpa. A jak nie ma urwiska i jest minimalne choc wyplaszczenie to zaraz tam stoi dom. Albo trzy. Ostatecznie pastwisko, wykoszona łąka, albo jakas uprawa. Nie marnuja tu ni kawalka ziemi, nie ma tu miejsca na nieuzytki... To juz nie nasza ukochana, stepowa Dżawachetia...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dwukrotnie przejezdzajac przez wioske slyszymy powywanie muezzina, ktory zapodaje swoje smetne piesni nie tylko z wiezyczki meczetu ale rowniez z glosnikow na slupach przy drodze.

Obrazek

Obrazek

Mijane wioski sa dosc zapadłe, sklepy , stacje benzynowe sa mocno klimatyczne. Kwitnie tez handel przydrozny, gdzie glownie mozna zaopatrzec sie w warzywa, ale rowniez np. gumiaki i wiadra. Roznych sladow z czasow jeszcze sajuza nie trzeba specjalnie szukac :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tutejsze szkoly opisane sa nie tylko w jezyku miejscowym ale rowniez po angielsku na duzych nowych tablicach, ktore jakos tak srednio pasuja do calej reszty wokol.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mijamy tez ogromna budowe, wyglada jakby tama? Albo droga na jakis slupach? Buduja Turcy, ciezarowki i maszyny sa na tureckich blachach, robotnicy sa zakwaterowani w specjalnych osiedlach barakow za plotem i szlabanami.

Obrazek

Popoludniem zajezdzamy do Khulo. W miasteczku jest tak gesto, ze tworzy sie korek, w ktorym utykamy na dobre 15 min. Zatrzymujemy sie na nocleg w przydroznym hoteliku.

Jakos mamy juz dosc i jestesmy bardzo padnieci. Chyba od tego ciaglego wślipiania sie w droge i oceniania- czy ten wykrot przejedziemy czy wlasnie tu zostaniemy juz na amen? Skodusia zyskala kilka nowych szram od latajacych kamieni a tak poza tym to bardzo zrecznie i nadwyraz dzielnie sie spisala. I chyba pobila swoj rekord wysokosci, jako ze nie przypominamy sobie aby kiedys wczesniej przekroczyla 2 tys metrow wysokosci.

Przy hoteliku jest mala knajpka gdzie zjadamy nowa, nieznana nam dotychczas potrawe. Jest to jakby harmonijka zrobiona z ciasta nalesnikowego, nasączonego slodkim plynem, a pomiedzy ciastem jest ser. Jakos nie umiem powiedziec czy to bylo dobre, bo dominowalo wrazenie, ze jest to dziwne. Nazywalo sie to chyba sinori.

Obrazek

Jedno co jest pewne to mają tu najpyszniejsza kawe jaka kiedykolwiek pilismy. Ta oprocz tego ze jest gesta i slodka to ma jeszcze aromat jakis korzeni czy ziol. Na bank cos do niej dodali. Tylko co? Niestety z gospodarzami porozumienie jest minimalne.

Gdy wychodzimy z knajpy rzuca sie w oczy dziwna sytuacja. Przed budynkiem stoja gospodarze, jakas kobieta z dzieckiem na reku, kilku facetow i jeden dosc mlody facet, ktory płacze. Reszta probuje mu cos dac do picia i wszyscy sa bardzo przejeci. Na tyle ze na nas wogole nie zwracaja uwagi. Chwile pozniej przyjezdza policja w nieoznakowanym radiowozie i zaczynaja chlopaka przesluchiwac. On dalej placze i co chwile łapie sie za glowe. Glupio tak stac i gapic sie jak barany.. Toperz wraca z kabakiem do pokoju a ja ide niby poukładac rzeczy w skodusi, nie przestajac zapuszczac żurawia. Placzacy chlopak rysuje cos policjantom na kartce. Jest to jakby mapa. Sa na niej kropki, ktore podpisuje jakby nazwami miejscowosci, jakies linie- drogi lub rzeki, jakies strzalki, jakies szczyty gor. Jeden z policjatow zaczyna sie krecic przy skodusi. Juz mam wrazenie, ze zaraz zbiore opierdziel, ze wsadzam nos gdzie mnie nie chca. Policjant jest jednak mily, wrecz przesadnie mily i grzecznie pyta czy my turysci i czy bedziemy tak uprzejmi aby im pozyczyc mape. Nie, nie taka calej Gruzji, tylko dokladna mape tego regionu. Daje mu mape i krok w krok za nim ide. Siadaja przy stole i wraz z drugim mundurowm i płaczacym chlopakiem porownuja rysunek na kartce z moja mapa. Z mimiki wnioskuje, ze chyba cos sie nie zgadza. Policjant w koncu zauwaza, ze gapie sie mu przez ramie. Obiecuje, ze odda mi moja mape, ze jej nie zgubi (tlumacze ze mam jedna i bez niej nie dojade do Batumi ;) ) Policjant delikatnie sugeruje, ze jednak powinnam sie zajac swoimi sprawami. Wracam wiec do skodusi, odkrecam okno i wysypuje na siedzenie wszystkie kabacze ubranka i zaczynam je porzadkowac ;) Caly czas trwa rozmowa przejetymi, podekscytowanymi glosami. Inny chlopak cos krzyczy na tego placzacego, chyba chodzi o ta mape, ktora rysuje, probuje mu ją wyrwac. Policjanci odsuwaja go na bok z uzyciem sily. Glowny zainteresowany gdzies dzwoni i łamiacym sie glosem, ksztuszac łzami cos opowiada. Gospodarze chodza w kolko wyłamujac palce i skubiac rekawy.
Ech... zeby tak choc troche rozumiec ten gruzinski język...

Nie udalo mi sie ustalic co wydarzylo sie w Khulo w ten piekny sierpniowy wieczor. Jedno jest pewne, ze sytuacja byla jakas nadzwyczajna bo sama policja byla niepomiernie bardziej przejeta niz np. wlepiajac mandat turystom. Dokad prowadzila tajemnicza mapa? Co znajdowalo sie w gorach kolo szczytu Tavsakhnisi? Bo to wlasnie tam wszyscy zainteresowani najczesciej dziubali palcem... Czy chlopak ukryl tam trupa czy moze skarb - lub łup rozbojniczy? ;)

Widoki z hotelikowego okna.

Obrazek

Obrazek

Dzis rano dzwonimy do Batumi. Spytac kiedy bedzie prom bo od tego zalezy rozplanowanie naszych kolejnych dni i wycieczek. Glos w sluchawce mowi, ze prom jest jutro. Jak to jutro? Tak juz zaraz? No tak, a nastepny moze byc za 2 tygodnie.. Kurcze a mielismy jeszcze w planach poszukac po okolicznych gorach drewnianych meczetow. Ponoc jest ich tu duzo, ale nikt nie wie ile. One sa jakies na wpółlegendarne- kazdy o nich mowi ale nikt ich nie widzial osobiscie.. Ponoc niektore budynki sa wciaz uzywane do celow sakralnych, inne stoja opuszczone lub przerobili je na szopy. Juz od Achalcyche pytam wszystkich napotkanych ludzi o te meczety. Wielu slyszalo,ze sa takowe gdzies w gorach ale na wlasne oczy nikt nie widzial. Ponoc trzeba sie mocno wbic w gorskie przysiolki aby je odnalezc. I sporo pokrążyc, jako ze adzarskie wsie nie maja zwartej zabudowy i sa bezladnie rozrzucone po pagorkach. Co z tego, ze wiemy w ktorej wsi teoretycznie powinien byc taki drewniany meczet, skoro nie wiemy czy te trzy chalupy przylepione do skarpy to ta wies czy moze juz zupelnie inna? Probujemy na szybko odwiedzic jeden z meczetow o najlatwiejszym, jak nam sie wydaje, dojezdzie. Widzimy skret w prawo na Chinkadzeebi. Droga z poczatku jest nawet asfaltowa ale potwornie stroma, na zakretach wyrasta przed nami prawie pionowa sciana tworzona przez droge. Przy kilku domach kreca sie ludzie. Nic nie wiedza o drewnianych meczetach. Twierdza, ze wies nazywa sie zupelnie inaczej. Nie wiedza gdzie jest Chinkadzeebi. Wogole mam wrazenie, ze nie bardzo chca rozmawiac i chca abym jak najszybciej sobie juz poszła. Coz, trzeba bedzie tu kiedys wrocic na spokojnie, majac w zanadrzu duzo czasu. I nie wiem czy skodusia, bo ona chyba niezbyt jest przystosowana do stromych, waskich i nierownych drog w jakie obfituja okoliczne gory.

Jedziemy w strone Batumi. Odwiedzamy stary kamienny most w Dandalo. Jest ich tu ponoc 14 ale kolo polowy jest dostepna tylko pieszo lub konno.

Obrazek

Jest tez pomnik na ktorym stoi czołg. W pomnik wmurowane jest zdjecie dziadka, uginajacego sie pod medalami, ktory zmarl w 2005 roku. Jakby ktos przetlumaczyl mi napisy z pomnika to bylabym ogromnie wdzieczna!

Obrazek

Obrazek

W Zvare jest kosciolek na skalnej polce nad rzeka.

Obrazek

Obrazek

Ciekawe sa tez mijane mostki - kładki. Gdy wychodzimy na jedna z nich i robimy zdjecia to zatrzymuje sie tez bus z francuskimi turystami. Kierowca Gruzin potem mi powiedzial, ze nie planowal tu postoju bo kładka jak kładka. Ale skoro Polacy przyjechali tu i tak namietnie fotografuja- musi to byc atrakcja turystyczna i postanowil ją pokazac Francuzom. Francuzy maja nieco glupie miny :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Najciekawszy most znajduje sie w Makhunceti. Zawieszony jest wysoko nad droga i rzeka, wychodzi sie na gore po przyczepionych, metalowych schodkach. Wyglada jakby tak naprawde byla to gruba rura a most byl jedynie do niej małym dodatkiem. Nie mam pojecia co mogloby plynac w tej rurze. Handlarze spod mostu rowniez nie wiedza.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Od tego miejsca znacznie wzmaga sie ruch na drodze. Pojawiaja sie wypchane turystami autokary, busy z ktorych wysypuje sie halasliwy tlum. Zblizamy sie do Batumi...

cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Czas nie goni nas czyli skodusia na Kaukaz

Postautor: buba1 » 18-01-2017 09:26

Jezeli kiedykolwiek wczesniej wydawalo mi sie, ze w calej Gruzji kierowcy jezdza jak szalency to byla to pomylka. Prawdziwy szał zaczyna sie w Batumi. Czy jest szansa bez stluczki przejechac kilkupasmowe rondo pod prad? Czy da sie pokonac ulice pieszo przeskakujac nad maskami samochodow? Czy mozna przy wyprzedzaniu walnac lusterkiem w trzy auta, zatrabic radosnie i pojechac dalej? Czy da sie w srodku miasta na ruchliwej, trzypasmowej ulicy stanac na srodkowym pasie, zamknac auto i oddalic w nieznanym kierunku? Jesli ktos powątpiewa to proponuje odwiedzic Batumi :) Ponoc czasem ludzie jezdza z kamerka na oknie w aucie. Bardzo a to bardzo zaluje, ze takiego ustrojstwa nie mamy- bylby naprawde zarabisty film!

Stawiamy sie popoludniem w przedstawicielstwie Ukrferry, coby nabyc bilety na prom. Dzis nie mozna. Bo nie. Po bilety trzeba przyjsc jutro o 10:30. Nie chcac dzis i jutro znow jezdzic pol dnia po tym zwariowanym miescie, decydujemy sie zostac w hoteliku naprzeciw. Nie jest on ani tani, ani wygodny , ani klimatyczny. Ale jest blisko miejsca zakupu biletow. No dobra- ma plusy- lezy w calkiem sympatycznej bramie! Wogole sporo bram w Batumi ma fajny klimat. Swiat podworek to zupelnie inna czasoprzestrzen niz swiat fasad. Z zewnatrz nowe tynki, szyldy dla turystow, jakies plastikowe knajpy a tunel ciemnej bramy prowadzi w miejsce pelne powiewajacego prania, powykrecanych balkonikow, workow z fasolą, puszystych kotow i ludzi sączących niespiesznie kawe…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W waskich uliczkach czasem meczet wychyli sie tu i owdzie...

Obrazek

W miescie stoi tez sporo nowoczesnych fikusnych budynkow, ktorych ksztalty wskazuja na wyrazny zwiazek z niedoszlym kurortem Anaklią. Widac tą sama reke, ten sam styl, ta sama estetyke megalomanii i ulubienie udziwnien. Ogolnie nie przepadam za tego typu architektorą, acz szereg budowli jest tak nietypowa, ze az ciekawie popatrzec- czego to ludzie nie wymyslili!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nietrudne do odnalezienia sa tez blokowiska z wielkiej plyty z pelna wolnoscia budowlana. O blokowiskach mowi sie nieraz, ze przypominaja pudełka. Nie dotyczy to chyba tych gruzinskich.. Przypomina to raczej bezksztaltne zlepki przeroznych brył i narosnietych bulw. Tu nie ma kątow prostych czy jakiejs nudnej symetrii. Kazdy dostawia balkon czy dodatkowy pokoik jak mu sie podoba. Mozna godzinami patrzec czego to ludziska nie wymyslili i znajdowac kolejne ciekawe detale i nowatorskie rozwiazania. Kiedys jakis miejscowy mi opowiadal, ze chcac dobudowac sobie szczegolnie duzy balkon wiszący (nie dotyczy tych podpartych slupami od spodu) trzeba sie dogadac z sasiadem z drugiej strony bloku, aby on tez cos dobudowal. Bo ponoc byl taki przypadek, ze wszyscy chcieli miec balkony od zacienionej strony i blok sie przewrocil. Nikt nie wie gdzie to bylo, ale sporo ludzi powtarza. Moze tylko taka legenda dla postrachu...

Obrazek

Obrazek

Oczywiscie wszystko jest oplecione w roznych plaszczyznach dziesiatkami metrow sznurkow z powiewajacym na wietrze praniem.- cos, na widok czego, zawsze mi sie cieszy geba!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Lazimy tez po bulwarze gdzie mozna zjesc popcorn i rozowa wate cukrowa. Mozna tez wypic piwo 5 razy drozsze niz w calej Gruzji. Skusilam sie na gotowana kukurydze, ktora smakuje zupelnie inaczej niz u nas- jest jakas taka slodka i zupelnie nie kukurydzowata! Mozna tez pojezdzic na wielkim kole diabelskiego mlyna lub wybrac sie na “polgodzinna morska wycieczke” o czym informuje znudzony, beznamietny glos z charczacego megafonu. Niektorzy korzystaja z urokow czerwonej sciezki rowerowej. Mozna sie tez wloczyc bez celu bulwarem,tam i spowrotem patrzac obojetnym wzrokiem w dal- co czyni 90% turystow.

Obrazek

Jest tez rzezba "Ali i Nino", ktora ponoc sie porusza i ma symbolizowac milosc i porozumienie (lub jego brak) miedzy narodami i religiami (glownie Gruzja i Azerbejdzanem, bo takiej narodowosci byli bohaterowie ksiazki, do ktorej rzezba ma byc ilustracja). Ksiazke chyba kiedys przeczytam bo zdaje sie byc ciekawa ("Ali i Nino" Kurban Said). Podczas naszego pobytu rzezba sie nie porusza. Tylko upiornie wyje na niej wiatr, kawalki metalu wpadaja w wibracje i brzmi to jak jakies jęki potepiencze (przypomna mi to odglos wydawany przez na wpol zdechlego psa z przeleczy Rikoti)

Obrazek

Pogoda jest raczej malo plazowa ale czesc ludzi sie nie poddaje i probuje zaklinac rzeczywistosc.

Obrazek

Nad gorami wznosza sie mgly. Na jednym ze szczytow siedzi calkiem fajna cerkiewka. Przynajmniej stad sie ladnie prezentuje.

Obrazek

Zaraz przy deptaku jest port. Cumuja rozne statki, machaja łapami dzwigow, skrzypia ladowane kontenery, zapach smaru i zbełtanych wodorostow niesie sie wokolo. Lubie gdy klimat portu wgryza sie w "turystycznosc"

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na zapleczu jednej z knajp kilku facetow łowi sobie rybki. Od zatloczonego deptaka oddziela ich plot z blacho- kartonu. Potawili go chyba celowo, bo widac łowienie ryb nie jest tym aspektem Batumi, ktory wladze chcialyby lansowac...

Obrazek

Scienne plaskorzeby maja tu tematyczne :)

Obrazek

Probujemy cos zjesc w jakiejs knajpce. Zwykle jest bardzo bogata oferta w spisie lub narysowana na sciennej reklamie, tak apetyczna, ze chcialoby sie zamowic wszystko. Ale zwykle sie okazuje, ze co bardziej interesujacych dan nie ma, sie skonczylo, dzis nie ma w ofercie, albo i tak sie dostaje chaczapuri z ziolowa posypką a “tym na scianie nie ma sie co sugerowac”. No i ceny z kosmosu. Za koszt szaszlyka w Batumi mozna w Ahalkalaki pewnie dostac stado owiec ;) Ale kawe w Adzarii maja najlepsza w calej Gruzji! Wprawdzie juz nie z tym “korzonkiem” co w Khulo ale ta z Batumi tez jest pyszna! (zwykle nie pijam kawy i nie lubie tego napoju ale czasem zrobie wyjatek)

Obrazek

cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

Awatar użytkownika
ecowarrior
stary wyga
Posty: 1008
Rejestracja: 28-10-2007 13:38
Lokalizacja: Zdzieszowice

Re: Czas nie goni nas czyli skodusia na Kaukaz

Postautor: ecowarrior » 18-01-2017 20:55

Znamy się od dekady i parę razy już Ci o tym wspominałem, ale jak nie powtórzyć - powinnaś spróbować w jakiś sposób wydać Twoje wspomnienia w formie książki. Murowany bestseller!

Hehe, oprócz Kabaczka, która praktycznie na każdych fotkach wychodzi bezbłędnie, to mi się podoba :mrgreen:
Obrazek
Obrazek

Mała przeżyła więcej podczas tej wyprawy ile co niektóre osoby przez całe życie. Brawo i do zobaczenia :)

Awatar użytkownika
Artur74
podróżnik
Posty: 152
Rejestracja: 18-02-2014 15:43
Lokalizacja: Wrocław

Re: Czas nie goni nas czyli skodusia na Kaukaz

Postautor: Artur74 » 18-01-2017 21:50

Architektura blokowisk powala, nadzór budowlany tam chyba nie istnieje albo jest kompetentny jak wrocławska konserwator zabytków ;) Buba, nawet jak nie wydasz książki to niektóre cytaty z twoich relacji powinny zostać uwiecznione dla potomnych. Zdarza się, że jednym zdaniem potrafisz celnie i dowcipnie zarazem podsumować jakąś sytuację, nie każdy ma taki talent... A co do kamerki w aucie - zdecydowanie polecam! Nie tylko może posłużyć jako dowód w spornej sytuacji na drodze ale czasem rejestruje dziwne lub zaskakujące sytuacje których podczas jazdy nie możemy uchwycić w inny sposób. Ja np. sfilmowałem w nocy jelenia, który spacerkiem przelazł mi przed maską auta, mam też bociana lecącego trzy metry nad ulicą w moim kierunku - wpierw myślałem, że to jakiś szybowiec awaryjnie ląduje ;)
Polub swoją pracę, nawet gdyby była mało znacząca i odpoczywaj przy niej.
Chcesz dożyć emerytury lub renty, z pracy przychodź wypoczęty!

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Czas nie goni nas czyli skodusia na Kaukaz