Na urlop, w stronę Dunaju, w stronę Karpat, w stronę Morza Czarnego.

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
Dolnoślązak
bardzo stary wyga
Posty: 2209
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Na urlop, w stronę Dunaju, w stronę Karpat, w stronę Morza Czarnego.

Postautor: Dolnoślązak » 13-11-2021 18:12

Boczne położenie oznacza również brak asfaltu, choć z jednej strony został on doprowadzony do... tabliczki unijnej!

Na więcej unia widać nie dała :P

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Na urlop, w stronę Dunaju, w stronę Karpat, w stronę Morza Czarnego.

Postautor: buba1 » 13-11-2021 20:50

Pudelek pisze:[ Co ty robiłaś na tym rondzie? :>



Jak to co? Siku! :lol: I myslalam, ze to byl moj autorski pomysl ;) (bo wczesniej chyba pol godziny szukalam kibla w tym miescie, w knajpach nawet za 5 dolarow nie chcieli mnie do kibla wpuscic - a bylo to kilkanascie lat temu) Na rondzie tuje byly tak niskie, ze nawet na kucaka wystawala mi glowa i musialam ją tak z lekka krzywo trzymac - no a potem sie okazało, ze nie ja pierwsza w Kluz Napoce kibla znalezc nie moglam ;) No i po prostu to miasto zawsze bedzie mi sie kojarzyc z owym rondem :D

na Dolnym Śląsku to raczej kościoły się rozpadają :P


No teraz powoli juz tak czas dziala. Ale widac 70 lat temu tereny te byly europejskimi prekursorami w nowoczesnosci - swiatynie zostaly zamkniete, nie pelnily funkcji sakralnych a czesto pelnily pozyteczne funkcje w stylu pijalnia wódy albo skład zboża??? :P

choć mołdawscy Rosjanie pewno twierdzą inaczej


Twierdzą inaczej ale rumunski paszport w szufladzie nie zawadzi ;)

jest tam trochę ciasnych pomieszczeń, a i jednak mamy świadomość, że nie jesteśmy na otwartej przestrzeni, tylko zamknięci


Ciekawe czy takim osobom w innych zamknietych pomieszczeniach tez sie to ujawnia strachem, np. w mieszkaniu, w sklepie, w tramwaju itp. To tez nie otwarta przestrzen.
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 4261
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Na urlop, w stronę Dunaju, w stronę Karpat, w stronę Morza Czarnego.

Postautor: Pudelek » 03-12-2021 19:17

Braszów to południowo-wschodnie obrzeża Siedmiogrodu. Za nim zaczynają się wyższe góry, nad którymi niebo przybrało bardzo niepokojące barwy. Ewidentnie pogoda tam dokazuje.
Obrazek
Obrazek

Miasto mijamy obwodnicą (zwiedziłem je dokładnie podczas pierwszej wizyty w Rumunii) i wjeżdżamy na nieszczęsną drogę numer 1, prowadzącą na południe. Deszcz nas nie dopadnie, bo skupił się na innych. Szybko jednak powstał korek, w którym minęliśmy przełęcz Predeal (1033 metry n.p.m., oddziela Karpaty Południowe od Karpat Wschodnich) oraz granicę dwóch okręgów, a jednocześnie Transylwanii i Wołoszczyzny.
Obrazek

Zator wykorzystują sprzedawcy rozmaitych darów lasu (elegancko zapakowanych w koszyczkach), chętni mogą się także zaopatrzyć na licznych stanowiskach na poboczu.
Obrazek

Sądziłem, że korek spowodowany jest przejazdem przez popularne ośrodki wypoczynkowe, takie jak Bușteni, ale to tylko połowa prawdy...
Obrazek

Niedawno przeszła tędy nawałnica, widziana przez nas z daleka przed Braszowem. Potoki wody zrywały chodniki, zalewały i niszczyły domy, nawiozły masę błota. Trwa wielkie sprzątanie, drogę tarasuje ciężki sprzęt, wozy strażackie i policyjne, przemieszczają się funkcjonariusze. Zdjęcia robiłem w czasie jazdy, są wyraźnie niewyraźne.
Obrazek

Wszystko się zmienia, gdy z Karpat zjeżdżamy na Nizinę Wołoską. Nie dość, że zrobiło się płasko (co oczywiste), to również chmury zostają z tyłu, podnosi się temperatura i nie ma śladu po opadach.
Obrazek

Nocleg zaplanowałem na rogatkach Ploeszti (Ploiești). Peryferyjna dzielnica, bliska obwodnicy, a daleka od centrum, w którym i tak nie ma zbyt wielu zabytków (zostały zniszczone podczas bombardowań alianckich w czasie ostatniej wojny). Wszystko po to, aby znowu wieczorem nie kusiło człowieka na zwiedzanie i łażenie z aparatem: tylko przyjazd, kolacja i odpoczynek przy piwku albo innym napitku.
Po dotarciu do Ploeszti pojawia się problem: czytałem, że do naszego pensjonatu ciężko trafić, ale nie sądziłem, że aż tak! Pensjonat położony jest w bocznej uliczce, lecz przy głównej szosie brak tabliczek. Może będzie jakiś szyld, aby turyści wiedzieli, gdzie skręcić? Ależ skąd, szyldów co prawda wisi sporo, ale z innych przybytków! Krążę tam i z powrotem, wreszcie staję w zatoczce i odpalam GPS-a. Okazuje się, że do celu mam w linii prostej kilkaset metrów. Należało skręcić w jedną z ulic i... przejechać pod słupem wysokiego napięcia :D.
Obrazek

Pensiunea Casa Simoni prezentuje się kiczowato: pastelowe kolory, szumiąca fontanna udająca antyczną, sztuczne marmury, trawa z rolki. Imitacja luksusu i wysokiego poziomu. Kobieta z recepcji (wiek pięćdziesiąt plus) czeka już cała w nerwach: jesteśmy ostatnimi klientami, choć według informacji na ich stronie przyjmują na nocleg aż do północy (a jest ledwo siódma). No, ale ona już wyszykowana, odpicowana, wyperfumowana, a jej men gazuje w wystrzałowym samochodzie, więc pewnie wybierają się na coś bardzo ważnego. Baba nawet nie próbuje silić się na trochę uprzejmości, spieszy jej się strasznie, choć znajduje chwilkę czasu na rozmowę po włosku z innym nocującym. Tak, po włosku, gdyż to pewnie Włoszka - na taką wygląda, tak się zachowuje (a konkretnie jak stereotyp Włoszki), a po rumuńsku szprecha z obcym akcentem. Na pytanie:
- Można tu w pobliżu coś zjeść?
Przewraca oczami i rzuca:
- Tam dalej jest włoska restauracja.
- A coś z rumuńską kuchnią?
Przewraca oczami jeszcze bardziej i z głupim uśmiechem tłumaczy po italiańsku temu lepszemu klientowi, jakie to paskudztwa jedzą Rumuni.
Sam pokój był w porządku, choć sprawiał zimne wrażenie (wszędzie kafelki, dziwne, że łóżka nie wykafelkowali), więc za niego obiekt dostanie czwórkę, za wygląd słaby dostateczny, a za obsługę pałę!

Z braku innych opcji musimy skorzystać z włoskiej knajpy. Na szczęście mają także rumuńskie jedzenie, więc zamawiam kotlet "po segesvardzku" (czy jakoś tak), a Teresa makaron z owocami morza (Rumunia ma dostęp do morza, więc można na upartego uznać, iż to miejscowa potrawa :D).
Obrazek

Kolejny dzień - czwartek - ma być najtrudniejszy logistycznie z całego wyjazdu. Musimy przejechać z Ploeszti do środkowej części bułgarskiego wybrzeża. Odległość nie jest może przerażająca (niecałe pięćset kilometrów), ale po drodze może zdarzyć się wiele przypadków, które nas spowolnią albo zatrzymają, a jeszcze trzeba liczyć się z tym, że na miejscu będziemy musieli szukać noclegu. W takiej sytuacji planowałem wczesny wyjazd i nawet udało się wcześnie wstać, lecz potem zaczęły się schody, gdyż chciałem jeszcze odwiedzić jakiś kantor. Znalazłem ich na mapie Ploeszti kilka, jednak żaden jeszcze nie działał, nawet w pobliskim centrum handlowym (które otwierało się dopiero o dziesiątej!). Postanowiłem zatem chociaż zrobić zakupy i przy okazji popodziwiać piękną architekturę peryferyjnych dzielnic miasta, będącego na dziewiątym miejscu w kraju pod względem liczby mieszkańców.
Obrazek

Grille przy Kauflandzie to świetne miejsce, aby za dosłownie parę lei smacznie i szybko zjeść. Wiedzą to rumuńscy kierowcy, wiemy teraz i my! Tutejsze mici smakowały nawet lepiej niż w restauracjach.
Obrazek

Po zakupach i śniadaniu poszło już wszystko sprawnie, bo w kierunku Bukaresztu prowadzi stosunkowo nowa autostrada.
Obrazek

Gorzej z "obwodnicą" stolicy. Celowo piszę w cudzysłowie, gdyż jako żywo przypomina mi "obwodnicę" Opola - zwykła droga, tylko częściowo dwupasmowa, zwykłe kolizyjne skrzyżowania, częste światła i nieustanne korki. Sprawdziłem sobie wcześniej, który odcinek zwykle się zatyka i wymyśliłem, jak minąć go czwartorzędnymi drogami.
Na szczęście godzina była jeszcze na tyle wczesna, że korek do skrętu był niezbyt długi, a podczas oczekiwania mogłem podziwiać m.in. chińskie centrum handlowe z dojazdem zatarasowanym kamieniami.
Obrazek

Boczne szosy okazały się bardzo przyjemne i mało tłoczne. Dodatkowym plusem była okazja zajrzenia do monasteru Pasărea. To żeński klasztor zbudowany na początku XIX wieku nad brzegiem rzeki.
Obrazek

Po wyjściu z auta w końcu czuję, że mamy lato - do tej pory temperatury w ciągu dnia miały z przodu dwójkę, teraz pojawia się trójka i zrobiło się upalnie.
I taka mała ciekawostka - w ogrodzie stoi samochód z nalepką R. Takim symbolem posługiwała się Rumunia do 1981 roku, obecnie mają RO.
Obrazek

Mniszki nie patrzą na mnie zbyt przyjaźnie (czyżbym nie przypominał prawosławnego pątnika?), więc tylko wpadam do głównej cerkwi na jedno zdjęcie i się wynoszę.
Obrazek
Obrazek

Po kilkunastu kilometrach wkraczamy na autobanę A2. "Autostrada Soarelui" czyli "Autostrada Słońca" jest jedyną w pełni ukończoną w kraju. Posiada przyzwoitą nawierzchnię i panuje na niej ruch raczej umiarkowany, pomijając weekendy, kiedy to cały rumuński naród gremialnie udaje się nad morze.
Obrazek

Otaczający ją krajobraz jest dość monotonny, więc łatwo się znudzić. Lepiej jednak nie przegapić zjazdów, gdyż tych jest niewiele i potrafią być od siebie oddalone nawet o czterdzieści kilometrów. Stacji oraz parkingów także nie ma zbyt dużo i można w tamtejszych toaletach spotkać ponurych drabów-tirowców, którzy w momencie nagłego parcia na mycie rąk są w stanie człowieka stratować.
Obrazek

Punktem newralgicznym jest pobór opłat w Fetești. W weekendy potrafią się tu tworzyć wielokilometrowe korki (zwłaszcza, że na tradycyjne płatności przeznaczono aż jedną bramkę), teraz na szczęście wszystko idzie sprawnie i nawet pewna kobieta jadąca pod prąd nie psuje tego obrazu.
Obrazek

Za samochód osobowy musimy zapłacić 13 lei - to opłata za przejazd mostami nad Dunajami. Tak, Dunajami, gdyż w tym miejscu Dunaj rozdziela się na dwa ramiona, a pomiędzy nimi znajduje się ogromna, niezamieszkała wyspa. Ogólnie mostów widzimy tu sporo - najstarsze pamiętają końcówkę 19. stulecia, są też takie z czasów komuny i późniejsze; drogowe i kolejowe.
Obrazek
Obrazek

Wschodnie ramię Dunaju - granica pomiędzy Wołoszczyzną, a Dobrudżą. W tej drugiej jeszcze nie byłem, debiut! Aaa, i wreszcie dotarliśmy na Bałkany!
Obrazek

Ostatnie kilkadziesiąt kilometrów mija przyjemnie, gdyż zmienił się krajobraz na bardziej zielony i bardziej pofałdowany.
Obrazek

W całkiem niezłym czasie osiągamy Konstancę (Constanța). Największy port Rumunii (tych zresztą nie ma ona zbyt wiele), największy port Morza Czarnego i jeden z największych w Europie. Przedmieścia nie wyglądają zbyt zachęcająco (udało mi się skorzystać z oferty kantoru, którego dojrzałem przy drodze), lecz wkrótce widzę rzędy żurawi portowych i niebieską taflę odbijającą słońce.
Obrazek
Obrazek

Morze, skryte za falochronem. Ogarnia mnie wewnętrzna radość, choć przecież widzę je nie pierwszy raz ;). I tylko zapach taki mało morski, bo śmierdzi smołą.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Planowałem zrobić w Konstancy przerwę i rozejrzeć się trochę po mieście. Niestety - ogromny parking przy porcie oraz wszystkie inne w okolicy są płatne, a zapłacić można jedynie poprzez smsa. Do tego jednak muszę posiadać rumuńską kartę SIM, a - jak łatwo się domyślić - takiej nie mam. To od pewnego czasu norma, że turysta ma problemy z parkowaniem, bo tradycyjne parkometry zostały zlikwidowane jako przestarzałe. Nowoczesność... Na domiar złego symbol Konstancy - słynne kasyno - akurat przechodzi remont, więc wygląda tak:
Obrazek

Nie będę ryzykował parkowania darmowego, więc ograniczam się do kilku zdjęć w pobliżu parkingu.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Zajeżdżam jeszcze na chwilkę do przystani dla żaglówek. Stąd odpływają także statki wycieczkowe, więc panuje tam typowy nadmorski harmider i gwar.
Obrazek

Nad pasem drzew góruje minaret meczetu sprzed stu lat. Muzułmanów żyje w Rumunii kilkadziesiąt tysięcy - to niewielka mniejszość - lecz najwięcej właśnie w Dobrudży. Przeważnie są to Turcy albo Tatarzy.
Obrazek
Obrazek

Gdyby ktoś chciał dostać udaru słonecznego, to przygotowano dla niego specjalne takie miejsce:
Obrazek

Po zbyt krótkiej wizycie opuszczamy Konstancę i kierujemy do granicy z Bułgarią.

Rumuńska linia brzegowa liczy ponad dwieście kilometrów, ale większość to niezagospodarowany teren Delty Dunaju. Dla masowej turystyki nadaje się tylko południowy odcinek - nieco ponad pięćdziesiąt kilometrów. W takiej sytuacji z tej przestrzeni starano się wycisnąć ile się da - tutejsze "kurorty", intensywnie tworzone za komuny i po jej upadku, są opisywane jako miejsca straszne, więc nawet nie próbuję do nich zaglądać. Spokojnie jadę główną drogą, wypatrując czegoś ciekawego - na przykład samolotu na rondzie (a w budynku w tle mieści się siedziba związku Turków w Rumunii).
Obrazek

Z rzadka między drzewami pojawiają się hotele albo dmuchane place zabaw.
Obrazek
Obrazek

Ciut większą uwagę poświęcam Mangalii - z mostu mam ładny widok na jezioro lub dawne koryto rzeki.
Obrazek
Obrazek

Zarośnięte tory łączą port z dworcem w centrum miasta.
Obrazek
Obrazek

Mangalia to również baza marynarki wojennej - stacjonują w niej korwety. Na zdjęciach widać kilka z nich - po lewej F-264 "Contraamiral Eustațiu Sebastian", rodzima konstrukcja z 1988 roku. Generalnie to rumuńska flota potęgą nie jest...
Obrazek
Obrazek

Gigantyczne zabudowania stoczniowe w sąsiedniej miejscowości 2 Mai (dziwaczna nazwa, ale upamiętnia zamach stanu z 1864 roku).
Obrazek

Za Maiem jest jeszcze wioska Vama Veche i zaraz potem granica.
Obrazek
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Na urlop, w stronę Dunaju, w stronę Karpat, w stronę Morza Czarnego.

Postautor: buba1 » 03-12-2021 20:17

Musimy przejechać z Ploeszti do środkowej części bułgarskiego wybrzeża.


Zamiast sie zatrzymac zaraz za bulgarska granica i cieszyc pieknem polnocnego wybrzeza! :P

Po wyjściu z auta w końcu czuję, że mamy lato - do tej pory temperatury w ciągu dnia miały z przodu dwójkę, teraz pojawia się trójka i zrobiło się upalnie.


To chyba w Polsce ta trójka w tym roku sie nie zdarzyla... Albo na jeden dzien :(

Mniszki nie patrzą na mnie zbyt przyjaźnie (czyżbym nie przypominał prawosławnego pątnika?)


A miales brode? Bo wtedy moglbys troche za popa robic.

Przedmieścia nie wyglądają zbyt zachęcająco


Ja sie czuje zachecona tym zdjeciem! :D

są opisywane jako miejsca straszne


No patrz, to akurat w tym sie wyjatkowo zgadzam z powszechnymi opisami...

Za Maiem jest jeszcze wioska Vama Veche i zaraz potem granica.


Ale tłum! :shock: Mysmy tam byli jedynym autem. W obie strony!
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 4261
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Na urlop, w stronę Dunaju, w stronę Karpat, w stronę Morza Czarnego.

Postautor: Pudelek » 03-12-2021 21:34

buba1 pisze:
Musimy przejechać z Ploeszti do środkowej części bułgarskiego wybrzeża.


Zamiast sie zatrzymac zaraz za bulgarska granica i cieszyc pieknem polnocnego wybrzeza! :P

to będzie w następnym odcinku, ale generalnie spaliśmy dopiero za Warną. "Twój" kemping Kosmos był jak dla mnie na za dużym zadupiu i generalnie coraz gorzej o nim pisano.

To chyba w Polsce ta trójka w tym roku sie nie zdarzyla... Albo na jeden dzien :(

a, chyba nie. Pamiętam trochę takich dni nawet w czerwcu :)



A miales brode? Bo wtedy moglbys troche za popa robic.

jeszcze mi nie zdążyła urosnąć :)


Ja sie czuje zachecona tym zdjeciem! :D

na zdjęciu to już nie przedmieścia ;) Przedmieścia to po prostu duży ruch, wielkie ulice ciężkie do przejścia, hałas, smród i tym podobne. Akurat tam nie było na czym oka zawiesić.

Ale tłum! :shock: Mysmy tam byli jedynym autem. W obie strony!

Eee, to wcale nie tak tłumnie. Jak patrzyłem sobie na stronkę z ruchem na granicach to ludzie potrafili spędzić na rumuńsko-bułgarskim przejściu po 6 godzin!
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Na urlop, w stronę Dunaju, w stronę Karpat, w stronę Morza Czarnego.

Postautor: buba1 » 03-12-2021 22:12

i generalnie coraz gorzej o nim pisano.


Mysle ze wtedy tez o nim dobrze nie pisano ;) Acz to juz troche lat minelo i tez moglo sie na nim pozmieniac.

"Twój" kemping Kosmos był jak dla mnie na za dużym zadupiu


No tak, tam oprocz knajpy i morza nic wiecej nie bylo.

a, chyba nie. Pamiętam trochę takich dni nawet w czerwcu :)


W czerwcu chyba faktycznie jakies 3 czy 4 takie byly - jak wracalismy z wyjazdu i smazylismy sie w busiu. Pamietam ze jak sie kąpalismy po drodze to było wrecz takie psssss... po wejsciu do wody. Ale potem? Lipiec? Sierpien? To juz nie kojarze za bardzo, zeby powyzej 30 bylo.

Eee, to wcale nie tak tłumnie. Jak patrzyłem sobie na stronkę z ruchem na granicach to ludzie potrafili spędzić na rumuńsko-bułgarskim przejściu po 6 godzin!


To ciekawe co sie wtedy stalo, ze bylo tak nietypowo pusto... Wrecz pomyslelismy na poczatku ze to przejscie jest opuszczone i nie ma kontroli na tej granicy. No wygladalo jak to litewskie kolo Lazdijai.
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 4261
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Na urlop, w stronę Dunaju, w stronę Karpat, w stronę Morza Czarnego.

Postautor: Pudelek » 03-12-2021 23:47

Oceny samego kempingu nie były takie złe, ale gorzej pisano o tej knajpie. Że coraz gorsze żarcie, coraz droższa i obsługa beznadziejna. Monopoliści. Uznałem, że jakbym miał spędzić tam kilka dni i musiałbym się stołować tylko w tym jednym miejscu i rzeczywiście te opinie by się potwierdziły, to byłoby nieciekawie ;)
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 4261
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Na urlop, w stronę Dunaju, w stronę Karpat, w stronę Morza Czarnego.

Postautor: Pudelek » 09-12-2021 11:21

Do Bułgarii wracam po ośmiu latach. Nie napiszę, że to mój ulubiony kraj bałkański, ale wspominam go miło, więc chętnie tu ponownie zawitam. Na przejściu wita nas tablica.. z Kielc. Hmm, scyzoryk chyba gdzieś mam w schowku.
Obrazek

Kibelek, czyli krzaki. Dobrze, że oznaczono dojście.
Obrazek

Wjazd nastąpił przez przejście Vama Veche - Durankulak niejako z konieczności: w lipcu władze Bułgarii w swej nieograniczonej mądrości zdecydowały, iż turyści mogą przybywać do ich kraju tylko przez wyznaczone punkty graniczne. Powodem takich działań miały być braki w personelu medycznym, który miał sprawdzać paszporty COVID-owe - nie starczyło go na wszystkie przejścia. Nie wiem jaki jest średni poziom inteligencji w Bułgarii, ale jeśli do rzucenia okiem na kartkę papieru i wydania kilku dziwnych dźwięków (bo tak to wyglądało w naszym przypadku) potrzeba wykształcenia medycznego, to nie mam pytań... Efekt był taki, że na granicach tworzyły się korki, których normalnie można częściowo uniknąć, co z epidemiologicznego punktu widzenia było pięknym strzałem w stopę. W zawodach pod tytułem "Najgłupsze decyzje rządzących w czasie pandemii" poziom byłby bardzo wyrównany.
Dziś jednak mamy szczęście - odprawa zajęła około kwadransa. Rumun zbierał dokumenty i przekazywał Bułgarowi, ten znikał na chwilę w budynku i jakoś to szło.

Na zdjęciu prawdopodobnie dawny posterunek kontrolny pograniczników, umieszczony kilka kilometrów od właściwej granicy. Pierwsza linia kontroli za komuny i trochę później.
Obrazek

W tym wpisie zajmę się północną częścią bułgarskiego wybrzeża - uznajmy, że chodzi o Warnę i tereny ciągnące się nad nią. Większość to historyczna Dobrudża, o czym jeszcze napomknę.

Pierwsze kilkadziesiąt kilometrów od granicy to pustki i okolica raczej średnio ciekawa. Wokół głównej drogi prawie nie ma osad, morze z nielicznymi miejscowościami jest oddalone i go nie widać. Po bokach pola uprawne i wiatraki. Nawet ruch samochodowy jest minimalny.
Obrazek
Obrazek

Jedno z nielicznych miejsc, gdzie z drogi można dostrzec niebieską taflę - za słonecznikami widać jezioro-rezerwat Durankulak (Дуранкулашко езеро), a za nim Morze Czarne.
Obrazek

Początkowo planowałem nocować właśnie w tej części Bułgarii. Potem, po głębokiej i dogłębnej analizie, przeniosłem potencjalną "bazę noclegową" nieco poniżej Warny. Na północ jednak powróciłem, aby zobaczyć kilka miejsc położonych nad morzem, w tym jedno z najbardziej fotogenicznych, czyli przylądek Kaliakra (Калиакра). Na dzień dobry kasują za wjazd samochodu 6 lewów, ale potem innych opłat już nie ma.
Obrazek

Nie da się ukryć, że przylądek jest bardzo popularny i stanowi jeden z żelaznych punktów turystów indywidualnych i grupowych, zwłaszcza tych bywających w Złotych Piaskach. Mija nas kilka autokarów, w tym co najmniej jeden polski i już z daleka widzę, że parking jest dość zatłoczony. W takim razie zostawiamy wóz w pewnym oddaleniu, obok pomnika z nagimi dziewczynami.
Obrazek

Kompozycja ta związana jest z legendą o czterdziestu dziewicach (stąd nazwa Brama Czterdziestu Dziewic), które wolały związać się włosami i wskoczyć do morza, niż dać pojmać się Turkom. I od razu wiadomo, że to musiało być dawno, bo gdzie by dzisiaj znaleźć tak dużo dziewic w jednym miejscu??
Obrazek

Przylądek był zamieszkały od najdawniejszych czasów. Jego strategiczne położenie docenili już w IV wieku p.n.e. Trakowie, następnie rozbudowali Rzymianie. Ówczesna forteca miała trzy mury obronne, wieże, powstało przy niej także miasto. Ich dzieło kontynuowali Bizantyjczycy, z kolei Słowianie i Proto-Bułgarzy nie byli zainteresowani osadnictwem. Dopiero w 14. stuleciu Kaliakra stała się ponownie znaczącym ośrodkiem, który w końcu na kilka stuleci wpadł w ręce Turków (w pobliżu doszło także do potyczki z chrześcijańską armią Władysława Warneńczyka). Archeolodzy mają co robić, a Bułgarzy uwielbiają odbudowywać zrujnowane zabytki, możemy więc podziwiać całkiem dużo konstrukcji, które wyglądają mniej lub bardziej nowo.
Obrazek
Obrazek

Pozostałości budynków mieszkalnych i łaźni z okresu rzymskiego oraz obwarowań (drugi - środkowy mur obronny) z epoki hellenistycznej. Ciężko stwierdzić ile tu oryginału, a ile inwencji rekonstruktorów.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Prawda jednak jest taka, że do przybywa się tu nie dla zabytków, lecz dla widoków! Kaliakra ma formę skalistego półwyspu, chodzi się wysoko nad morzem, z obu stron możemy cieszyć oko pięknymi, czerwonawymi klifami! Poniżej urwiska od strony Warny, czyli zachodniej.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Po przejściu trzech pasm obronnych brukowana droga obniża się. Pisałem, że miejsce jest popularne, ale na szczęście nie oznaczało to dzikich tłumów. To w sumie tylko w Kaliakrze spotkaliśmy w tym roku osoby mówiący po polsku w postaci całej grupy.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Powyżej ścieżki mieści się baza wojskowa. Przynajmniej teoretycznie, bo wygląda na opuszczoną, a na pewno na mocno zaniedbaną - pordzewiałe nadajniki i słupy otoczone płotem oraz zablokowana brama. Rozumiem, że bułgarskie wojsko nie jest żadną potęgą i na nadmiar funduszy raczej nie narzekają, ale żeby aż tak?
Obrazek
Obrazek

Na końcu półwyspu odnajdziemy:
* rzeźbę poskładanego łucznika,
Obrazek

* cerkiewkę św. Mikołaja,
Obrazek

* jakieś świeże ruiny, skałki i fale obijające się o kamieniste plaże.
Obrazek
Obrazek

Na terenie rezerwatu Kaliakra znajduje się ponad setka grot i jaskiń. W jednej z nich urządzono niewielkie muzeum z modelem dawnej twierdzy oraz z ekspozycją przedmiotów tu znalezionych.
Obrazek

W drodze powrotnej trzymamy się wschodniego brzegu, aby ocenić klify z tej strony. Podobno czasem w morzu pojawiają się delfiny, a na niektórych plażach opalają foki.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Ławeczka w sam raz na obalenie piwka albo winka ;). Tylko za bardzo nie można wychylać się do przodu.
Obrazek

Obok głównego parkingu zwrócił moją uwagę pomnik faceta w mundurze. Pomyślałem, że to zapewne jakiś radziecki gieroj, ale z drugiej strony, przy całej swej ogromnej sympatii Bułgarów do Rosjan, to akurat czerwonoarmistom nie mają oni za co pomników stawiać, gdyż wiedzieli skąd wieje wiatr i umiejętnie zmieniali sojusze. Najpierw trzymali się z Niemcami, lecz sprytnie nie wypowiedzieli wojny ZSRR (ba, jako członek Państw Osi Bułgaria utrzymywała z Moskwą oficjalne stosunki dyplomatyczne). Kiedy w 1944 roku Armia Czerwona wkroczyła do Bułgarii, to rząd najpierw ogłosił neutralność, potem lawirował, aż w końcu został obalony przez lewicowy zamach stanu, a nowi politycy u steru władzy błyskawicznie zmienili front. To się nazywa realpolitik!
W każdym razie na pomniku żołnierza radzieckiego nie przedstawiono, natomiast jest to i tak Rosjanin, a konkretnie admirał Fiodor Uszakow. W 1791 roku w bitwie u przylądka Kaliakra pokonał on flotę turecką.
Obrazek

W drodze do samochodu odbijamy polną drogą w kierunku urwiska, aby zobaczyć, co tam jest. Czuć smród padłego zwierza, a u dołu dostrzegamy ruiny jakiegoś budynku o datacji raczej nieantycznej.
Obrazek
Obrazek

Trzeci mur obronny, czyli - jak sądzę - ten najmłodszy, wzniesiony przez Rzymian. Tu wreszcie można przekonać się, ile przetrwało sprzed prawie dwóch tysięcy lat: w dole ciągnie się zielony pasek, który odgradza oryginalne dwa rzędy od pozostałych. Warto sobie z tego zdawać sprawę, gdy oglądamy "starożytne stanowiska archeologiczne" ;).
Obrazek

Kaliakrię, mimo swej popularności i dużego ruchu, warto odwiedzić. W tej części wybrzeża ciekawych miejsc jest znacznie więcej, ale do tego należałoby mieć do dyspozycji co najmniej kilka dni na jeżdżenie. Z braku laku musimy się ograniczyć do tego, co najważniejsze.
Obrazek

Wracamy w kierunku głównej drogi. W Byłgarewie (Българево) oszukują mnie w kantorze na kwotę 10 lewów. Jestem tym bardziej wściekły, że gdybym się trochę skupił, to zorientowałbym się przy kasie, a nie trzy minuty później. A taka przyjemna miejscowość, ma nawet nieczynną fontannę w narodowych barwach.
Obrazek

Na obrzeżach Kawarny (Каварна) zauważam fajny pomnik dwóch kobiet - narodowy w treści, socjalistyczny w formie. Albo odwrotnie. Takich spotkamy w Bułgarii sporo. I dobrze.
Obrazek

Zastanawiam się, co też takiego stoi po drugiej stronie drogi? Nowobogacki pałacyk? Nie, dom pogrzebowy, a na płocie liczne klepsydry. Cmentarz jest gdzieś dalej.
Obrazek

Kawarna to miejsce, od którego zaczyna się większy ruch na drogach, a także podwyższa się gęstość występowania miejscowości. Największa z nich to Bałczik (Балчик), słynący z pałacu rumuńskiej królowej. No właśnie, rumuńskiej, a nie bułgarskiej. Więc w tym momencie nie byłbym sobą, gdybym trochę nie poględził o historii Dobrudży :).

Do drugiej połowy XIX wieku cała ta kraina była w rękach Turków. W 1878 roku, przy udziale jak zwykle nieomylnych mocarstw zachodnich i Rosji, podzielono ją pomiędzy wybijające się na niezależność Rumunię i Bułgarię. Sporo mieszkało tam wówczas muzułmanów - Turków i Tatarów (i tak jest do dzisiaj). Granica rumuńsko-bułgarska pokrywała się z obecną. W 1913 roku południową część Dobrudży przekazano Rumunii, która w ten sposób stała się właścicielką całości. Pod koniec Wielkiej Wojny na chwilę Bułgaria ją odzyskała, a nawet nabyła część ziem rumuńskich i podeszła pod Kostancę. Ostatecznie traktat pokojowy z 1919 roku oddał ponownie całą Dobrudzę w ręce Rumunów. Decyzja ta nie była podyktowana względami demograficznymi (w południowej części Rumuni prawie nie mieszkali), ale miała być karą za opowiedzenie się Bułgarii po stronie Państw Centralnych.
To właśnie w okresie międzywojennym rumuńska królowa Maria tak się zachwyciła Bałczikiem, że w nadmorskim mieście wybudowano dla niej letni pałac. Monarchini musiała mieć chyba także rozdwojenie jaźni, bo ponoć często powtarzała, że mimo tego Bałczik i cała Dobrudża powinna zostać zwrócona Bułgarii. Za jej życia nic na to nie wskazywało (zmarła w 1938), trwało rumuńskie osadnictwo wojskowe i kolonizacja, choć i tak Rumuni nigdy nie stali się dominującą nacją w prowincji.
Nieoczekiwanie w 1940 roku Sofia zażądała od Bukaresztu oddania swoich dawnych ziem. Dla Rumunów, którzy niedawno stracili północny Siedmiogród na rzecz Węgrów, był to kolejny cios, ale znacznie mniejszy niż w przypadku Transylwanii, gdyż chyba nigdy tych terytoriów nie traktowano jako prawdziwie rumuńskich. Mimo to rumuńscy politycy próbowali zyskać przychylność Niemców w tej kwestii, walczyli, aby przynajmniej pozostały przy nich miasta Silistra i Bałczik. O ile w tym pierwszym przypadku było to wykonalne (Silistra leży nad Dunajem i tuż przy współczesnej granicy, w dodatku Rumuni akurat tam stanowili większość), ale Bałczik to chyba musiałby być enklawą!
Nic z tego nie wyszło. Traktat podpisany 7 września 1940 w Krajowej spełniał marzenia królowej Marii i Bułgarów: historia zatoczyła koło i Dobrudża znowu została podzielona tak samo jak w 1878 roku. Dokonano "dobrowolnej" wymiany ludności z obu stron regionu, a jedyne ustępstwo na rzecz Rumunii to zapłata przez Bułgarię miliona lejów jako odszkodowanie za rumuńskie inwestycje. Co ciekawe - Dobrudża to chyba jedyny przypadek zmian granicznych aprobowanych przez III Rzeszę, których po wojnie nie anulowano. Może w tym przypadku alianci doszli do wniosku, że akurat ta korekta była sprawiedliwa? Niewątpliwie jednak Rumunii stracili kawał wybrzeża i teraz muszą się gnieść na swoim skrawku...

No dobra, wracamy do Bałcziku. Jechałem trochę na ślepo, więc zamiast pod pałacem wylądowałem w centrum. Niezbyt ciekawym, ładniejsze są widoki na morze oraz niedalekie białe urwiska.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Podjeżdżamy w końcu w okolice pałacu i od razu mi się tam nie podoba. Ogromny ruch, pełno autokarów (co oczywiste - sporo rumuńskich), o samochodach osobowych nie wspominając. Zawalone i drogie parkingi, ciągną kasę za każdą godzinę. W knajpie karmią w miarę smacznie, ale kelner... zapomniał o wydaniu reszty. Wreszcie do kompleksu pałacowego trzeba kupić chyba co najmniej dwa osobne bilety i do tego poruszać się w tłumie, więc ostatecznie rezygnujemy. Może będzie na następny raz.

Na zdjęciu kolejna miejscowość przy brzegu - Kranewo (Кранево). Zieleń, dachy hoteli, a w tle Bałczik.
Obrazek

Warna (Варна) leży już poza Dobrudżą, ale niewątpliwie na jej bułgarską część silnie oddziałuje. To trzecie największe miasto w kraju i ważny port nad Morzem Czarnym. Pierwsi - jak zwykle - byli tu Trakowie, później przypłynęli Grecy, zjawili się Rzymianie. W średniowieczu władza Bizantyjczyków mieszała się z (Proto)Bułgarami. Po upadku Konstantynopola Warna na cztery wieki stała się grodem tureckim.
Przez Warnę przejeżdżałem cztery razy i dwa razy się w niej zatrzymywałem na zwiedzanie. Początkowe wrażenie nie było zbyt imponujące - nieustanne korki (brak obwodnicy) oraz ciągnące się kilometrami przedmieścia z dziesiątkami warsztatów samochodowych.
Obrazek
Obrazek

Centrum prezentowało się lepiej, ale pojawił się problem występujący w wielu miastach zagranicznych - konieczność zapłaty za parkowanie. W ramach walki z zacofaniem włodarze Warny postanowili usunąć wszelkie parkometry i obecnie jedyna możliwość opłacenia postoju to wysłanie smsa z bułgarskiego numeru. Ponoć są jakieś punkty sprzedające bilety parkingowe, lecz żadnego nie spotkaliśmy. Ja wiem, że dziś niemal każdy posiada smartfona lub chociaż komórkę, ale - na litość boską - kwestia zarządzania miejscami do parkowania należy do zadań samorządowych, a wpływy lądują w budżecie miejskim. Dlaczego zatem dyskryminuje się obywateli bez odpowiedniego sprzętu oraz turystów (jeszcze nie zgłupiałem, aby z takiego powodu nabywać bułgarską kartę SIM)? Co następne? Załatwisz sprawę w urzędzie tylko z odpowiednią aplikacją, a śmieci odbiorą jedynie zarejestrowanym na odpowiednim portalu? Paranoja...
Na szczęście w Warnie sprawę tę ratuje kilka obiektów prywatnych (a przynajmniej nie samorządowych), gdzie można normalnie zapłacić w budce przy wyjeździe. Podczas piątkowej wizyty zostawiłem wóz przy nabrzeżu niedaleko jakiegoś urzędu i poza koniecznością jazdy pod prąd wszystko działało sprawnie. W poniedziałek nie było już tam miejsc, więc wjechaliśmy na pustą przestrzeń na terenie portu. Ten parking chyba nigdy się nie zapycha.
Obrazek

Oprócz nagrzanego do granic możliwości asfaltu spotkamy tutaj knajpy oraz m. in. wesołe miasteczko.
Obrazek

O funkcjach portowych jednak nie zapomniano. Przy nabrzeżu stoją dźwigi, a kawałek dalej pływający kolos - Amis Justice zarejestrowany w Panamie, rok budowy 2017. Stał w Warnie kilka dni, a według strony rejestrującej ruch statków, to w momencie pisania tego tekstu właśnie zmierzał do wybrzeży Meksyku ;).
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Nie będzie zaskoczeniem, że Warna to główna baza bułgarskiej marynarki wojennej. Po drugiej stronie basenu widzę kilka okrętów: od lewej niszczyciele min Cibar (Tsibar) i Struma, zbiornikowiec Bałczik i jednostka ratunkowa Proteo. Niszczyciele są weteranami z floty belgijskiej i holenderskiej, a Proteo służył kiedyś pod włoską banderą.
Obrazek

Choć Bułgaria posiada znacznie dłuższą linię brzegową niż Rumunia, to nie można napisać, iż jej marynarka wojenna jest silniejsza od sąsiadów.

Zaraz obok portu trafiamy na ślady ze starożytności - pamiątka po rzymskim mieście Odessos. Są to ruiny łaźni tzw. południowych, przy czym ich datacja ma spory rozrzut - od III do VI wieku naszej ery. Ciepłe cegły upodobały sobie koty, a ich sierść przystosowała się do otoczenia ;).
Obrazek
Obrazek

Kilkaset metrów dalej znajdowały się łaźnie północne - starsze, bo z II wieku naszej ery. Był to ogromny kompleks, czwarty pod względem wielkości w całym Imperium, a największy na Bałkanach.
Obrazek
Obrazek

Po sąsiedzku, otoczona ogrodem, stoi cerkiew św. Atanazego z 1838 roku. W czasie komunizmu zamieniono ją na muzeum ikon, obecnie znów pełni funkcje sakralne.
Obrazek

Warneńska starówka to mieszanina budynków z przełomu XIX i XX wieku oraz z epoki Bułgarskiej Republiki Ludowej. Nieco chaotyczna, oszpecona setkami reklam zachęcających do wizyt w kasynach, lokalach międzynarodowych sieci lub do zjedzenia kebaba.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Główny plac - Niepodległości. Za komuny nazywał się "9 września" - to data zamachu stanu z 1944 roku. A propos nazw - od 1944 do 1956 roku Warna nosiła zaszczytne miano Stalin (Сталин).
Obrazek

Największy w mieście Sobór Zaśnięcia Matki Bożej, wzniesiony w stylu narodowym w 19. stuleciu. Niestety, oblepiony rusztowaniami, a drzwi dla zwiedzających zamknięto kwadrans przed naszą wizytą.
Obrazek

Dwa zauważone pomniki:
* Kałojana, średniowiecznego cara. Zwany niekiedy "Rzymianobójcom", bo skutecznie bił łacinników rządzących w Konstantynopolu,
* Borysa III, ostatniego cara panującego samodzielnie. Zmarł w 1943 roku, niedługo po spotkaniu z Hitlerem. Przyczyny śmierci były prawdopodobnie naturalne (m.in. zbyt duży stres), nie można jednak wykluczyć otrucia, bo stawiał się Adolfowi.
Obrazek
Obrazek

Gdzie tylko człowiek spojrzy do cienia, zwłaszcza na bocznych ulicach, tam zobaczy pełno kotów. Mieszkańcy regularnie je dokarmiają.
Obrazek

Podczas drugiej wizyty postanowiłem przejść się kawałek w pobliżu morza. Zza płotu mogłem zerknąć na wypasiony basen, którego błękit mocno kontrastuje z szarą niebieskością Czarnego.
Obrazek

Wzdłuż brzegu ciągnie się Ogród Morski (Морска градина). Nazywanie go ogrodem to szczyt skromności - w rzeczywistości mamy do czynienia z największym parkiem w kraju. Zaczęto go urządzać jeszcze pod koniec panowania tureckiego, a następnie Bułgarzy znacznie go powiększyli, sprowadzili tysiące roślin z całej Europy, zatrudnili specjalistów francuskich i wiedeńskich. Alejki ciągną się kilometrami, znajdziemy przy nich dziesiątki pomników, źródełek i fontann.
Obrazek
Obrazek

W parku funkcjonują też różne instytucje: planetarium, kasyno, amfiteatr, zoo, delfinarium... Na skraju mieści się Muzeum Marynarki Wojennej, lecz w poniedziałki oczywiście jest nieczynne. Przez płot można ocenić, że wystawa plenerowa nie jest zbyt zadbana...
Obrazek

Osobno stoi torpedowiec Dryzki - okręt-muzeum, na początku ubiegłego stulecia trzon sił morskich Bułgarii. Zasłynął w walkach z Turkami - w 1912 roku celni