Czarnogóra głównie nadmorska (2025)

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4947
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Czarnogóra głównie nadmorska (2025)

Postautor: buba1 » 24-11-2025 16:16

Pewnego popołudnia ruszamy górami w stronę ruin zwanych Stary Bar. Byłam tam już z mamą w 2008 roku, ale miejsce jest na tyle sympatyczne, że chętnie je odwiedzę ponownie. Wtedy szliśmy najkrótszą drogą od parkingu u podnóża. Teraz planujemy tam dotrzeć nieco okrężnie, górskimi ścieżkami "od tyłu".

Obrazek

Idziemy przez tereny o różnym charakterze. Są czasem skałki (jak widać na poprzedniej fotce). Część z otaczających nas gór jest mocno olesiona, powleczona zielonym kożuchem - raczej nie do przebycia o tej porze roku (co już kilkakrotnie na tegorocznej wycieczce mieliśmy okazję doświadczyć ;)

Obrazek

Czasem całkiem solidny mur odgradza pastwiska od naszej ścieżki.

Obrazek

Momentami mignie jakaś rozleglejsza panorama dalszych wzgórz.

Obrazek

Spora część naszej trasy wiedzie przez gaje oliwne zwane "Stara Maslina". Wiek niektórych okazów określa się tu na 200-300 lat. Drzewa mają niesamowicie powyginane kształty. Sprawiają wrażenie jakby pod naszym wzrokiem zamarły w bezruchu, ale tylko na chwilę. Czekają chyba aż odejdziemy, by znów w spokoju móc spacerować, tańczyć i kołysać gałęziami mimo braku wiatru. Wyglądają jak jakieś przepiękne rzeźby ze swoją porowatą korą, dziuplami na wylot i bulwiastymi, rozdętymi pniami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jeśli gdzieś istnieją Entowie to chyba właśnie tutaj ;)

Obrazek

Obrazek

Sporo pajęczyn przegradza naszą ścieżkę.

Obrazek

Trzeba uważać gdzie idą nitki, żeby ich nie zerwać, bo wtedy pająki spadają na głowę.

Obrazek

A na szczyt tej skalistej górki właśnie zmierzamy.

Obrazek

Na ścieżce pojawia się stary bruk.

Obrazek

Kamienny mostek na trasie też raczej nie jest najnowszy ;)

Obrazek

Za mostem, w wąwozie, zaczynają się zabudowania miasteczka.

Obrazek

Obrazek

Tu żeśmy trochę pobłądzili. Przegapiliśmy niewielką ścieżynę, którą trzeba było iść. Ale przynajmniej dzięki temu zobaczyliśmy meczet i fajną, starą zastawę :)

Obrazek

Obrazek

Jak widać na załączonym obrazku - stąd pod flagę i do wieży nie wyleziemy. Trzeba będzie zatem jakoś to obejść.

Obrazek

Znów złazimy w wąwóz. Po lewej jest ta skała, na którą musimy wyjść.

Obrazek

W cieniu kanionu, gęsto oplecione roślinnością, siedzą jakieś kamienne ruiny. W większości to juz niezadaszone wydmuszki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Stare ogrodzenia chylą się ku przepaści.

Obrazek

Ścieżka, którą idziemy, jest wyraźna, acz chyba niezbyt uczęszczana. Idąc nią tam i z powrotem nie spotkaliśmy żadnych innych jej użytkowników. Jednak zdecydowanie jest utrzymywana w drożności np. niedawno robiono tu przecinki kaktusów, które zaczęły wyłazić na pół drogi. Szlak też jest wyznakowany, więc widać komuś zależy, aby trasa istniała, a nie zarosła i zmieniła się w jednolite, kolczaste chaszcze.

Obrazek

Obrazek

Stopniowo opuszczamy cienie wąwozu i wspinamy się zboczem. Widoki roztaczają się coraz bardziej rozległe :)

Obrazek

Obrazek

Wysoko na skałach widać jakieś niewielkie zabudowania. Ciekawe czy dociera tam jakaś droga?

Obrazek

A to już mury na szczycie wzgórza, które otaczają zabudowania Starego Baru. Jeszcze tylko musimy znaleźć bramę.

Obrazek

Obrazek

Póki co mijamy akwedukt - ponoć jedyny jaki można napotkać w Czarnogórze.

Obrazek

Obrazek

Tym sposobem wbijamy w jakieś prywatne podwórka... Mamy nadzieję, że nam zaraz jakis pies nie obszczypie tyłka. Ale chyba nie było innej drogi?

Obrazek

Obrazek

W końcu z cichych ścieżek wypluwa nas w sam środek turystycznego kociokwiku - parkingi, kramy, knajpy. Ała! Od razu człowiek się czuje jakby w łeb dostał...

Obrazek

Fajne tu mają klapy od studzienek!

Obrazek

Włazimy za mury.

Obrazek

Bramy, kraty, bilety...

Obrazek

Twierdza na skalnym płaskowyżu popadła w ruinę w wyniku trzęsienia ziemi w 1979 roku. Większość terenu została zachowana w stanie trwałej ruiny. Miejsce jest wybitnie zagospodarowane pod ruch turystyczny, ale w stopniu, który ostatecznie można jeszcze jako tako zaakceptować.

Mniej lub bardziej strome uliczki rozchodzą się na wszystkie strony.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Są i schody.

Obrazek

Niektóre obiekty zostały odbudowane.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wnętrza cerkwi.

Obrazek

Obrazek

Na stoliku przy ołtarzu leżą banknoty i monety z różnych krajów.

Obrazek

Obrazek

Najbardziej chyba cieszą oko te fragmenty murów położone najwyżej, które fajnie się komponują z pięknem okolicznych gór.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Cień naszego wzgórza.

Obrazek

Jak się można domyślać - jest to również świetne miejsce widokowe na całe miasto leżące u podnóża.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jakieś opuszczone obiekty, które sobie upatrzyliśmy zoomując zabudowę ze wzgórza. Ostatecznie się nie udało ich potem odwiedzić (z braku czasu).

Obrazek

Obrazek

Portowe klimaty widziane z tego rzutu prezentują się zupełnie inaczej niż wcześniej obserwowane z wybrzeża.

Obrazek

Obrazek

Wracamy dosyć późno. Wśród gajów oliwnych przyświeca nam zachodzące słoneczko.

Obrazek

Do namiotu docieramy już w świetle latarek.



Na koniec wrzucę jeszcze dla porównania zdjęcia ze Starego Baru zrobione we wrześniu 2008. Chyba było wtedy więcej ruin. I więcej bluszczu, i więcej zarośli. I mniej latarni, poręczy i barierek. No i bardziej jesienne kolory. I te cudnie ciepłe barwy, które w tamtym czasie udało mi się ustawić na aparacie :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kilka rzutów oka na zaułki części mieszkalnej miasteczka poniżej twierdzy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek



cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4947
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Czarnogóra głównie nadmorska (2025)

Postautor: buba1 » 27-11-2025 19:22

Co może łączyć ogromne plantacje oliwek, teren wojskowy i namiot utopiony w kwiatach? Co ma wspólnego wypaśna restauracja z koczowiskiem wędrowców i kaszą bulgoczącą w kociołku? Dzieli je tylko czas... A miejsce jest dokładnie to samo.

Od setek lat mieszkańcy tych terenów pielęgnowali ogrody oliwne. A może nawet od tysięcy? Ponoć od starożytności się tutaj trudnili podobnym zajęciem. Wszystko się zmieniło w 1978 roku, gdy jugosłowiańska armia postanowiła stworzyć bazę wojskową, właśnie tu - na obszarze plantacji, gdzie rosło kilkanaście tysięcy oliwkowych drzewek. Około 200 rodzin zostało wywłaszczonych i zmuszonych do opuszczenia terenu. Dostali od państwa odszkodowania, ale znacznie poniżej wartości rynkowej. Opornym groziły aresztowania. Po śmierci Tito w 1980 roku jugosłowiańska armia zmieniła plany odnośnie zatoki - już nie budowa portu morskiego, a postanowiono wykorzystać Valdanos jako ośrodek wypoczynkowy dla żołnierzy. Otwarto go w 1983 roku. Oferował wczasy w różnych poziomach komfortu. Dostępne były zróżnicowane opcje zakwaterowania, w zależności od stanu majątkowego i rangi. Były dwie ekskluzywne wille dla gości specjalnych, dwa rodzaje niewielkich, ale dobrze wyposażonych domków, przyczepy kempingowe i pole biwakowe. Były restauracje, boiska, dyskoteki, baseny, supermarket i cukiernia. W takiej formie obiekt działał do początku lat 90 tych, kiedy w wyniku ogłoszenia niepodległości przez Chorwację, jugosłowiańska marynarka wojenna została zmuszona do opuszczenia chorwackich portów. Znów był pomysł zrobienia tu bazy morskiej, nawet większej niż poprzednio. Projekt jednak nie wypalił - ośrodek został gdzie był, bez zmian. Wojna i powojenna bałkańska rzeczywistość jednak nie sprzyjały turystyce. Obiekt niby wciąż działał, ale raczej nie pełną parą jak niegdyś. Jego główną grupą klientów byli członkowie rodzin żołnierzy. Najpierw więc, po rozpadzie Jugosławii, przestali przyjeżdżać wojskowi z Chorwacji czy Słowenii, a po 2006 roku, kiedy Czarnogóra odłączyła się od Serbii - zniknęli również Serbowie. Racja bytu ośrodka w tej formie przestała istnieć. Ostatni oficjalni goście przybyli tu w roku 2007. Jedyne co można było zrobić z wojskowym ośrodkiem to przekształcić go w normalne, komercyjne miejsce. W 2008 roku zaczęto szukać inwestorów za granicą. Iluś miliarderów z różnych krajów wykazywało początkowo zainteresowanie, były przetargi. Pojawiły się jednak pewne problemy. Rodziny, które straciły majątek w wyniku wywłaszczeń w 1978 roku, zaczęły się domagać zwrotu zagarniętego mienia i skierowały swoje sprawy do sądu. Ważnym okazał się fakt, że teren nigdy nie został wykorzystany zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem, jakim była baza wojskowa. Pojawiły się też międzynarodowe organizacje walczące o ochronę gajów oliwnych, a jakakolwiek rozbudowa kompleksu we współczesnym stylu bez choć częściowego zniszczenia drzew - wydawała się oględnie mówiąc mocno utrudniona. Valdanos stał się dla deweloperów obiektem niepewnym. Prawie rezerwat i to obciążony hipoteką - nie jawi się miejscem dogodnym dla inwestycji. Światowy kryzys finansowy z 2008 roku, jak można się domyślać, nie pomagał.

Ostatecznie Valdanos pozostało w stanie zawieszenia, a w 2011 roku tutejsze wybrzeże ogłoszono publicznym, dostępnym dla wszystkich turystów. Jest tu główna plaża, całkiem popularna, w sezonie chyba działa tam jakiś plażowy bar. Jest mniej uczęszczana plaża z pokruszonego betonu, położona przy ruinach. Jest też zupełnie dziki i pusty, kamienisty fragment wybrzeża pod skałami, gdzie kończy się dostępny pieszo fragment zatoki. Dwie kamienne wille trafiły chyba w ręce prywatne - sprawiają wrażenie używanych. Ośrodek jest opuszczony, szumią tylko gaje oliwne i coraz bardziej zarastają każdy jego kawałek pachnące krzewy. Rajskie miejsce - przynajmniej takim zastaliśmy Valdanos w naszym kawałku czasoprzestrzeni, w czerwcu 2025 :)

Już sam wjazd do miejscowości jest tak cudny, jak potrafią być tylko miejsca opuszczone. Przyroda jest najlepszym ogrodnikiem - byle jej nie przeszkadzać.

Obrazek

Szybko naszym oczom ukazują się gaje oliwne - jedne z bohaterów tutejszych historii. W jakimś stopniu to one obecnie utrzymują ten teren w niezmienionej formie, więc jesteśmy im bardzo wdzięczni i z sympatią poklepujemy po rosochatych pniach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

To drzewko to chyba sporo mogłoby opowiedzieć! Ciekawe ile może mieć lat??

Obrazek

Jak już zapewne widać na poprzednich zdjęciach, zwiedzanie ośrodka zaczynamy od rejonu domków, ktorych dachy sterczą z otaczających nas wszędzie zarośli. Babfa ukrywamy w jakiejś ślepej uliczce i dalej ruszamy piechotą.

Obrazek

Dzięki temu możemy uniknąć slalomów na drogach jezdnych.

Obrazek

Obrazek

Miło powędrować zasypanymi liśćmi chodniczkami.

Obrazek

Pierwsze co rzuca się tu w oczy - to dobry stan nawierzchni dróg, pozostający w kontraście ze stopniem zarośnięcia znajdujących się po bokach obiektów. To chyba kwestia klimatu, który np. w Polsce szybko wyżera asfalt, a krótki okres wegetacji roślin nie pozwala im się tak szybko rozrosnąć. Tu jak widać jest inaczej.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przyjrzyjmy się więc dokładniej domkom. Na pewno było tu w modzie podgrzewanie wody na słońcu, w bukłakach umieszczonych na dachu.

Obrazek

Obrazek

Były latarnie, ktore okazały się raczej mało trwałe.

Obrazek

Tutejsze domki, wykorzystując ukształtowanie terenu, były budowane na zasadzie amfiteatru, aby z każdego balkonu było widać morze. I mimo mocno wybujałej roślinności - ze sporej części widać je nadal!

Obrazek

Obrazek

Boczne ścieżki, chodniki i schody pozarastały w stopniu znacznym. Do niektórych domków nie idzie się już po betonie, a po dywanie opadłych kwiatów.

Obrazek

Obrazek

Bo wszędzie wokół rosną pachnące krzaki i mamy ogromne szczęście znaleźć się tutaj akurat w okresie ich kwitnienia, co niezwykle dodaje uroku okolicy, tworząc wrażenie jakiś rajskich ogrodów. Zapach wręcz zwala z nóg - jakby nos wsadzić do koncentratu perfum!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A jak komuś się akurat znudzą kwiaty to można użyć na agawach :)

Obrazek

Wnętrza domków są zachowane w stopniu różnym. Niektóre całkiem niezłym - są nawet meble, koce, poduszki. Skitrana woda sugeruje, że ktoś czasem tu pomieszkuje.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zwracamy uwagę na różne szczegóły - bo ten ośrodek to miejsce naszego dzisiejszego noclegu. Musimy tylko sobie wybrać najlepszą miejscówkę :) Jakby to była Polska (tzn. chłodno i deszczowo) to zapewne byśmy się zdecydowali na któryś z zamykanych i szczelnych domków. Tu chyba jednak zadecydują inne czynniki np. widoki, kwiaty, bliskość morza itp.

Przenosimy się zatem w inną część ośrodka - tam gdzie były restauracje, kuchnie, sklepy. Szerokie schody prowadzą na rozległe place.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kiedyś wyraźnie były tu dachy - może przeszklone? Może foliowe albo z materiału? Pewnie pod nimi stały stoliki albo był parkiet na tańce?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

To przypomina bufet. Może tu wydawano posiłki czy napoje? Coś też pichcili na miejscu, bo widać resztki piecyka/kominka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Włóczymy się też po ogromnych, zadaszonych salach, próbując wnioskować o ich kuchennej, magazynowej czy biurowej przeszłości.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

We wnętrzach mało jest dokumentów czy sprzętów użytkowych z dawnych lat. Oprócz pordzewiałych resztek lodówek czy zbutwiałych szafek trafiła się jedynie stara waga.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I trochę papierów, z lat 2002-2006. Jakieś paragony, faktury na żywność, wykazy produktów itp.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A tu budowla zupełnie inna od pozostałych. Jakby nowsza? Baraczek. Wygląda na plastikowy, ale dokładnie nie opukiwaliśmy. Coś na kształt kiosku ruchu albo budki ochroniarzy?

Obrazek

Z terenu dawnych knajp kręcone, nieco nadkruszone zębem czasu schody, prowadzą prosto na brzeg morza.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Będąc tam myśleliśmy, że ta drewniana konstrukcja służy podparciu schodów, żeby się nie zawaliły.

Obrazek

Jak się okazało miesiąc czy dwa później - jest to podstument do bramy na VIP - plażę ;) Zdjęcie zrobione przez laynna, pochodzi ze strony LINK: https://mniejszeiwiekszegory.blogspot.c ... .html#more

Obrazek

Plaża u podnóża opuszczonego ośrodka jest betonowa.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Stare i nowsze malunki na murach.

Obrazek

Miejscami beton się kruszy, rozpada i jego pofragmentowane części coraz bardziej przypominają naturalne skały.

Obrazek

Dawne kibelki zarosły na dobre. Widać dobrze nawożona ziemia daje obfity plon ;)

Obrazek

Obrazek

Im bardziej oddalamy się od ośrodka - maleje procent betonu w podłożu, ustępując miejsca dorodnym kamulcom.

Obrazek

Tak docieramy na kamienistą plażę pod skałami, gdzie nie ma już żywej duszy.

Obrazek

Obrazek

Tylko my i ta pionowa biała ściana wznosząca się ku niebu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Teren przypomina zatokę w zatoce.

Obrazek

Obrazek

Tak docieramy do końca trasy. Dalsza wędrówka suchą stopą jest już niemożliwa.

Obrazek

Trzeba by opływać skałę, a chyba się nam nie chce. Poza tym trzeba by zostawić plecaki, ubrania, telefony - a licho nie śpi. Niby nikogusieńko, ale czasem lubi być pech, że jakiś-ktoś pojawi się w najbardziej niespodziewanym momencie i zniknie ponownie, ale już z naszymi rzeczami. Lepiej nie kusić losu, więc nie sprawdzamy co jest za skałą.

Obrazek

Na części kamieni można znaleźć odciski jakiś rosochatych roślin czy przypominające róże fragmenty muszli ślimaka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Idziemy się też przejść w drugą stronę. Tu pojawia się zdecydowanie więcej ludzi. Stoi knajpa plażowa, na chwilę obecną niedziałająca, ale wyglądająca na przedstawiciela czasów bardziej nowożytnych niż pobliski ośrodek. Jakieś leżakoparasole leżą zwałowane na pryzmę koło śmietnika - ciężko ocenić czy postanowiono je wywalić czy to może przygotowania do sezonu, aby całkiem przyjemną plażę przekształcić w modny horror. Trochę osób biwakuje w nadbrzeżnej, podwójnej kolumnie iglaków - hamaki, namioty, stoliki, ale wieczorem wszyscy znikają.

Obrazek

Obrazek

Wśród szuwarów zachował się fragment dawnego placu zabaw dla dzieci.

Obrazek

Docierają tu zmotoryzowani, czasem całkiem sympatycznymi pojazdami :) Ten to lokals. Chyba... "UL" brzmi jak Ulcinj ;)

Obrazek

Obrazek

Dalej wybrzeże staje się mniej obsiadłe przez plażowiczów - zaczynają dominować rybackie przystanie, łodzie, sieci...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A tam, w tych gąszczach na zboczu góry, siedzi opuszczony ośrodek. Oddzielony póki co od nas bezmiarem błękitu.

Obrazek

Na zbliżeniu.

Obrazek

Zarośla usiane domkami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dość długo wahaliśmy się jakie miejsce na nocleg wybrać. Może jakiś domek? Może na dachu największej hali? Może na tarasie dawnej knajpy? Jednak jeden zaułek urzekł nas najbardziej. Zaciszny, niewidoczny ani z ulicy, ani z plaży czy z pobliskich schodów.

Obrazek

I co najważniejsze - tak utopiony w kwiatach, że bardziej to się już chyba nie da :) Wyjazdy w czerwcu mają swoją magię! Dezyzja o pozostaniu właśnie tutaj - zapadła w ekipie jednogłośnie :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przy pewnej dozie chęci można nawet zaryzykować stwierdzenie, że mamy stąd widok na morze ;)

Obrazek

Obrazek

Drzwi do naszych apartamentów.

Obrazek

Popołudniowy odpoczynek na tarasie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Hotelowa restauracja serwuje dziś pulpę.

Obrazek

W końcu wieczór nastaje nad zatoką.

Obrazek

Czy może być coś lepszego niż rano otworzyć oczy i mieć taki widok?? :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Księga pamiątkowa tego ośrodka powiększyła się o kolejny wpis :)

Obrazek

A do śniadania zrobiło się jakby komfortowo - mamy nawet stół! Dwie szuflady z połamanych szafek zyskały nowe życie!

Obrazek

A na sam koniec pobytu, pewnie dla uatrakcyjnienia całości - historia mrożąca krew w żyłach. Poważnie - wszyscy mieliśmy pełne gacie ;)

Już się zbieramy do powrotu. Toperz z kabakiem składają namiot, a ja idę zanieść część siatek do Babfa, zaparkowanego za schodami i pięcioma zakrętami wśród murów. Wracam. Widzę, że składanie namiotu zostało przerwane, a toperz z kabakiem kręcą się podejrzanie i mają mocno niewyraźne miny. Poza tym witają mnie radośnie jakbym wróciła z zaświatów. Jak nic coś się wydarzyło... Nie muszą mi długo tłumaczyć - po chwili słyszę to sama. Odgłos, dochodzący dokładnie z miejsca, gdzie stoi Babf, a i ja przed chwilą tam byłam. Ni to szczekanie wściekłego psa, ni to warczenie, ni to chrumkanie stada dzikich świń. Ale coś w tym dźwięku jest bardzo niepokojącego, nienormalnego, chorego. Jakby bulgotanie z głębin. Po chwili przechodzi w jęki i ryczenie jakby niewydojonej krowy. I znów jakby bulgoczące ujadanie... Dziki pies? Wilk? Sarna? Dzik? Byk? A może to człowiek? Jakiś maniak - psychopata?? Nieee... A może coś tu żyje egzotycznego, o czym nie wiemy? Może uciekło z ZOO albo z hodowli? Toperz z kabakiem już myśleli, że mnie pożarło jak poszłam do Babfa, długo nie wracałam i po chwili rozległy się te charkoty - wtedy ponoć połączone jakby z mlaskaniem. Teraz dźwięk wyraźnie się przybliża... Co robić? Bronić się? Gazem, kijem, kamieniami? A może uciekać? Może wejść na dach? Tylko którędy? Czemu to lezie akurat do nas? Ostatecznie chowamy się w budynku. Może nie zauważy? Jakby co - może zabarykadujemy się w jednym z mniejszych pomieszczeń, które posiada jeszcze drzwi. Ciekawość jednak wygrywa ze strachem i kukamy przez zarośnięte okienko, gdy generator upiornych odgłosów wytacza się z krzaków. Dziadek... Chyba dosyć pijany, bo porusza się krokiem sugerującym silne, boczne wiatry. I zaczyna znów kaszleć. I to właśnie ten dźwięk. Potworny, bulgoczący, nieludzki. Jakby tam w środku jednocześnie jechał pociąg o zepsutych hamulcach, ktoś przetykał kibel i zachodziło świniobicie tępą żyletką. Nie wiem i chyba nie chce wiedzieć na co ten człowiek chorował. I jakim cudem jeszcze żył. Ten specyficzny kaszel chyba sprawiał mu trudność albo ból, bo po takiej serii następuje feeria jęków potępieńczych i wzdychań tak zamaszystych, że chyba zaraz zdmuchnie wszystkie kwiaty z drzew. Czekamy w ukryciu aż dziadek się oddali. Szczęśliwie nie jest to zmutowana, ranna pantera z naszych wyobrażeń, ale również bardzo nie chcemy, aby ten koleś do nas podszedł i żebymy się znaleźli w zasięgu generowanych przez niego wyziewów. Odgłosy kaszlu oddalają się w stronę morza. Możemy dokończyć składanie naszego majdanu i bezpiecznie udać się do Babfa.

Tak opuszczamy cudne, sielankowe miejsce, które na koniec postanowiło nam przez chwilę pokazać również swoje nieco odmienne oblicze ;)


cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4947
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Czarnogóra głównie nadmorska (2025)

Postautor: buba1 » 01-12-2025 10:55

Miejsce akcji - okolice Ulcinj, Zoganjsko Jezero, dawna salina “Bajo Sekulic”.

W latach trzydziestych utworzono tu warzelnię soli. Po II wojnie światowej zakład został rozbudowany, zatrudniał kilkuset pracowników i był jednym z ważniejszych dostawców soli na terenie byłej Jugosławii. Woda morska była pompowana kanałem do specjalnie utworzonych niecek, parowała pod wpływem słońca i wiatru, sól pozostawała na dnie i była zbierana ręcznie. Miejsce upodobały sobie również ptaki, które przywędrowały tu skuszone nową, nietypową dietą. Ryby, kraby i inne żyjątka, które przypływały tu kanałem razem z morską wodą - moczyły się w solance, nabierając nowego smaku i aromatu. Teren został sprywatyzowany w 2005 roku. Produkcję soli przerwano w 2013 roku, bo pojawiły się pomysły, aby teren sprzedać i wybudować tu kompleks luksusowych hoteli. Ostatecznie szczęśliwie do tego nie doszło, a w 2019 roku okoliczne bagna i jeziorka zostały uznane za obszar chroniony i rezerwat ptaków, głównie wędrownych. Solniskami jarają się więc głównie ornitolodzy, bo można tu spotkać kilkaset gatunków, z czego wiele rzadkich i zagrożonych wyginięciem. A i przypadkowi turyści nieraz też chętnie popatrzą na flaminga czy pelikana. My również byśmy nie pogardzili takim widokiem, acz skłamałabym twierdząc, że to ptactwo jest głównym powodem, który nas tu sprowadził.

Oprócz zarastających niecek dawnych solanek i bytujących przy nich okresowo pierzastych - znajdują się tu również ruiny dawnego zakładu zajmującego się przetwórstwem i pakowaniem soli. Z informacji znalezionych w internecie wynikało, że miejsce jest udostępnione dla turystów, płaci się za wstęp, jest jakieś małe muzeum. Co nas głównie zainteresowało - ponoć można wypożyczyć rowery, aby objechać cały teren, który jest dość duży i łażenie z buta po dość monotonnych bagnach raczej nie jest pożądanym pomysłem. Widziałam też w internecie zdjęcia wystających gdzieniegdzie z bagien porzuconych wagoników.

Miejsce okazało się być totalnie inne od tego, którego się spodziewaliśmy. Niestety nie było ani wagoników ani wypożyczalni rowerów. Ale nie było również biletów czy tłumu turystów. Nie było kompletnie nikogo. Tylko my i ogromny, pusty, wyprażony słońcem obszar pełen ruin.

No ale po kolei :)

Teren dawnych solnisk położony jest spory kawałek za miastem. Zmierzając tam pylistymi drogami, mijamy jakieś ogrody. No i wszędzie towarzyszą nam tereny bagienne, o dosyć intensywnym zapachu. Mocno podsychają, ale mimo wszystko coś tam się chyba topi, bo co rusz zapodaje padliną.

Obrazek

Przechodzimy też przez teren ogromnej budowy. Na plakatach było coś o apartamentach i ekskluzywności, ale na oko wygląda to jak klasyczne blokowisko z wielkiej płyty i to takie dosyć klaustrofobiczne. Może poczucia luksusu dodają bagienne wyziewy?

Obrazek

Obrazek

Wśród budowlańców dominują osoby o dość ciemnej karnacji, które na nasz widok automatycznie porzucają swoją pracę i zaczynają się gapić jak wół na malowane wrota. Nie czujemy się zbyt komfortowo w zaistniałej sytuacji, więc mocno wyciągamy nogi. Jest to jedno z najbardziej gorących miejsc, jakie odwiedziliśmy w Czarnogórze. Do tego tutejszy upał nie jest zbyt przyjemny - jakiś taki duszny, lepki i przytłaczający. Może to kwestia tych bagien i wszechobecnego pyłu? A może naszego szaleńczego biegu, by jak najszybciej opuścić to miejsce? Języki przysychają nam do podniebienia - mamy wodę, ale napijemy się później. Śmiejemy się, że czuć w tym Ulcinj bliskość Albanii - jakoś drastycznie pogorszyło się nasze poczucie bezpieczeństwa a okolica stała nieco robaczywa. Może jest jakaś inna droga do solanek, bo ta którą wybraliśmy była oględnie mówiąc mało sympatyczna.

Na wejściu na teren zakładu wita nas różowy, pałacykopodobny budynek, zapewne siedziba zarządu. Na chwilę obecną jest wypatroszony, totalna wydmuszka. Drzwi zabite, a przez okno nie chciało nam się włazić - skoro zaglądaliśmy i tylko goły mur.

Obrazek

Obrazek

Krzesełko na balkonie jakby całkiem nowe i wyraźnie nieraz używane. Ktoś tu widać czasem siada i podziwia widoki.

Obrazek

Przed budynkiem stoi pomnik. Popiersie bohatera jugosławiańskiego zwanego Bajo Sekulić, od którego imienia nazwano te solniska.

Obrazek

Drugim ciekawym budynkiem, który rzuca się w oczy, jest ogromna hala z metalowym, ażurowym obecnie dachem. Miejsce zdecydowanie o przemysłowym charakterze. Część dachu się obwaliło i upadło na jakieś resztki maszyn, więc ciężko w tej plątaninie żelastwa się teraz wyznać co dach, a co inne konstrukcje.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Są tu również pryzmy jakiś materiałów sypkich, które leżą już od dawna i zaczęły się zbrylać oraz porastać soplami. Podejrzewamy, że może to być sól.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Podążamy dalej wzdłuż kanału. Pojawiały się pomysły, aby się w nim wykąpać. Niby dawniej płynęła nim woda morska, ale co płynie teraz, skoro po zamknięciu zakładu przestały działać pompy? Nie mamy pewności co kanał co po drodze zbiera, więc ostatecznie wstrzymujemy się z przekąpkami do morza i póki co prażymy się wyłącznie na sucho ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wszędzie w okolicy pełno jest różnych niecek, baseników, odstojników i innych betonowych umocnień służących przechowywaniu cieczy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zaglądamy do wielu ogromnych hal.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Czasem można się natknąć na coś niespodziewaniego - co nie wygląda na porzuony sprzęt pochodzący z czasów działania solnisk.

Obrazek

Wagoników nie udaje się namierzyć. Źle szukaliśmy albo ich już nie ma? Odnajdujemy jednak fragmenty starych torowisk.

Obrazek

Obrazek

Odpoczynek na wygrzanym betonie, pod latarnią zastygłą w pół-locie.

Obrazek

Dekielek. Znam gościa, który zbiera takie pokrywy - w Czarnogórze miałby używanie ;)

Obrazek

Wielokrotnie włazimy też do pomieszczeń o przeznaczeniu biurowym czy magazynowym, gdzie zachowały się krzesła, stoły z szufladami, a nieraz i jakieś fragmenty starych komputerów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Co w takim miejscu najbardziej cieszy chyba każdego miłośnika opuszczonych miejsc? Rycie w papierach! :) Przeglądanie starych dokumentacji, archiwów, kalendarzy, tabliczek BHP, dyplomów, świadectw, pieczątek, rysunków. Istny raj, który przenosi cię choć trochę w historię tego miejsca, umożliwia jakby muśnięcie czasów, które minęły.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Fragment jugosławiańskiego banknotu.

Obrazek

W tym pokoju kalendarz zatrzymał się w roku 2009.

Obrazek

Największe wrażenie robią na nas jednak ogromne rysunki techniczne różnych maszyn. Kurde, ale czasu ktoś na to poświecił, żeby tak ładnie i równo wymalować - a teraz tak się wala nikomu niepotrzebne... Tak jakoś szkoda...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Stacja pomp albo tam jaka inna rurownia.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Bardzo solidny kawał stołu!

Obrazek

Droga ze starego asfaltu oddala się od ruin i wpełza pomiędzy trawy. Kanał wciąż towarzyszy nam po prawej stronie. Idziemy, idziemy a widok się nie zmienia. Tatarak, płowe trawy i góry zamykające horyzont gdzieś w dali. Jeziorka są jakieś mocno podeschnięte. Robi się trochę nudnawo... Tak iść, iść i jakby taśma się spod nóg zwijała, bo po bokach nie za wiele się zmienia. Co innego jakbyśmy mieli te rowery! No te, co tam stały w zamkniętej szopie ze sflaczałymi oponami.

Obrazek

Obrazek

Nie wiem ile przeszliśmy, gdy podejmujemy decyzję o odwrocie. W sumie to nie ma znaczenia czy to było 2 km czy 500 m. Nie ma raczej zbyt dużej szansy, że na owej patelni bez wody będą stały stada flamingów i pozowały nam do zdjęć ;)

Wracając odwiedzamy jeszcze jeden budynek, który nie wiem czemu wcześniej przegapiliśmy. Drewniany domek. W środku wyjątkowo dobrze zachowany.

Obrazek

Nieco wyblakły ścienny portret. Wygląda na Tito, bo i z gęby podobny, i taki medalami obwieszony ;)

Obrazek

Zeszyt z 1980 roku. Ja cię kręce - starszy ode mnie a w takim rewelacyjnym stanie!

Obrazek

Bardzo a to bardzo mnie zaciekawiło o czym te opisy traktują, bo jakby pisane w formie pamiętnika? Z druku może coś by się udało zrozumieć, ale z ręcznie postawionych wywijasów nie ma szans. Robię więc tylko zdjęcie. Z pomocą przychodzi mi AI (już po powrocie, w domu, w czasie pisania relacji)

"To ręcznie pisany dziennik z lipca 1980 roku, w języku serbsko-chorwackim (pisownia z epoki jugosłowiańskiej). Pismo jest dość trudne do pełnego odczytania - zapis jest techniczny i miejscami nieczytelny. Całość wygląda jak inżynierski dziennik budowy lub melioracji wodnych."

Pojawiają się powtarzające motywy:
-kopanie kanałów (odvodni kanal, iskop, proširenje)
-czyszczenie i utrzymanie potoku
-mostek lub przepust („most”, „propust”)
-pomiary odcinków (np. 1500 m, 4,40 m szerokości)
-zużycie materiałów, robocizna, teren
-spisywanie kosztów i ilości (np. „1.975.957,00”)
-notatki logistyczne: transport, radovi, mašine"

Niedokładne - ale w sumie nic więcej nie potrzeba. W pełni zaspokoiło to moją ciekawość, a i idealnie pasuje do miejsca, w którym zostało znalezione.

Nieco nowsze zapiski, bo z 2000 roku. Jakaś lista obecności?

Obrazek

Plakat na ścianie. Niestety już bardzo zniszczony i częściowo zatarty.

Obrazek

Wykresy przedstawiające produkcję soli rozłozoną w czasie.

Obrazek

Obrazek

Część budynków na terenie jest zdecydowanie nowsza, zachowana w dobrym stanie i na pewno była użytkowana po zaprzestaniu działalności zakładu. Ich wygląd raczej świadczy o turystycznym przeznaczeniu.

Tu np. budka, gdzie znajdują się rowery - te co je ponoć można wypożyczyć.

Obrazek

Sklepik z pamiątkami.

Obrazek

Muzeum. W środku stoi samochodzik, wyraźnie do wożenia zwiedzających.

Obrazek

Obrazek

Wnętrza jednego z zamkniętych budynków też sprawiają wrażenie nie całkiem opuszczonych.

Obrazek

W kilku miejscach spotykamy ozdoby - ważki zrobione ze starych parasoli! Kapitalny pomysł! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Czy te obiekty są pozostałością po czymś co działało rok czy dwa temu, ale może było nierentowne i je zamknięto? Czy walą tu tłumy zwiedzających, ale wyłącznie w sezonie? Nie znamy odpowiedzi na te pytania. Wiemy jednak jedno - nam się udało zwiedzić to miejsce w takiej formie, jaką lubimy najbardziej :)


cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4947
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Czarnogóra głównie nadmorska (2025)

Postautor: buba1 » 04-12-2025 11:28

W Ulcinj, na kanale łączącym morze z jeziorem Zoganjsko, znajduje się sporo drewnianych chatek, budek, baraczków.

Obrazek

Domeczki stoją na wodzie, na palach, pomiędzy rozrastającym się po obu stronach kurortem. Z lewej hotele, z prawej apartamenty, a pośrodku ten mały, podłużny fragment przestrzeni jakby przeniesiony z dawniejszych czasów. Jakby wycięty i wklejony z zupełnie innej rzeczywistości.

Obrazek

Obrazek

Gdy tylko zobaczyłam zdjęcie zabudowy na tym kanale - kiedyś dawno w jakiejś relacji (chyba tylko jedno zdjęcie gdzieś z daleka) to wiedziałam, że muszę tu przyjechać i wszystko dokładniej obczaić. Najbardziej marzyło mi się zanocować w którymś w tych domków, jednak plan okazał się trudny do realizacji. Nie udało się spotkać nikogo, kogo można by o to zapytać. Spora część domków zapewne natychmiast by się zawaliła, gdyby wtargnęły tam trzy osoby. Poza tym fakt konieczności wychodzenia do kibelka na pomost lub brzeg, który jest świetnie widoczny z dwóch głównych mostów miasta i z dziesiątek hoteli - ostatecznie mnie zniechęcił do tego, jakże wspaniałego pomysłu ;)

Obrazek

Obrazek

Część chatynek jest wyraźnie używana, inne jakby zapomniane, butwiejące, zapadają się pod wodę. Sporo pomostów nie wykazuje już chęci współpracy z ludźmi. W zdecydowanie najgorszym stanie są te chatki bliżej morza. Kilka to trzyma się na słowo honoru - strach przy nich kichnąć ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gdzieniegdzie z wody wystają pozostałości konstrukcji, które definitywnie pochłonęły odmęty wodnej toni. Już pozostają we władaniu wyłącznie utopców i wodników ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Domki położone bliżej mostu drogi R-17 są w znacznie lepszym stanie - jakby nowsze i mniej dziurawe. Wiszą przy nich rozpięte sieci. Balkoniki i pomosty posiadają poręcze i komplet desek w podłodze.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Hangary w tle to zabudowania dawnej warzelni soli, którą już zwiedzaliśmy i została opisana w osobnej relacji.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jak widać nie w modzie jest tu łowienie na wędkę ;) Wszędzie w użyciu są ogromne sieci, przeważnie dużo większe od domeczków, do których są przymocowane. Ciekawe mają tu te wszystkie mechanizmy do wyciągania sieci - różne domorosłej roboty dźwigi, podnośniki, kołowrotki, korby, wały. Istna plątanina pałąków, żerdzi, drutów, sznurków i żyłek. Ale to musi wszystko skrzypieć w bardziej wietrzny dzień! :)

Ryba wyraźnie tu jest (albo przynajmniej kiedyś była...)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A tu przez ścianę wystaje rura z piecyka! Może jednocześnie rybki były wędzone lub pieczone? A może to dogrzewanie na połowy w okresie zimowym?

Obrazek

A tu jakby okienka strzelnicze? ;) Może w przypadku braku ryb - i kaczuszką nie pogardzono? :P

Obrazek

Obrazek

Do niewielkiej ilości domków można dotrzeć bez udziału środków pływających, prosto z brzegu. Chyba tylko dwa takie namierzyliśmy.

Obrazek

Obrazek

Nie wiemy co jest przyczyną pustoszenia części domków. Czy ta część kanału wysycha? Czy może hotele spuszczają nieczystości, woda zmieniła się w ściek, a ryby zdechły? Czy może hotelarze walczą z rybakami, bo ich klientom przeszkadzają widoki z okna, niezgodne z wizją z folderka pt: "wypoczynek na najbardziej ekskluzywnym wybrzeżu"? A może domki to pozostałość po czasach solanek, gdy właśnie tym kanałem tłoczona była morska woda (wraz z zawartymi w niej stworzeniami)? I upadek solnego przemysłu zaburzył też rybołóstwo na kanale? Wciąż niby coś tu działa, ktoś tam coś tam łowi, ale mam wrażenie, że jest to już tylko dalekie echo dawnej świetności...

Najdziwniejsze jest to, że nie widzieliśmy żadnego rybaka. Ani w domku, ani w łódce czy na brzegu. Nie wiem czy pora dnia była nieodpowiednia czy może dzień tygodnia nie według ich grafiku połowów?

Z dwoma miejscami mi się ten teren kojarzył:

- z chatką na kurzej stopce na Pogórzu Kaczawskim (acz ona pojedyncza i o zastosowaniu wyłącznie rekreacyjnym):
https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... hatka.html
- i z "wioską" na jeziorze Bokod na Węgrzech (acz tam rybackie domki dużo większe i o nieporównywalnie porządniejszej konstrukcji):
https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... wegry.html



cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4947
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Czarnogóra głównie nadmorska (2025)

Postautor: buba1 » 08-12-2025 11:10

Okolice Ulcinj są bardzo zabudowane hotelami. Pewnie dlatego, że mają tu jedyną w Czarnogórze piaszczystą plażę, ciągnącą się kilkanaście kilometrów aż do granicy z Albanią. Tu wszyscy mogą się wygodnie wyłożyć na brzegu, a skała ich nie kłuje w kuper. Pewnie ludzi też cieszy, że tu nie trzeba pływać - a wręcz się nie da, bo można iść w morze, iść i iść, a wodą wciąż niewiele powyżej kolan...

Szukamy jakiegoś miejsca na nocleg, żeby było przy samym morzu. Z dzikimi miejscami dość tu krucho, ale trafia się całkiem w porządku wyglądający kemping. Na wjeździe wita nas fajny traktor :)

Obrazek

Osiedlamy się w miłym, sosnowym lasku.

Obrazek

Fajnie się rano budzić i mieć taki widok nad głową. Nie są to wprawdzie kwiaty z Valdanos, ale sosna też dobra rzecz i też ładnie pachnie! :)

Obrazek

Najważniejsze, że miejsce nie jest niezatłoczone, a żółwie zaglądają nam do namiotu.

Obrazek

Obrazek

Pranie musi być! :)

Obrazek

Obrazek

A tam już widać morze! (i kibelki ;)

Obrazek

Tak prezentuje się nasz lasek od strony morza.

Obrazek

Ślimaczki, które wyruszą dziś w podróż :)

Obrazek

Jedyną wadę tego kempingu odkrywamy wieczorem. Cały teren jest tu obstawiony latarniami, które nocą tak napier*#@*, że jest jasno jak w dzień. I nie da się ich wyłączyć. Przenosimy kilkakrotnie namiot, aby to g... zasłaniały drzewa albo wiszące pranie, ale wychodząc z zasięgu jednej - automatycznie wpadamy w zakres rażenia drugiej. Próbujemy ubierać latarniom koc na głowę - szczęśliwie są niewysokich rozmiarów. Co ludzie mają za pierdolca z tą fobią przed ciemnością???

Kolejnego dnia idziemy przejść się plażą w stronę albańskiej granicy. Nie jest to najciekawszy z nadmorskich spacerów - parasole, tłumy, widoki bardzo monotonne...

W tych rejonach Czarnogóry plażuje dużo rodzin muzułmańskich, głównie są to przyjezdni z Kosowa - a przynajmniej wysiadają z aut na takich blachach. Na plaży kobiety kąpią w swoich strojach regionalnych - ponoć owo wdzianko nazywa się "burkini". Na miejscowych bazarach też masowo toto reklamują/sprzedają we wszelakich wzorach i kolorach tęczy, pomiędzy kapeluszami, magnesikami, labubu i muszlami z napisem "Ulcinj".

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tak sobie wędrujemy plażą podziwiając lokalne klimaty. Toperz z kabakiem co chwilę wskakują do morza, więc idą w strojach kąpielowych. Ja póki co się już nakąpałam (tu i tak popływać się nie da), więc się przebieram, żeby nie łazić w mokrym kostiumie, nie pomoczyć plecaka, itp. Poza tym, może to dziwnie zabrzmi, ale gdy mam na sobie mokre szmaty a wieje - to mi zimno. Nawet przy +32. I jeszcze mi plecy przypiecze... Mój nietypowy strój (luźna koszulka, spodenki przed kolano i buty za kostkę) wywołuje więc śmieszną sytuację. Do toperza podchodzi jeden z Albańczyków (albo innych czcicieli Allaha) i zwraca mu uwagę, że jego żona jest nieodpowiednio ubrana - że nogawki spodni i rękawy powinny być dłuższe. Toperz najpierw wybałusza na niego oczy, potem patrzy na mnie i zaczyna się śmiać, mówiąc, że "my nie jesteśmy muzułmanami". Koleś przeprasza za pomyłkę i twierdzi, że w takim razie "ona jest świetnie ubrana, ech... żeby te wszystkie (tu użył jakiegoś obelżywego słowa) tak się nosiły na plaży." No cóż... Kobieca moda na plaży w Ulcinj to albo prześcieradło do kostek albo bikini, które więcej pokazuje niż zasłania. Ja rzeczywiście tu wyglądam jakbym właśnie spadła z księżyca ;)

Idę też połazić wydmami. Tu od razu robi się puściej i chyba o 10 stopni cieplej. Tu już bym mogła łazić w mokrych ciuchach ;) Wokół walają się minisklepiki, słomiane daszki parasoli itp. Nie wiem czy to jest porzucone czy obserwuję właśnie przygotowania do sezonu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ale że podkłady kolejowe?? Skąd one tutaj?

Obrazek

Tu już myślałam, że udało się namierzyć ośrodek z domkami. Ale to chyba tylko baraczek robotników.

Obrazek

Ławeczka pośrodku niczego. A może to przystanek autobusowy?

Obrazek

Gdzieniegdzie mijam parking, gdzie zatrzymują się plażowicze. Z obcokrajowców dominują rejestracje RKS. Też sporo AL i SRB, ale wyraźnie mniej. Tak jakoś mi przechodzi przez głowę, że ciekawe, że Serbowie i Kosowiacy mogą tak zgodnie koło siebie parkować i plażować. Nie pogryzą się?

Obrazek

Gdy wracam tą samą drogą za 15 minut, słyszę jakieś wrzaski, brzęki, tumulty. W jednym aucie jest rozbita boczna szyba, w drugim urwane lusterko. Nie wiem kto zaczął, ale drugi dłużny nie pozostał. Kilka osób się szamocze i skacze sobie do gardeł. Hmmmm... znaczy jednak widać nie mogą... ;)

Wracam na plażę. Może parasole też już zaczęli "ogławiać" - tak jak drzewa w miastach?

Obrazek

Obrazek

Szczęśliwie nie wszędzie jest tłum i leżaki. Są też całkiem przyjemne kawałki plaży, gdzie czuć trochę przestrzeni.

Obrazek

Na takim piasku to aż się chce człowiekowi wyłożyć :) Tu chyba mało kto łazi, skoro wiatr nadąża malować swoje wywijasy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nie, czekaj! Ktoś jednak chodzi i nawet zostawia ślady!

Obrazek

Obrazek

W morzu można znaleźć ciekawe rzeczy, np maskę do nurkowania. Musiały komuś porwać fale albo po prostu zgubił.

Obrazek

W pewnym momencie nad wydmą pojawia się czarny dym. I przybiera na sile.

Obrazek

Obrazek

Ile odeszliśmy? 2 km, może trzy? W tym rzucie wygląda zupełnie jakby się jarało na wysokości naszego kempingu! Zawracamy więc, obczaić czy nie trzeba w panice ratować dobytku.

Obrazek

Okazuje się, że jednak pali się daleko, dopiero za kanałem z rybaczymi domkami, chyba gdzieś w rejonie naszych solnisk.

Obrazek

Jest więc szansa, że przez kanał pożar nie przyjdzie i nas nie odwiedzi. Toperz się z nas śmieje, że jesteśmy głupie baby, bo biegnąc w stronę domniemanego pożaru - kabak najbardziej się martwił o ulubioną przytulankę, a ja o notes z zapiskami do relacji ;) Od tego czasu owe najważniejsze rzeczy zawsze nosimy przy sobie.

Będąc na obrzeżach Ulcinj i mając blisko knajpy, postanawiamy z tego skorzystać. Odwiedzamy oczywiście miejsce, gdzie serwują różnorakie morskie robaki. Aby wejść akurat tutaj - skusił nas górny baner z homarem (czy jak tam to zwierzę się nazywa) i napis "fish". Co jest najzabawniejsze - dopiero pisząc relację odkryłam, że dolna część plakatu jest cała napisana po polsku! Ki diabeł??? Może nas jednak oszukali i byliśmy na Helu? ;)

Obrazek

Jakbym tu mieszkała na stałe to bym się chętnie żywiła wyłącznie rybami i innymi żyjątkami z morskich odmętów!

Obrazek

Obrazek

Knajpę tą odwiedzamy dwukrotnie. Fajnie się tu siedzi, pod dachem z winorośli.

Obrazek

Dostajemy też nalewkę z kiwi - gratisowo, przed obiadem, po obiedzie i jeszcze strzemiennego już na odchodnym. W smaku jest hmmm... specyficzna. Taka bardzo gęsta i słodka, trochę zapodająca jakby lekarstwem? Chyba mają jej za dużo i muszą się szybko pozbyć ;)

Obrazek

Pod stolikami pełza przemiła kocia rodzinka: mama, tata i trzy kocięta.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jeden biedny koteczek nie ma łapek! Wygląda jakby mu je coś odgryzło... Chodzi więc na dwóch i często się przewraca. Z myszami więc nie wróżę mu sukcesów, ale ma całkiem spore szansę przeżyć (o ile nie pęknie), bo stołujący się tu - głównie podkarmiają jego.

Po drodze mijamy różnych użytkowników parkingów.

Obrazek

Specyficzny próg zwalniający ;)

Obrazek

Obrazek

Wieczorem też idziemy na plażę. Pusto. Nikogusienko. Tylko ciemne rzędy parasoli i gdzieniegdzie pełgające przyćmionym światłem, nieczynne jeszcze plażowe knajpy. Masakra tu będzie jak to wszystko pootwierają... Ale póki co nie ma co narzekać. Ma to swoisty urok - taka cisza przed burzą...

Obrazek

Obrazek

Wreszcie można popływać na golasa (czy raczej potaplac się - biorąc pod uwagę głębokość wody ;) ) Można w spokoju pobujać się na huśtawce wodnej, gdzie za dnia chyba zawsze stoi kolejka.

Obrazek

No i to Czarnogóra, więc nie ma tego problemu, że po zmroku automatycznie robi się zimno! :)

Gdzieś w oddali świeci miasto.

Obrazek

Warto świecić latarką pod nogi, coby nie rozdeptać np. takiej ładnej piaskowej rzeźby.

Obrazek

Żeby nie było - myśmy też ładne budowali!

Obrazek

W nocy przychodzi dziwna ni to mgła, ni to dym. Wszystko wokół jest nią spowite, a światło latarni (tych co ich nasrali na kempingu co dwa metry) śmiesznie się rozszczepia. Żałuje, że nie zrobiłam zdjęcia. Zapach jest taki, hmmm... ogniskowy! Mam nadzieję, że pożar się nie odnowił, a co gorsza nie powstały jego nowe zarzewia po "naszej" stronie kanału. Gdy idę do kibelka mijam jakiś turystów kręcących się przy kamperze, którzy sobie opowiadają, że kilka dni temu na jakiejś greckiej wyspie usmażyło się sporo turystów, bo nie mieli jak uciekać, a niosło się, że hej! A tutaj, oględnie mówiąc, też mokro nie jest...

Gdy wcześniej pytaliśmy obsługę kempingu co myślą o pożarze - to nam powiedzieli: "Spokojnie, to jeszcze daleko. Nikt nie będzie tego gasił, samo zgaśnie jak dojdzie do rzeki, a poza tym jutro ma padać".

Wychodzimy więc na drogę, wypatrujemy, niuchamy - ognia póki co nie widać, tylko łunę z oddali. Dobrze, że ja co 2 godziny chodzę do kibla - to będe obczajać sytuację na bieżąco. Ale ogólnie nie śpi się nam za dobrze. Jedynie kabak ma na wszystko wywalone i śpi słodko jak niemowlę.

Pożar nie przyszedł. Może dlatego, że rano faktycznie pada? To już nasz ostatni dzień w Czarnogórze. A tyle jeszcze zostało do zobaczenia - zawsze na wyjazdach jest za mało czasu!

Kilka rzutów oka na boki podczas powrotu do Podgoricy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nie wiem czy kiedyś już wspominałam, że najbardziej lubię takie lotniska, gdzie do samolotu idzie się pieszo z budynku? Nie jakieś autobusy, rękawy... Po prostu idziesz sobie jak na PKS :)

Obrazek

Z okien podziwiamy tereny przemysłowe.

Obrazek

Obrazek

I kolejne miejscówki gdzie się coś jara. Ale to już nas nie dotyczy...

Obrazek

Obrazek

No i tyle byłoby prawdziwie upalnego lata na rok 2025. W Polsce czekała na nas zimna późna wiosna, która płynnie przeszła w chłodną jesień ;)


KONIEC
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...


Wróć do „Relacje z wypraw”