Jako że przebywałem na Litwie, wybór padł na wybrzeże litewskie, a dokładniej na niezwykle interesującą pod każdym względem mierzeję kurońską, oddzielającą Morze Bałtyckie od Zalewu Kurońskiego, podzieloną pomiędzy Rosję a Litwę i w 2000 roku wpisaną na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Z Wilna na mierzeję dostaliśmy się samochodem, następnie piętnaście minut promem wypływającym z Kłajpedy i jesteśmy prawie na miejscu. Przez środek mierzei prowadzi droga, którą dostaliśmy się do miejscowości Juodkrante, miasteczka założonego jeszcze przez Zakon Krzyżacki w XV wieku, gdzie bez żadnego problemu znaleźliśmy nocleg. Sam wjazd na mierzeje jest dość drogi - 40 litów (czyli około 50 zł) i 20 litów za przejazd drogą (bramki na drodze). Sama mierzeja pocięta jest gęstą siecią dróg rowerowych, które swoją droga można w każdej miejscowości sobie wypożyczyć.
My - czyli ja i dziewczyna - postanowiliśmy odpuścić sobie rowery i po zakwaterowaniu ruszyliśmy nad morze. I mimo że niebo spowijała powłoka cienkich chmur, było bardzo gorąco i parno.
Na drugi dzień udaliśmy się na pobliską Górę Czarownic - jest to porośnięta lasem wielka wydma na której stoją dziesiątki wyciosanych w drzewie postaci z litewskich bajek, baśni i legend. Przy czym litewskie bajki i baśnie to nie to samo co u nas. Roją się tam czarownice, strzygi, złe krasnale, syreny, diabły i inne przerażające postacie - zresztą - zobaczcie sami na zdjęciach.
Pozdrawiam i polecam ten zakątek Europy!
Raubritter
A oto i zdjęcia:
http://picasaweb.google.com/zplecakiemp ... aKuronska#