Strzelcy górscy w Sudetenlandzie-z Prudnika na Pradziada :-)

Planujesz wypad? Byłeś gdzieś i masz ochotę podzielić się wrażeniami z innymi - zrób to koniecznie! Zdjęcia mile widziane!
Leuthen
bardzo stary wyga
Posty: 2491
Rejestracja: 04-07-2011 09:14
Lokalizacja: Wrocław

Strzelcy górscy w Sudetenlandzie-z Prudnika na Pradziada :-)

Postautor: Leuthen » 17-08-2011 14:26

O tym, jak to się stało, że znalazłem się wieczorem 12 sierpnia AD 2011 r. w Prudniku, długo by opowiadać – to jedno jednak mogę powiedzieć, że jest to zasługa dwóch osób z tego forum: Andrzeja Derenia, który zamieścił informację o IX Prudnickim Maratonie Pieszym oraz Cezarego Olechny, który mi jako miłośnikowi długodystansowych marszów górskich zaproponował uczestnictwo w rajdzie Prudnik-Pradziad. Mało chodziłem dotąd po czeskich Sudetach, a nie wszedłem jeszcze nigdy na żaden z czeskich szczytów tworzących Koronę Sudetów, propozycja była więc bardzo atrakcyjna – tym bardziej, że Pradziad to szczyt „honorny”, drugi co do wysokości we wspomnianej koronie (pierwsze miejsce dzierży Śnieżka).


Najbardziej burżujski wieczór w moim życiu
Ok. godz. 20.00 dnia 12 VIII 2011 r. wszedłem do hotelu „Oaza” przy ul. Zwycięstwa w Prudniku. Formalności związane z rejestracją i wjazd windą na drugie piętro (pokój 303 – jak pewien znany polski dywizjon myśliwski z II wojny światowej ;-) ).

Obrazek


Krótki rzut oka na kwaterę, telefon do rodzinki i schodzę na kolację. Jestem bardzo głodny!
W hotelowej restauracji pustki. Siadam przy stoliku blisko baru i przeglądam menu. Zamawiam smażonego pstrąga (nigdy nie jadłem!), frytki i zestaw surówek. Na obiad czekałem ok. 30 minut, ale wielkość porcji wynagrodziła tę niedogodność. Nie mówiąc o tym, że niemal spadłem z wrażenia z krzesła, gdy pani kelnerka spytała mnie, czy zjem obiad na miejscu, czy ma mi go dostarczyć do pokoju!
Jak szaleć, to szaleć – zapłaciłem 120 zł za pokój, to na gastronomię też nie będę żałował. Czas na deser! Lody :-) Rachunek opiewał na kwotę 69 zł. W ciągu godziny pozbyłem się znaczącej części mojej pensji – ale raz na ileś lat można się poczuć jak James Bond :-)

Trzeba było myśleć o spaniu, a tu niespodzianka – rozbłyski. Burza! Wchodzę na oparcie łóżka, otwieram okno w suficie

Obrazek

i patrzę na rozbłyski. Wiatr „ożywia” drzewo rosnące blisko hotelu. Wkrótce na powierzchni potoku i w świetle ulicznej lampy widzę krople deszczu. Burza jednak przeszła bokiem. Zawsze, gdy widzę w oddali rozbłyski, lecz nie słyszę grzmotów, obraz ten kojarzy mi się ze wspominanym przez weteranów wojennych widokiem rozbłysków spowodowanych ostrzałem artylerii – gdzieś daleko...

Zbiórka pododdziału
Budzik w komórce nastawiłem na 4.30. Zbudziłem się o 3.56 i nie mogąc zasnąć, wstałem. Prysznic, krótkie pakowanie, mycie ząbków i tuż po 5 rano zjechałem windą do holu. Zdałem kartę-klucz do pokoju, odebrałem przygotowane dla mnie na drogę śniadanie i żegnany życzeniami miłego dnia o 5.10 ruszyłem w stronę Parku Miejskiego. Nie wiedziałem, ile będę szedł. Okazało się, że tylko 10 minut. Oczywiście byłem pierwszy. W spokoju zająłem się otrzymanym „śniadaniem szturmowym” (Sturmfrühstuck) :-) W skład zestawu wchodziły:
* kanapka z żółtym serem
* kanapka z wędliną
* jogurt
* jabłko
* pomidor

Zjadłem kanapkę, jogurt i jabłko, zostawiając resztę na potem (ostatecznie pomidora dowiozłem do Wrocławia ;) ). Gdy byłem zajęty jabłkiem, zjawił się pod altaną

Obrazek

pierwszy uczestnik. Potem kolejni i kolejni.

Obrazek

Przedstawianie się, powitania, sprawdzanie listy obecności, informacje techniczne, wręczenie map i pamiątkowe zdjęcie na schodach altany.

Anlauf beginn! [„Rozpocząć podejście!”]
Wystartowaliśmy o godzinie 6.09. Nikogo nie znałem (poza Andrzejem, z którym mailowałem). Zaraz po opuszczeniu parku zacząłem rozmawiać z Anią Lach – i tak do 30. kilometra trasy Ania musiała słuchać moich monologów (okresowo zamieniających się w dialog :-) ). Szliśmy na czole kolumny. Przed nami pędził Czarek, którego czasem udało nam się nawet zobaczyć :)

Obrazek

Granica
Tym razem obyło się bez łamania szlabanów granicznych (usunięto je zresztą po Schengen) :-) Wkraczałem na teren, zwany po niemiecku Sudetenlandem (Kraj Sudecki), który w dwudziestoleciu międzywojennym należał do Czechosłowacji, ale dominowała tam ludność niemiecka (ok. 3 mln Niemców!). Sudetenland znany jest z historii głównie w kontekście konferencji monachijskiej (1938 r.). Francuzi i Anglicy przehandlowali ten teren za dodatkowe kilka miesięcy pokoju. Czechów nie pytano o zdanie. Polityka pokoju na nic się nie zdała – niecałe pół roku później Hitler chciał już całej Czechosłowacji. Dostał ją (III 1939 r.), podobnie jak Kłajpedę. A potem był Wrzesień 1939 r. …

http://imageshack.us/photo/my-images/807/sdc12330.jpg/

Ostatni będą pierwszymi
Rozmawiając z Anią szliśmy wzdłuż Svinneho potoku.

Obrazek

Nagle zonk – nie ma szlaku! Czarek sforsował przeszkodę wodną i zaczął szukać szlaku po jej drugiej stronie.

Obrazek

W międzyczasie nadciągnęły tyły i skręciły we właściwą stronę. My z Anią za nimi. Czarek dalej szukał szlaku, choć my mówiliśmy mu, żeby szedł za nami. I tu sprawdziła się w praktyce opowieść o tym, co się dzieje, gdy kobieta jedzie z mężczyzną samochodem i zgubią drogę. Czarek wolał jej szukać sam niż polegać na informacji Ani :D
W ten sposób z czoła kolumny wylądowaliśmy na tyłach. Pierwsze duże podejście i marsz asfaltową drogą do „U Obrazku”. Postój na rozdrożu (ach ta strzałka ;) ) i marsz. W końcu postój na śniadanie po jakichś 5 godzinach od wyruszenia pod szczytem Solnej.

Asfaltowa mordęga
Marsz asfaltem nie należy do przyjemności. Mieliśmy już „kilka” kilometrów w nogach, a teraz 5000 m trzeba było zasuwać po tym czarnym %^*&#! Wszystkim dał się on ostro we znaki (a raczej w stopy, kolana i inne stawy). Dla mnie atrakcją był koń na pastwisku, którego – po zwabieniu trawą – mogłem pogłaskać. Muszę się w końcu nauczyć jeździć konno, spełniając w ten sposób niezrealizowane marzenie jeszcze z głębokiego dzieciństwa... Może w stadninie koni w Chocimiu? :-) Nie, mam inne miejscówki bliżej Wrocławia ;) Gdyby nie Ania, pewnie głaskałbym i klepał tego konia jeszcze przez godzinę ;-)
Podsumowaniem skutków zdrowotnych asfaltowego odcinka niech będzie wypowiedź Dagmary (zresztą lekarki): „lambady już dziś nie zatańczę” :D

Obrazek


Mordercze podejście
Są takie góry, o których krążą legendy, że wchodząc na ich szczyt dotyka się nosem ziemi – bo jest to tak wykańczające, albo podejście jest tak strome! Jestem w stanie uwierzyć, że taką górą jest Ostrý. Na profilu hipsometrycznym trasy szczyt nie wyglądał strasznie, ale w praktyce wycisnął z nas hektolitry potu! Oczywiście cały czas szliśmy lasem, więc nawet widoków nie było!

Obrazek

[Twarze Romka i Dagmary mówią wszystko o podejściu - Ostry okazał się godny swej nazwy!]

Obrazek


„Linia Benesza”
Moje monologi i lekkie zmęczenie nie przeszkadzały mi w rozglądaniu się dookoła – wszak pierwszy raz w życiu byłem w Altvatergebirge... pardon – w Jesenikach :-)
I tak nagle po prawej stronie przy szlaku pojawił się mały czechosłowacki lekki schron bojowy wz. 37 (każdy miłośnik fortyfikacji urwie Wam głowę, jeśli nazwiecie to coś „bunkrem” :D). Był to typowy obiekt (widziałem takie 4 lata temu pod Trutnovem) stawiany masowo w całej Republice (wybudowano ogółem ponad 9000 takich schronów:!:), zwany popularnie "rzopikiem" (od skrótu ŘOP - kierownictwo prac fortyfikacyjnych). Ten konkretny miał dwie strzelnice na ręczne karabiny maszynowe (bywały też schrony na 2 ckm), stąd należy do typu A. Był przeznaczony do prowadzenia ognia flankowego (w boki, nie w przód!). Załogę stanowiło 7 żołnierzy.

Obrazek

Nie wchodziłem doń, bo już taki zwiedzałem. Od razu można było stwierdzić, z której strony mieli przyjść Niemcy. Niemcy przyszli, ale zdobywać „Linii Benesza” nie musieli – wpadła w ich ręce bez jednego wystrzału. Choć historii nie da się przewidzieć (tyle Wam powiem jako historyk ;) ), to jednak zastanawiałem się kiedyś, co by było, gdyby Czesi olali „sojuszników” i postanowili walczyć o swą ojczyznę. Na pewno „paru” Niemców poszłoby do piachu (i bardzo dobrze - przecież Czesi ich do siebie nie zapraszali!), bo fortyfikacje mieli potężne, a armia czechosłowacka – choć mniejsza liczebnie niż polska – była od Wojska Polskiego dużo nowocześniej wyposażona w dużą ilość ciężkiego uzbrojenia (Niemcy użyli we IX 1939 r. w Polsce zdobycznych czechosłowackich czołgów!).
Obok schronu było oznakowane dojście do źródełka z dobrą i chłodną wodą, więc skorzystałem z okazji i uzupełniłem zapasy. Potem goniłem resztę rajdowiczów, nie przeoczając jednak drugiego schronu (tym razem na lewo od szlaku).

Kofola :-)
Vrbno pod Pradziadem... Zobaczyłem je po wyjściu z lasu na dużą łąkę.

Obrazek

Po małych zawirowaniach nawigacyjnych dotarliśmy do centrum miasta, gdzie był sklep sieci „Albert”. Zakupy! Chciałem spróbować, jak smakuje legendarna w pewnych kręgach Kofola, o której tyle naczytałem się w relacjach z Czech na forach górskich. Zakupiłem ją „na krechę” u Dagmary (dopiero w sklepie zorientowałem się, że portfel został w plecaku przy ławce z odpoczywającymi rajdowiczami; poprosiłem o kredyt z obietnicą uregulowania należności po wyjściu ze sklepu :-) ).

Vorwärts! [„Naprzód!”]
Za Vrbnem Ania mogła wreszcie odetchnąć – zacząłem rozmawiać z Czarkiem. Tematów było wiele, m.in. MSSGV czyli Morawsko-Śląskie Sudeckie Towarzystwo Górskie – niemiecka organizacja turystyczna działająca w Jesenikach przed 1945 r.
Z Czarkiem „trzymałem sztamę” w zasadzie już do końca wędrówki :-)
Wdrapaliśmy się na zbocze gór nad drogą z Vrbna do Karlovej Studenki. Idąc szeroka leśną drogą mogliśmy do woli gadać z Czarkiem. Zatrzymaliśmy się na rozdrożu pod Malą Hvězdą. Zobaczyliśmy bardzo paskudną burzową chmurę i usłyszeliśmy słabe grzmoty. Na szczęście wiatr wiał w prawo i zwiewał burzę na południe, nad Polskę :-)

„Trzeba zadzwonić do Jarka Kreta”
Mimo że burza nam nie groziła, wkrótce spadły pierwsze krople deszczu. Po chwili była to mżawka, wkrótce potem już regularny deszcz. W pobliżu wypatrzyliśmy wiatę i tam zrobiliśmy postój.

Obrazek

Deszcz nasilił się i zamienił w niemal regularną ulewę. Czarek powiedział coś, w co nie chciałem wierzyć: „Może trzeba będzie zrezygnować w Karlovej Studance z dalszego marszu. Nie wejdziemy na Pradziada”. Moja pierwsza myśl: „Rozstrzelać za sianie defetyzmu!” :P Humoru nie stracił za to Stachu, który powiedział, że trzeba zadzwonić do Jarka Kreta i spytać go o pogodę :-)
Już Jan Kochanowski zauważył w jednej ze swych pieśni: „Nie porzucaj nadzieje, jakoć się kolwiek dzieje, bo nie ostatnie już słońce zachodzi, a po złej chwili piękny dzień przychodzi”. Deszcz przestał padać, a potem wyszło słońce. Kurtki schowano do plecaków – szliśmy odtąd w krótkich rękawkach.

Karlova Studenka
Sedlo Hvězda to miejsce, gdzie aktyw wyprawowy musiał zadecydować, którą drogą uda się do Karlovej Studanki. Ja poszedłem za Andrzejem Dereniem. Miejscowość jest piękna, a najbardziej podobało mi się to, że można zupełnie bezpłatnie i ile się chce zaczerpnąć wody zdrojowej (w polskich kurortach sudeckich wszyscy oprócz kuracjuszy muszą za picie wody mineralnej płacić, a niech kogoś obsługa dorwie z pustą 1,5-litrową butelką!).

Obrazek

Jestem w Narnii!
Gdyby ktoś mnie spytał, co widzę najpierw wspominając wyprawę Prudnik-Pradziad, odpowiem: dolinę Bilej Opavy z wodospadami. Przypominała mi reglową dolinę tatrzańską, w polskich Tatrach nie ma jednak tak pięknej doliny (przynajmniej dostępnej turystycznie!) jak ta. Nasunęło mi się też skojarzenie ze Słowackim Rajem. Drogi Czytelniku! Są takie momenty, że nawet ja – gaduła jakich mało – nie znajduję słów, by opisać, co przeżyłem w górach. Jeśli nie byłeś w tej dolinie, odwiedź ją koniecznie! Jeśli byłeś – znasz uczucie, które tak trudno wyrazić mi słowami... Kilka poniższych fotek nie oddaje nawet w 10 procentach uroku tego zakątka Sudetów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Ostatni skok
Tabliczka z wysokością 1190 m wydawała być się czymś nierealnym. To już tak blisko! Krótki postój i marsz do „Barborki”. Postój, koty, założenie polara, bo zimno („To jest ta słynna szarotka na rękawie?”) i marsz. Ostatnie kilometry... Są jakieś widoki. Czarek tłumaczy mi co widać. Chyba nawet jest Śnieżnik!

Obrazek

Wieża na Pradziadzie!

Obrazek

Rośnie w oczach, jest coraz bliżej...

Obrazek

Okrążamy szczyt. Ja z Czarkiem robimy rundkę dookoła. Wieża przypominała mi Patentonię, stolicę Wyspy Wynalazców w filmie „Podróże Pana Kleksa”, zajętą przez oddziały robotów Wielkiego Elektronika (nieodżałowany Henryk Bista!). Świetna piosenka „Marsz robotów” (http://www.youtube.com/watch?v=QDBNMbJ8MBU) jest dla mnie do dziś aktualna („wyłącz serce – włącz komputer!”). Kiedyś bajki niosły jakieś przesłanie dzieciom...

Obrazek

„Zwycięstwo należy do tych, którzy wierzą w nie najdłużej. My uwierzyliśmy!”
12 godzin 51 minut – tyle trwał dla mnie marsz spod altany w prudnickim parku na najwyższy szczyt Hrubego Jesenika. Równo o godzinie 19.00 byłem na Pradziadzie. W restauracji schroniskowej zjadłem smażony ser (pierwszy raz w życiu ) z frytkami, a gardło przepłukałem kufelkiem... zimnej Kofoli :-)
W holu był jeszcze toast szampanem za sukces wyprawy,

Obrazek

rozdanie certyfikatów dla tych, którzy dotarli na szczyt (bardzo miła pamiątka), pamiątkowe zdjęcia na schodach i ruszyliśmy do Ovčarni, gdzie czekał na nas bus. Była pełnia Księżyca i ziemski satelita świecił jasno.

„W wieczornej ciszy unieśmy się nad górami – tam odnajdziemy spokój”
Obrazek

Zejście było krótkie. Wieża oddalała się.

Obrazek

Zapalono jej oświetlenie.

Obrazek

Po tym, jak wszyscy dotarli na parking, ruszyliśmy busem do Prudnika. W busie część osób chyba przysypiała - w końcu byli na nogach ponad 16 godzin, z czego większość w marszu - zmęczenie dawało się we znaki. Ja niezmordowanie rozmawiałem z Czarkiem, a tematem nr 1 były dowcipy, które na zmianę opowiadaliśmy - ku uciesze nieśpiących lub rozpaczy próbujących zasnąć :D Najlepiej zapamiętałem dowcip Czarka o tym, jak to pewien góral uratował w Tatrach Lenina :lol: Za miesiąc będę w Tatrach, więc sprzedam znajomym ten dowcip, a może nawet znajdę to miejsce, gdzie siedział "Wielki Wódz Rewolucji Październikowej"? :D
Do Prudnika dojechaliśmy ok. godziny 22. Wyprawa dobiegła końca...


To nie koniec, to początek!
Kiedyś ktoś napisał, że największą wartością wypraw w góry nie są widoki, zaliczane szczyty etc. ale ludzie, z którymi wędrujesz i rozmawiasz. Wyprawa Prudnik-Pradziad, poza niewątpliwym sukcesem turystycznym w postaci zdobycia Dachu Jeseników, była dla mnie przede wszystkim okazją do spotkania wspaniałych ludzi. Jeśli więc ktoś pyta mnie: „Po co chodzisz w góry? Musisz udowodnić, że chodzisz dalej, szybciej i wyżej niż inni? To Cię kręci?”, odpowiem cytatem, który jest umieszczony na tablicy ku czci Hermanna Henkla w Górach Sowich:
„W górach znów jestem prawdziwym człowiekiem.
Tam stajemy się braćmi, a wszystko co błahe i złe opuszcza nas”...


Spotkałem się z wieloma objawami życzliwości. Trudno za wszystkie podziękować, gdyż podziękowania byłyby chyba dłuższe niż ta relacja. Ryzykując, że niechcący kogoś pominę, pragnę podziękować:
Andrzejowi Dereniowi – za to, że zainicjował bieg zdarzeń, w rezultacie których zawitałem do Prudnika (ogłoszenie o IX PMP), za wskazówki dotyczące noclegu, za rozmowy na trasie (zwłaszcza za zwrócenie uwagi na tablicę na wieży prudnickiego ratusza wychwalającą pewnego władcę Prus :-) ), za dokumentację fotograficzną wyprawy, za bycie współorganizatorem całego przedsięwzięcia i komandorem rajdu (może jakiś awans na kontradmirała? :D)
Romanowi Gwoździowi – za współorganizację rajdu, nieoczekiwaną pomoc z noclegiem z soboty na niedzielę (dowód ogromnego zaufania, o którym nigdy nie zapomnę!), za obiadokolację i prysznic, za eskortę na dworzec PKS i za rozmowy
Czarkowi Olechnie – za rozmowy o Jesenikach, objaśnianie panoramy, poczucie humoru (dowcipy w busie w drodze powrotnej, ale nie tylko!), za tempo i za to, że mogłem go poznać :-) Powodzenia na Przejściu dookoła Kotliny Jeleniogórskiej. Wierzę, że Ci się uda! Pamiętaj: „Zwycięstwo należy do tych, którzy wierzą w nie najdłużej”
Ani Lach – za rozmowy, poczucie humoru, cierpliwość w wysłuchiwaniu moich monologów i za to, że jak na urzędniczkę skarbówki jest bardzo miła :D
Dagmarze Miszczyk – za to, że się nie poddała i doszła na Pradziada, za rozmowy i za to, że pożyczyła mi korony (to ile to było?) na Kofolę w Vrbnie. Mam wyrzuty sumienia, że nie uregulowałem długu! Może we wrześniu? :-)
Stachowi Stadnickiemu – za Jarka Kreta, ostre tempo i poczucie humoru
Pawłowi Bochenkowi – za to, że nie byłem jedynym Pawłem na wyprawie :-)
Wszystkim pozostałym – za to, że byliście, że Wam się chciało...

Już nie żałuję, że nie pójdę za miesiąc na Przejście dookoła Kotliny Jeleniogórskiej (choć może szkoda, bo z Czarkiem na pewno dobrze by mi się szło ;) ), tylko zawitam znów do Prudnika, by podczas IX Pieszego Maratonu Prudnickiego powrócić znów w Jeseniki, które mnie oczarowały. Do zobaczenia 17 września!


Epilog czyli co było w niedzielę 14 sierpnia :)
Zbudziłem się po 6 rano, bez zakwasów, bez bolących stawów. Do południa, poza udziałem we Mszy Św. w przepięknym barokowym kościele św. Michała Archanioła, zwiedzałem Prudnik, który nazwałem "małym Salzburgiem". Z Wieży Woka podziwiałem przed godziną 11 m.in. odległy szczyt Pradziada

Obrazek

O 13.10 odjechałem PKS-em z prudnickiego dworca autobusowego. Zanim jednak dotarłem do swego domu, odwiedziłem znajomą pod Oławą - bo nie samymi górami i historią żyje człowiek :wink:
Ostatnio zmieniony 18-08-2011 10:32 przez Leuthen, łącznie zmieniany 5 razy.

Red-Angel
podróżnik
Posty: 186
Rejestracja: 25-12-2010 23:26
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: Red-Angel » 17-08-2011 14:59

Świetna wyprawa i gratuluję dojścia na Pradziada!
Widzę, że towarzystwo dopisało, a pogoda nie dała się za bardzo we znaki.

Ale ja czekam na zdjęcia :P

cezaryol
bardzo stary wyga
Posty: 2343
Rejestracja: 23-03-2007 19:32
Lokalizacja: Opole

Postautor: cezaryol » 17-08-2011 22:25

Leuthen - świetna relacja. Sam powstrzymałem się od pisania nawet krótkiego sprawozdania z przejścia, licząc, że albo Andrzej jako gospodarz i komandor rajdu wrzuci parę słów albo przeczytamy coś, co opiszesz w barwny sposób :) I nie pomyliłem się :) Jesli chodzi o wedrówkę, mi się z Tobą świetnie maszerowało.
Relację z wyprawy w sprawny sposób przeplatasz z informacjami historycznymi, a w nawiązaniu do mijanych schronów bojowych i oddania linii Benesa bez jednego wystrzału, chciałem dodać coś od siebie. Mijając te schrony mówiłem o tym zdarzeniu Romanowi. Mianowicie , jedyna strzelanina jaka wywiązała się pomiędzy armią czechosłowacką a zajmującą państwo naszych południowych sąsiadów armią niemiecką, miała miejsce w Mistku ( choc nie była to linia Benesa ).
Wracając do współczesności i rajdu, to relacja Andrzeja znajduje się na stronie:
http://prudnickimaraton.wordpress.com/
a relacja Staszka na stronie:
http://prudnicka.pl/portal-wiadomości-n ... dziad.html

Andrzej z Gór Opawskich
łazik
Posty: 68
Rejestracja: 02-04-2011 20:55
Lokalizacja: Prudnik

Postautor: Andrzej z Gór Opawskich » 17-08-2011 22:26

Heil Wędrowcze! Heil Leuthen! Po stokroć dzięki za jakże ciepłą relację, bo to najwspanialsza nagroda dla organizatorów wyprawy.
Gwoli ścisłości to o rajdzie na Altvatera wspomniał na forum Cezary. Heil Cezary!
Na PMP zapraszam uniżenie. W tajemnicy głębokiej wyznam, że pewien mieszczanin prudnicki w skrytej komorze swej piwnicy przy Töpfrestrasse, liker warzy przedni, którym uraczymy wędrowców na szlaku z Freudenwaldu do Neustadt zwanego Prudnikiem. A grzechu w tym żadnego nie będzie, bo specyfik ziołowy zadamy przy Świętej Panience na Querbergu w Kraju Czeskim.

cezaryol
bardzo stary wyga
Posty: 2343
Rejestracja: 23-03-2007 19:32
Lokalizacja: Opole

Postautor: cezaryol » 17-08-2011 22:29

Andrzeju! Tak kusisz likierem, że mam coraz większe wątpliwości, czy warto upierac się przy Przejściu wokół Kotliny Jeleniogórskiej, czy dołaczyc do Was :wink:

Leuthen
bardzo stary wyga
Posty: 2491
Rejestracja: 04-07-2011 09:14
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: Leuthen » 18-08-2011 10:24

Zgodnie z obietnicą wrzuciłem dziś trochę fotek z wyprawy (zrobiłem ponad 100). W tekście relacji wprowadziłem trochę poprawek, głównie kosmetycznych, ale dorzuciłem coś niecoś o schronach na "Linii Benesza" oraz skorygowałem informację o "ojcu mojego sukcesu" :D

Dzięki Czarku za informacje o starciu niemiecko-czechosłowackim. W relacji wspominam, że w 2007 r. byłem pod Trutnovem i tam oglądałem m.in. czechosłowackie fortyfikacje (Andrzejowi pisałem w mailu, że widziałem tam wtedy obiekty dwupoziomowe, dużo większe niż te w lesie przed Vrbnem; to były - fachowo rzecz ujmując - samodzielne tradytory międzypola). Zainteresowanych odsyłam do relacji z Sylwestra 2007/2008 (opis dnia 29 grudnia)
http://floydianka.blogspot.com/2008/08/ ... grach.html
W czasie tej wyprawy, zaraz za przejściem granicznym Okrzeszyn-Petrzikovice widziałem pomnik, który chyba upamiętniał poległego jesienią 1938 r. (zaraz po konferencji monachijskiej) czechosłowackiego żołnierza/strażnika granicznego. Mam fotki tego pomnika, ale nie przy sobie (wyślę na priv jutro). Na pomniku był napis, który w tłumaczeniu na polski brzmiał: "Lepiej zginąć stojąc, niż żyć klęcząc". Trochę to dziwne w zderzeniu z historią Czech/Czechosłowacji w latach 1938-1945, ale sentencja sama w sobie piękna...


Osobom zainteresowanym tematyką historyczną poruszoną w relacji polecam dwie następujące pozycje:
1) O turystyce za czasów niemieckich w Jesenikach: Marcin Dziedzic, Morawsko-Śląskie Sudeckie Towarzystwo Górskie 1881-1945, Wrocław 2006
2) O czeskich fortyfikacjach w Sudetach: Jarosław Chorzępa, Najnowsze fortyfikacje Czech, Przasnysz 2002

Służę forumowiczom "Sudetów" pomocą w nabyciu ww. pozycji (ale to nie jest reklama, a ja nie pracuję w księgarni ani w hurtowni książek :D ). Zainteresowani proszeni są o kontakt na priv.

Fadel
obieżyświat
Posty: 981
Rejestracja: 27-05-2009 20:17

Postautor: Fadel » 18-08-2011 12:57

Die Fahne hoch!

Grüße aus die ehemalige Grenze zwischen die Provinz Schlesien und dem Sudetenland.

Obrazek

cezaryol
bardzo stary wyga
Posty: 2343
Rejestracja: 23-03-2007 19:32
Lokalizacja: Opole

Postautor: cezaryol » 18-08-2011 19:40

To też Cię witamy :)

Andrzej z Gór Opawskich
łazik
Posty: 68
Rejestracja: 02-04-2011 20:55
Lokalizacja: Prudnik

Postautor: Andrzej z Gór Opawskich » 18-08-2011 20:06

Fadel, taka to była historia. Oj, bratali się dawniej ludkowie niemieccy z obu stron granicy w naszej okolicy. Tak się bratali, że nawet w październiku 1938 r. niejako Adolf - psubrat jeden - z Prudnika jednodniówkę samochodową sobie urządził w kilku miasteczkach gór pradziadowych. Potem wrócił na dworzec do Prudnika i tyle go ludzie widzieli.

cezaryol
bardzo stary wyga
Posty: 2343
Rejestracja: 23-03-2007 19:32
Lokalizacja: Opole

Postautor: cezaryol » 18-08-2011 20:47

A w Zlatych Horach obdzielał medalami bojówkarzy Freikorpsu.

Andrzej z Gór Opawskich
łazik
Posty: 68
Rejestracja: 02-04-2011 20:55
Lokalizacja: Prudnik

Postautor: Andrzej z Gór Opawskich » 18-08-2011 20:55

Tak, w ramach tego objazdu był również w Zuckmantel. Są zdjęcia z Adolfem w pięknym mercu na tamtejszym Rynku.

Fadel
obieżyświat
Posty: 981
Rejestracja: 27-05-2009 20:17

Postautor: Fadel » 19-08-2011 12:04

Obrazek

Początki były fajne, koniec smutny. Tak to jest z heil'owaniem.
A później narzekanie: dlaczego spotkał nas taki los:

http://www.youtube.com/watch?v=TrRLaux00RU&NR=1
http://www.youtube.com/watch?v=X4HXgxqKwxM&NR=1
http://www.youtube.com/watch?v=cciwN_2osWk&NR=1
http://www.youtube.com/watch?v=lEtHQxNcZTw&NR=1
Ostatnio zmieniony 19-08-2011 12:24 przez Fadel, łącznie zmieniany 1 raz.

mareki
podróżnik
Posty: 247
Rejestracja: 20-02-2010 16:16

Postautor: mareki » 19-08-2011 12:06

Zależy dla kogo były te poczatki fajne.


Leuthen
bardzo stary wyga
Posty: 2491
Rejestracja: 04-07-2011 09:14
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: Leuthen » 19-08-2011 12:56

PawełBo pisze:Leuthen, świetny tekst. Będą jeszcze jakieś zdjęcia?

Pozdrawiam i do zobaczenia na IX PMP.

A tak w ogóle to witam się. To mój pierwszy post.


Czołem imienniku! :)
Czy wrzuciłem za mało zdjęć? :wink: Oczywiście jest ich jeszcze trochę. Może po prostu za niecały miesiąc dam np. Andrzejowi lub Tobie płytkę CD z wszystkimi moimi zdjęciami?


PS Jak patrzę na rozwój dyskusji w tym wątku, cieszę się, że nikt nie traktuje tu moich opisów czy też konwencji relacji w tych kategoriach, co poniektórzy forumowicze z forum bieszczadzkiego w wątku http://forum.bieszczady.info.pl/showthr ... Sturmfahrt :D


Wróć do „Relacje z wypraw”