Rano pobudka o 6:40, brrr, za oknem -8... Jakoś udaje nam się z Agatą obudzić Stasia (nasz kierowca) i wreszcie koło 8:30 wyjeżdżamy z Poznania. Plan zwiedzania mieliśmy napięty, Maciej dużo zaplanował, miało być zwiedzanie Jawora, obozu Gross-Rosen, Chełmsko Śląskie i wiele innych... Jednak po dotarciu do Jawora okazało się, że Agata i Stasiu raczej nie mają spręża na tego typu rzeczy, więc plan trzeba było zmodyfikować (ku niezadowoleniu Macieja). Udało nam się zobaczyć Kościół Pokoju w Jaworze, jednak tylko z zewnątrz, bo pastora nie zastaliśmy ani w jego domku (drogę wskazali nam miejscowi), ani pod telefonem. A szkoda, bo wnętrze jest imponujące... Zewnętrze wygląda tak:
Później udajemy się na rynek w Jaworze, Agata i Staś idą coś zjeść, my się kręcimy po okolicy. Bardzo nam się Jawor podoba, na emeryturze byłoby fajnie tam pomieszkać
Maciej jest fanem wszelkiego rodzaju wież ciśnień, chciałby kiedyś w takiej mieszkać, ale póki co kończy się to skrupulatnym fotografowaniem każdego takiego napotkanego egzemplarza. Tak było i tym razem, wieża ciśnień okazała się nadal czynna
Posileni, kierujemy się w końcu do Mieroszowa, do naszej agroturystyki. Po przyjechaniu na miejsce zastajemy taką oto karteczkę
Wchodzimy więc do pokoju, zostawiamy rzeczy, przebieramy się i ruszamy w góry - Stasiu ma wielkie parcie na góry, jednak jak widzę w co się ubrał, to już wiem, że daleko nie zajdziemy
Śniegu trochę było:
Na początku całkiem nieźle się szło, szlak był przetarty, drogę przecięło nam stadko muflonów (nie zdążyłam wyciągnąć aparatu
Jednak im wyżej tym rozbiło się gorzej. Okazało się, że droga jest przetarta tylko do miejsca, w którym było siano dla zwierząt. Śniegu było do kolan, miejscami do pół uda:
Po pół godzinie torowania Staś orzekł, ze pora na piersiówkę i że w ogóle bez sensu dalej iść. Całe szczęście, że mieliśmy podstawowy sprzęt górski, jakim są... jabłuszka
Przygotowaliśmy sobie tor i mieliśmy kupę zabawy
Później zaczęliśmy schodzić tą samą drogą i odkryliśmy już przygotowane tory, nawet jakiś widok był:
Staś miał całe mokre gacie, totalnie przemoczone buty, więc zarządziliśmy odwrót do agro, wciągnęliśmy fasolkę po bretońsku, pogadaliśmy chwilę z naszym współspaczem - biegówkarzem i oddaliśmy się przyjemności grania w Carcassonne
Widok na dobranoc:
Rano pogoda nie była zachęcająca, jednak widać było, że gdzieś zza mgły wyłania się słońce... Po cichu miałam nadzieję na jakąś inwersję czy coś...
Staś zarządza, ze on nie chce niczego zwiedzać ani chodzić w śniegu do kolan i że chętnie by wjechał wyciągiem na Kopę w Karkonoszach (kurde, gdybym wcześniej o tym wiedziała, to byśmy nie rezerwowali noclegu w Mieroszowie
Po drodze przejeżdżamy przez Chełmsko Śląskie, w którym mieliśmy zwiedzać domy tkaczy, nasze zwiedzanie wyglądało tak: (nie musze chyba dodawac, że Maciej był coraz bardziej wściekły
Ja już kiedyś domu tkaczy zwiedzałam, fajna sprawa, no ale Maciej pierwszy raz je widział... I to tylko przez szybę samochodu
Okazuje się, ze mgła była tylko lokalnie, więc widoki są:
Ładujemy się na kolejkę krzesełkową na Kopę, Maciej nic nie mówi, ale widzę, że się w nim gotuje, sytuację pogarsza Staś mówiąc: "No, to właśnie poznajecie nasz styl zwiedzania". Po wjeździe na Kopę Maciej powie mi na ucho, że to jest ostatnia górska wyprawa, na którą jedziemy z Agatą i Stasiem
Lansik na wyciągu:
Wymarzamy podczas tej 15 min podróży, ale u góry jest niesamowicie, to zupełnie inny świat
Coś czuję, ze jeżeli nie wejdę dziś na Śnieżkę, to padnę trupem. Pędzimy więc w stronę Domu Śląskiego, a Agata i Staś wleką się z tyłu razem z naszym termosem.
Dinozaur?
Czekamy na nich dość długo, ale w końcu przychodzą i mówią, że na szlaku zaczepiła ich jakaś para, która upierała się, że widzi człowieka leżącego gdzieś na zboczu Śnieżki. Czekają więc na kogoś z aparatem i dużym zoomem, żeby zrobił zdjęcie z przybliżeniem. Okazuje się, że to był kamień
My w tym czasie podziwiamy zimę:
W końcu przychodzą do Domu Śląskiego, więc uzgadniamy, że oni sobie posiedzą w schronisku a my atakujemy Śnieżkę na lekko. Tak tez zrobiliśmy
Wreszcie się rozliczyłam ze Śnieżką - poprzednie dwa letnie wejścia zawsze były me wgle i deszczu, tym razem pogoda żyleta
Biała pustynia:
Na szczycie spotykamy grupę Czechów z... sankami. Zabierali się właśnie do zjazdu w dół
Zaczyna dość mocno dmuchać:
W Karpaczu jesteśmy koło 14:30, robimy gustowne show na parkingu przebierając się (zdjęć nie ma
Całość zdjęć: https://picasaweb.google.com/1171902277 ... zka012012#