Etap I. Ziemia Nyska.
Dojechałem szynobusem do Pakosławic, gdzie pognałem do Prusinowic uwiecznić na zdjęciach ostatnią na Opolszczyźnie kolejkę wąskotorową będącą w gestii prusinowickiej cegielni. Niestety srodze się zawiodłem i rozczarowałem, bowiem okazało się, że w tym roku kolejka już nie kursuje. Powodem jest wygaszenie cegielni. Nie będę ukrywał, że z żalu mnie krew zalała, bowiem w zeszłym roku kolejka jeszcze funkcjonowała, jakbym wiedział że upadnie, to specjalnie pofatygowałbym się na sesję zdjęciową. A tak tylko pozostało mi uwiecznienie zarośniętego toru.
Pojechałem do cegielni dowiedzieć się co i jak się sprawy mają. Uprzejmy właściciel wytłumaczył mi, że w tym roku wogóle nie rozpalili pieca, bo cegły nie schodzą na rynku- kryzys w budownictwie i weszły nowoczesne technologie budowlane, eliminujące cegły. Z zeszłego roku pozostało im jeszcze 300 tysięcy nie sprzedanych cegieł. Firma przekwalifikowała się na handel drewnem. Na otarcie łez pozwolił mi pochodzić po cegielni i pstrykać fotki.
Wyrobisko gliny
Następnym punktem programu było odszukanie pozostałości linii kolejowej Nysa- Ścinawa Nyska. Odkryłem wśród pół nasyp...
... w krzakach nad rzeką Ścinawa Niemodlińska pozostałości wiaduktu..
...a w samej Ścinawie Nyskiej pozostałości końcowej stacji kolejowej, w której ładowano urobek z pobliskiego kamieniołomu.
W Ścinawie mieści się również zabytkowa świątynia.
a także przytulna uliczka.
W Wierzbięcicach odkryłem krzyż pokutny.
Kolejnym celem była cegielnia w Niwnicy. Liczyłem , że może tam pozostała cegielniana kolejka. W Wierzbięcicach zasięgnąłem języka o obiekcie, i dowiedziałem się, że cegielnia zajmuje się produkcją mączki na korty tenisowe. Hmm, brzmiało zachęcająco... Dotarłem do owej wytwórni mączki...
.
.. w której okazało się, że surowiec do produkcji mączki pochodzi ... z rozbiórki budynków cegielni
Tutaj przynajmniej pozostały wagony- koleby do sfocenia.
Po przejechaniu 100 km przez Głuchołazy i okolice, sfiniszowałem wieczorem na rynku w pięknym mieście Nysa, które ukoiło moje pragnienie (było 30 C) za pomocą stylowego kranu.
Miałem na tyle czasu do ostatniego szynobusu do domu, że zdążyłem jeszcze dodatkowo ukoić pragnienie w pewnym przybytku przed dworcem
Etap II. Wzgórza Strzelińskie.
Start ponownie w Pakosławicach, skąd skierowałem mój wehikuł w stronę Ziębic.
Siedlec- pałac.
Siedlec- opłotki
W Karłowicach odszukałem w krzaczorach ruiny zamku.
Karłowice Małe znajdują się na znacznym wzniesieniu, skąd można podziwiać rozległe panoramy na Opolskie...
...i Sudety.
Pomiędzy polami odszukałem (co kosztowało mnie sporo wysiłku) słup graniczny Biskupstwa Wrocławskiego.
Osina Wielka- zabytkowy kościół
Osina Mała- Gospodarstwo z zabudową szachulcową.
Ziębice- stara fabryka.
Ziębice- baszta.
W Ziębicach przerwa obiadowa.
A to już nie pamiętam, gdzie było
Malowniczymi wzgórzami, z językiem na wierzchu (znowu było +25C, na całej trasie wytrąbiłem 4,5 l wody), z panoramą na Góry Sowie po lewej, a Ślęzę po prawej, pognałem do starej Świdnicy, a dalej do Jaworzyny Śląskiej na pociąg. Tego dnia pokonałem 130 km.
Z pociągiem powrotnym miałem wesołą historię. Dotoczyłem się do jaworzyńskiej stacji, żeby złapać ostanie regio z Jeleniej Góry do Wrocka, skąd miałem na styk przesiadkę na regio do Opola i dalej do KK. Czekam cierpliwie na stacji, i nic... Czekam dalej, minęła godzina odjazdu, i dalej nic. Po chwili zapowiadają, że pociąg z JG do Wrocka jest opóźniony 15 minut. W końcu pociąg przyjechał, zapakowałem się do środka, idę do kierpocia, i mówię, że mam problem, bo pociąg jest opóźniony, a ja mam przesiadkę na Opole. Kierpoć podumał, "no, to mamy faktycznie problem', i zadzwonił do dyspozytora. Pogadali chwilę, i ustalili, że Opole poczeka na nas. Wjeżdżamy do Wrocka, przez megafony krzyczą, że regio do Opola czeka na skomunikowanie z opóźnionym pociągiem z Jeleniej i proszą o pośpieszenie się z przesiadaniem. Po czym ... majestatycznie kroczy Michał z rowerem, sprawca całego zamieszania. Regio do Opola zyskał 10 minut opóźnienia, za nim jechał jakiś następny pociąg, który też nabył opóźnienie, i tak moja osoba spowodowała ferment na magistrali Wrocek- Opole
Etap III. Góry Kaczawskie.
W mediach ogłosili, że październikowa środa będzie ostatnim dniem ładnej pogody (faktycznie było +23C ), więc powiesiłem na firmie kłódkę, zerwałem się z łóżka o 3.30 w nocy i pognałem na TLK Karkonosze, którym pojechałem do Świebodzic (następna stacja za Jaworzyną).
Wyprawę rozpocząłem pośród Masywu Trójgarbu i Krąglaka, spowitego porannymi mgłami.
Widać już złotą jesień.
Odnalazłem przysiółek Wrony, na przysłowiowym końcu świata gdzie droga się kończy (tam, gdzie wrony zawracają
Sady Górne- ruina pałacu
Stary spichlerz
Ruina wiatraka (ta fotka jest już na forum)
Pejzaż niczym w Beskidzie Niskim, nawet chlewnia przypomina dawny Igloopol
Pierwsze wzgórza Gór Kaczawskich w okrasie złotej jesieni.
Przełęcz koło Rządzy.
Nagórnik. Punkcik na końcu doliny to zamek w Bolkowie. Jabłka były przepyszne, dziękuję tą drogą właścicielom sadu.
Masyw Bukowej.
Panorama z Nagórnika. Dupelek po lewej to Rudawy Janowickie, góry po prawej to najwyższa partia Gór Kaczawskich- Płonina i Łysa Góra.
Kocikowa
Marciszów- mój pojazd w jesiennej scenerii
rzeka Bóbr
Marciszów- nieczynna fabryka, z dedykacją dla Buby
Sztolnia nad Bobrem
Rudawy Janowickie
Przez Janowice udałem się do Komarna, gdzie zaatakowałem Przełęcz Komarnicką. Końcówka podjazdu osiągnęła tak strome nachylenie, że przekroczyła możliwości moje, wyczerpała możliwości przerzutki, tak więc przez 1 km rower prowadziłem pieszo. Ale atak na przełęcz zakończyłem sukcesem.
W nagrodę ujrzałem wspaniałą panoramę na Karkonosze...
...i Pogórze Kaczawskie. Dupelek po lewej to Ostrzyca Proboszczowicka, a po prawej na horyzoncie to Grodziec.
W chatce zrobiłem sobie krótką przerwę.
To jest ta chatka, która była kiedyś rozpatrywana jako jedna z możliwości na zlot forumowy.
Wycieczkę zakończyłem efektownym zjazdem przez 50 km do Legnicy. tego dnia popełniłem 110 km. We Wrocku rzuciłem okiem na wyremontowany dworzec.

