Skandaliczne praktyki w Muzeum Twierdzy Srebrnogórskiej
Przewodnictwo w historycznych obiektach militarnych w Sudetach - jak twierdza w Srebrnej Górze czy obiekty Riese to dość specyficzne zajęcie. Osoby które tam pracują, lub pracowały to nierzadko pełne pasji osoby które poświęcają wiele wolnego czasu na to aby uatrakcyjnić pobyt gości w miejscu które mają pod opieką. Dbanie o zabytek i infrastrukturę turystyczną również do nich należy.
Nie spotkałem się nigdy z tym by ktoś oderwany od prac gospodarskich czy porządkowych oprowadzał turystów danego dnia. Przewodnicy, gospodarze pełnią raczej dyżury i nikt nie rzuca brudną ścierką aby oprowadzić grupę.
Oczywiście, idealnie byłoby gdyby konserwacją i restauracją obiektu zajmowały się tylko specjalnie zatrudnione osoby, fachowcy, budowlańcy itd. ale niestety - brak na to wszystko środków. Gdy stan obecny daleki jest do ideału zbawieniem jest praca - często społeczna osób które czują pasję, powołanie. Zatrudnienie w tym miejscu mógłbym porównać do pracy w schronisku górskim, oprócz czysto wymiernych: zakresu obowiązków, stawki wynagrodzenia liczą się inne mniej uchwytne aspekty. Takie miejsce wymaga, zachowując wszelkie proporcje powołania a nie tylko chęci pracy.
Ton listu czytelnika doby przypomina mi o niezbyt przeze mnie lubianej lecz coraz powszechniejszej roszczeniowości wobec pracodawcy.
Rozumiem że ktoś mógł wyobrażać sobie że praca przewodnika w twierdzy sprzed trzystu lat polega wyłącznie na paradowaniu w replice pruskiego munduru i bajdurzeniu z turystami ale, niestety tak nie jest. Nie jest to na pewno zajęcie dla każdego, źle byłoby gdyby trafił tam przypadkowy człowiek z PUP-u traktujący to jako chwilowe, dorywcze zajęcie.
Nie spotkałem się nigdy z tym by ktoś oderwany od prac gospodarskich czy porządkowych oprowadzał turystów danego dnia. Przewodnicy, gospodarze pełnią raczej dyżury i nikt nie rzuca brudną ścierką aby oprowadzić grupę.
Oczywiście, idealnie byłoby gdyby konserwacją i restauracją obiektu zajmowały się tylko specjalnie zatrudnione osoby, fachowcy, budowlańcy itd. ale niestety - brak na to wszystko środków. Gdy stan obecny daleki jest do ideału zbawieniem jest praca - często społeczna osób które czują pasję, powołanie. Zatrudnienie w tym miejscu mógłbym porównać do pracy w schronisku górskim, oprócz czysto wymiernych: zakresu obowiązków, stawki wynagrodzenia liczą się inne mniej uchwytne aspekty. Takie miejsce wymaga, zachowując wszelkie proporcje powołania a nie tylko chęci pracy.
Ton listu czytelnika doby przypomina mi o niezbyt przeze mnie lubianej lecz coraz powszechniejszej roszczeniowości wobec pracodawcy.
Rozumiem że ktoś mógł wyobrażać sobie że praca przewodnika w twierdzy sprzed trzystu lat polega wyłącznie na paradowaniu w replice pruskiego munduru i bajdurzeniu z turystami ale, niestety tak nie jest. Nie jest to na pewno zajęcie dla każdego, źle byłoby gdyby trafił tam przypadkowy człowiek z PUP-u traktujący to jako chwilowe, dorywcze zajęcie.
Bardziej chodziło mi o to że pracownik, zwłaszcza nowy w danej firmie, młody ma bardzo duże oczekiwania, nie chodzi tu nawet o finanse ale o zakres obowiązków. Praca to praca, jeśli na początku jasno określone są obowiązki nikogo nie powinno dziwić że później wymaga się ich wypełniania. Miło byłoby pić kawę i siedzieć przed komputerem osiem godzin, ale niestety nie tędy droga.
Żeby całkiem nie odlatywać: byłem w Srebrnej kilka razy w ciągu kilkunastu lat. Zmieniło się wiele. Na lepsze. Zarówno ja jak i towarzysze zwiedzania nigdy nie byli rozczarowani, przeciwnie bardzo sobie chwalili pełnych pasji przewodników. Tych samych którzy ciężko pracując organizowali święto twierdzy i inne imprezy. Nie wiem jak tam organizacja wygląda od środka. Z punktu widzenia turysty nie mam nic do zarzucenia.
Żeby całkiem nie odlatywać: byłem w Srebrnej kilka razy w ciągu kilkunastu lat. Zmieniło się wiele. Na lepsze. Zarówno ja jak i towarzysze zwiedzania nigdy nie byli rozczarowani, przeciwnie bardzo sobie chwalili pełnych pasji przewodników. Tych samych którzy ciężko pracując organizowali święto twierdzy i inne imprezy. Nie wiem jak tam organizacja wygląda od środka. Z punktu widzenia turysty nie mam nic do zarzucenia.
- Lech
- bardzo stary wyga
- Posty: 3615
- Rejestracja: 08-01-2005 18:39
- Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)
Kiedy pozwoliłem sobie tu skrytykować narzucanie przez pracodawcę dodatkowych obowiązków w pracy spotkałem się tu z insynuacjami w rodzaju "socjalizm wiecznie żywy..." itp. Widać niektórzy nie mają zielonego pojęcia o wymaganiach przez pracodawców za czasów PRL-u.
Otóż po skończeniu Technikum Kolejowego w Poznaniu rozpocząłem swoją pracę jako dyżurny ruchu na stacji kolejowej na dwutorowej linii Warszawa - Berlin, gdzie musiałem obsługiwać mechaniczne urządzenia sterowania ruchem pociągów, a kursowało tam ponad 240 par pociągów na dobę, były cztery tory dodatkowe i dwie bocznice. Oprócz ustawiania dróg przebiegu pociągów, co wiązało się z dużym wysiłkiem przestawiania dźwigni zwrotnicowych, semaforowych, tarcz ostrzegawczych i manewrowych, wykonywałem dodatkowo czynności dróżnika przejazdowego zamykając przed przed przejazdem każdego pociągu rogatki, czynności kasjera kasy biletów pasażerskich, kasjera towarowego itd. Całą tą pracę wykonywałem sam jeden zarówno na zmianie dziennej jak i nocnej. A jeszcze musiałem zamieniać się na dyżury by np. po nocnej zmianie być obecny na wykładach i zaliczeniach na studiach zaocznych.
Podobnie było z maszynistami, kiedy jeden człowiek prowadząc ciężki pociąg towarowy wykonywał w godzinach nadliczbowych pracę zarówno maszynisty jak i pomocnika, co miało negatywny wpływ na bezpieczeństwo ruchu kolejowego. Proszę zatem nie wypisywać banialuków, że dopiero w kapitalizmie stało się możliwe obarczanie pracowników różnymi dodatkowymi obowiązkami i łączenie etatów.
Otóż po skończeniu Technikum Kolejowego w Poznaniu rozpocząłem swoją pracę jako dyżurny ruchu na stacji kolejowej na dwutorowej linii Warszawa - Berlin, gdzie musiałem obsługiwać mechaniczne urządzenia sterowania ruchem pociągów, a kursowało tam ponad 240 par pociągów na dobę, były cztery tory dodatkowe i dwie bocznice. Oprócz ustawiania dróg przebiegu pociągów, co wiązało się z dużym wysiłkiem przestawiania dźwigni zwrotnicowych, semaforowych, tarcz ostrzegawczych i manewrowych, wykonywałem dodatkowo czynności dróżnika przejazdowego zamykając przed przed przejazdem każdego pociągu rogatki, czynności kasjera kasy biletów pasażerskich, kasjera towarowego itd. Całą tą pracę wykonywałem sam jeden zarówno na zmianie dziennej jak i nocnej. A jeszcze musiałem zamieniać się na dyżury by np. po nocnej zmianie być obecny na wykładach i zaliczeniach na studiach zaocznych.
Podobnie było z maszynistami, kiedy jeden człowiek prowadząc ciężki pociąg towarowy wykonywał w godzinach nadliczbowych pracę zarówno maszynisty jak i pomocnika, co miało negatywny wpływ na bezpieczeństwo ruchu kolejowego. Proszę zatem nie wypisywać banialuków, że dopiero w kapitalizmie stało się możliwe obarczanie pracowników różnymi dodatkowymi obowiązkami i łączenie etatów.

A może prezes z sekretarką i główną księgową zamiast grzać stołki to w wolnej chwili polecą posprzątać kible.Lech pisze:@vertigo - Gdybyś czytał uważnie, w tym komentarze pod wskazanym linkiem, to byś się dowiedział, że w przypadku Twierdzy w Srebrnej Górze ludzie sami podziękowali za taką ofertę zatrudnienia. A jak wynika z zacytowanego pisma prezesa Zarządu Twierdzy Srebrna Góra sp. z o.o. brakuje tam przewodników. Dlaczego? Odpowiedz sobie sam.
Lech pisze:rozpocząłem swoją pracę jako dyżurny ruchu na stacji kolejowej na dwutorowej linii Warszawa - Berlin
Zatem, wracając do głównego tematu wątku, do Twoich obowiązków należało również sprzątanie kibla na/przy nastawni, bo skoro piszesz, że obsada była jednoosobowa, to ktoś to musiał robić. Czy to kolidowało z Twoją , na pewno trudną i odpowiedzialną służbą? Nie. Czy uwłaczało to Twojemu wykształceniu? Nie. Czy brudnymi rękami zakładałeś czerwoną czapkę dyżurnego i uchlastany stawałeś w okienku nastawni obserwując przejeżdżający skład? Mniemam, że nie. Czyli potrafiłeś pogodzić prowadzenie ruchu pociągów ze sprzątaniem sławojki. I tego samego oczekuje pracodawca w Srebrnej Górze.
Kiedyś było coś takiego jak Karta Czynności. Każdy nowo przyjęty pracownik obowiązkowo podpisywał to nieczytając, wrzucał do szuflady i zapominał, a robił i tak to co mu majster kazał.
A poza tym i tak wszystko zależy od danej osoby, jego podejścia do swoich obowiązków itp.
A poza tym i tak wszystko zależy od danej osoby, jego podejścia do swoich obowiązków itp.
Dlugoweekendowo-niedzielny rozdeptywacz gór z WLKP 
- Lech
- bardzo stary wyga
- Posty: 3615
- Rejestracja: 08-01-2005 18:39
- Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)
Okresowe sprzątanie kibli, smarowanie zwrotnic, wymiana lamp na propan-butan przy semaforach itp. do mnie nie należało.Michał pisze:Zatem, wracając do głównego tematu wątku, do Twoich obowiązków należało również sprzątanie kibla
Nie kolidowało, bo takich rzeczy nie musiałem robić. Jeszcze tego by brakowało, żebym miał chlorować kible stacyjne, miał smarować zwrotnice, malować krawędzie peronów czy podbijać podkłady, kosić trawę na międzytorzu albo naprawiać urządzenia blokowe lub wymieniać uszkodzoną wkładkę sluchawkową w aparacie telefonicznym. Od tego były inne służby - służba drogowa i zabezpieczenia ruchu i łączności.Michał pisze:Czy to kolidowało z Twoją , na pewno trudną i odpowiedzialną służbą?
Bzdura. Nic takiego nie robiłem i nie musiałem robić, bo by to kolidowało z moją pracą dyżurnego ruchu. I tak samo nie powinien być obarczany sprzątaniem kibli czy koszeniem trawy przewodnik po Twierdzy Srebrnogórskiej.Michał pisze:Nie. Czy uwłaczało to Twojemu wykształceniu? Nie. Czy brudnymi rękami zakładałeś czerwoną czapkę dyżurnego i uchlastany stawałeś w okienku nastawni obserwując przejeżdżający skład? Mniemam, że nie. Czyli potrafiłeś pogodzić prowadzenie ruchu pociągów ze sprzątaniem sławojki. I tego samego oczekuje pracodawca w Srebrnej Górze.

vertigo pisze:A co, przymus pracy jest? Jak komuś się nie podobają warunki zatrudnienia to niech szuka innej pracy a nie jojczy, że on - pan przewodnik - jest od wyższych rzeczy niż posprzątanie w czasie kiedy nie ma kogo obsługiwać bo jest okresowy zastój w interesie...
A kolega wczoraj chyba się urodził, albo jeszcze studiuje, skoro tak radośnie podchodzi do kwestii. Skończymy studia, popukamy to tu, to tam za robotą, pocałujemy niejedną klamkę lub z rok posiedzimy na "kuroniówce", to inaczej będziemy gadać.
- Ariel Ciechański
- obieżyświat
- Posty: 846
- Rejestracja: 17-11-2008 10:54
- Lokalizacja: Skierniewice
- Pudelek
- bardzo stary wyga
- Posty: 4261
- Rejestracja: 12-11-2007 17:06
- Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln
fantastyczne, nawet z drona widać tych przewodników czyszczących kible! 
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
Wróć do „Turystyka - pieszo i ogólnie”