Szalony wyjazd z PKP w Sudety Zachodnie

Planujesz wypad? Byłeś gdzieś i masz ochotę podzielić się wrażeniami z innymi - zrób to koniecznie! Zdjęcia mile widziane!
Awatar użytkownika
wlkp
Moderator
Posty: 919
Rejestracja: 05-12-2006 15:13
Lokalizacja: okolice Poznania

Postautor: wlkp » 23-04-2007 21:08

Wróciłem. Wyprawa była świetna. Przy takim podróżowaniu czuje się prawdziwą wolność.:D

Fotorelację z wyprawy postaram się zamieścić jutro. Muszę się jeszcze nauczyć umieszczać zdjęcia w internecie! No i nie wiem czy uda mi się napisać taką relację jak robią to Apollo, Wirek czy Walter02 :)

Zabawne, że temat wywołał skajarzenie z maratonami, bo przecież chyba nie chodziłem po ponad 40km dziennie. Swoją drogą, to nie mam nic przeciw maratonom i być może kiedyś prztruchtam maraton.:roll:

Apollo - dzięki za pełnienie roli moderatora.:)

Hoffi - no fakt poinformowałem trochę późno, ale w czwartek pogoda była niepewna, wiał zimny wiatr i do końca nie byłem przekonany czy pojadę. Obiecuję, że następnym razem się poprawię. :oops:

Lechu - samochodem, to już się trochę napodróżowalem i właśnie chciałem spróbować czegoś takiego właśnie. :)

Awatar użytkownika
Hoffi
tramp
Posty: 44
Rejestracja: 05-02-2007 17:32
Lokalizacja: Poznań

Postautor: Hoffi » 23-04-2007 22:16

Gratuluję wlkp udanego wyjazdu! Czekam z niecierpliwością na opis i fotki!

Następnym razem przy podobnej próbie wal śmiało! Bardzo lubię podróżować takimi osobowymi, więc na pewno się dogadamy. Wystarczy informacja ok.wtorku, środy przed weekendem, żebym mógł Tobie z miejsca powiedzieć, czy jadę czy nie.

Pozdrawiam serdecznie!

Hoffi (jako, że z Poznania, to zawsze mamy wspólną podróż!)
"Życie jest jak pudełko czekoladek...Nigdy nie wiesz, co Ci się przytrafi..." (Forrest Gump)

Awatar użytkownika
Apollo
Moderator
Posty: 3021
Rejestracja: 17-03-2005 00:08
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: Apollo » 24-04-2007 22:19

wlkp pisze:Apollo - dzięki za pełnienie roli moderatora.:)

Jestem do usług! :)
Ponieważ miałęś bardzo ciekawą marszrutę, czekam z niecierpliwością na fotki i choćby kilka słów z pobytu w Sudetach!

Awatar użytkownika
wlkp
Moderator
Posty: 919
Rejestracja: 05-12-2006 15:13
Lokalizacja: okolice Poznania

Postautor: wlkp » 25-04-2007 00:42

SPRAWOZDANIE Z WYJAZDU

Od czasu, kiedy Gar zamieścił sprawozdanie ze swojej wyprawy do Kotliny Kłodzkiej planowałem zrealizować taki wyjazd z kilkoma przesiadkami w Sudety Zachodnie, no i wreszcie się udało. Co prawda od tego czasu liczba pociągów w tamtym kierunku znacznie spadła, ograniczając tym samym możliwości kombinowania na trasie.

Piątek, 20.04.07r.

Z uwagi na to, że ostatni autobus do Poznania mam o 20:46, a pociąg do Wałbrzycha odjeżdża z Poznania o 2:50 postanowiłem uniknąć bezsensownego koczowania na dworcu i pojechałem wcześniej odwiedzając przy okazji rodzinę w Lesznie, ale już korzystając z dobrodziejstwa biletu turystycznego.

Sobota, 21.04.07r.

2:45 pobudka, szybka toaleta, poranna, a właściwie nocna kawa i w drogę! Idąc przez centrum Leszna nie spotykam nikogo. Kompletna cisza, słyszę tylko stukanie własnych butów o chodnik. To jest ta pora, kiedy najbardziej wytrwali imprezowicze już padli, a ranne ptaszki jeszcze nie wstały. Pospieszny z Gdyni ma zaledwie kilka minut spóźnienia. Rozsiadam się wygodnie w ciepłym przedziale z jednym tylko współpasażerem. We Wrocławiu pozostaje sam i beztrosko czekam na odjazd pociągu. Tymczasem konduktorka stuka do okna i stanowczym - Wrocław Główny - wyrywa mnie z letargu. Wiem, że Wrocław Główny odpowiadam i siadam z powrotem. Pani jednak nie ustępuje. Wrocław Główny, ten pociąg dalej nie jedzie. A to nie jest do Jeleniej Góry - pytam zaskoczony. Jest, ale tylko trzy ostatnie wagony. Szybko się przesiadam i do Wałbrzycha podróżuję już bez przeszkód.


O 8:00 wyruszam z pod słynnej tęczy, którą bodajże JP prezentował w zagadkach, kierując się czerwonym szlakiem na Borową. Czuję ożywczy chłód, niebo jest czyste, po wczorajszym wietrze nie ma śladu. Zapowiada się ładny dzień. Zatem w drogę. Przechodzę pod słynnym wiaduktem i po chwili szlak wyprowadza mnie na ładną łączkę i dalej do lasu, cały czas łagodnie pod górę. Po kilkunastu minutach wędrówki drogę tarasuje mi powalony dorodny świerk. Postanawiam z tej przeszkody uczynić ławeczkę, bo czuję, że to jest właściwa pora na śniadanie. Pieczołowicie przygotowane wczoraj kanapki kończą zgodnie ze swoim przeznaczeniem.
Cisza, słychać tylko śpiew ptaków. Można by tak siedzieć długo, ale czas ruszać w drogę. Łagodna początkowo ścieżka staje się coraz bardziej stroma.
O 9:10 jestem na Borowej. Sam szczyt, to nic nadzwyczajnego. Nie ma żadnych widoków ani nawet oznakowania. Znalazłem tylko trochę porzuconych butelek i ślady po ognisku.
No ale jakby nie było, zaliczyłem jeden ze szczytów Korony Sudetów!
Jeśli gdzieś w Sudetach jest potrzebna wieża widokowa, to chyba najbardziej właśnie tutaj.


Obrazek
Na Borowej.

Po chwili odpoczynku ruszam dalej czerwonym szlakiem. Z tej strony jest o wiele bardziej stromo.
Miejscami trzeba się przytrzymywać drzew. Po kilku minutach schodzę na wyjątkowo urokliwą drogę. Skręcam w lewo razem z czerwonymi znakami. Z prawej strony między słabo jeszcze ulistnionymi drzewami (chyba bukami) można zobaczyć Wielką Sowę. Docieram do Przełęczy Pod Borową i dalej idę żółtym szlakiem. No i wreszcie spotykam pierwszego wędrowca i jedynego na tej trasie, który jak się okazało po chwili rozmowy maszerował dziarsko na Sokolec i dalej do Walimia. Ja tymczasem docieram na Przełęcz Kozią.

Obrazek
Widok z Przełęczy Koziej na wschód.

W tym miejscu, ulegając już mocno urokowi gór, zamiast podążać dalej żółtym szlakiem w kierunku Góry Zamkowej, poszedłem dalej szlakiem rowerowym. Zanim się zorientowałem, uszedłem już spory kawałek. Próba powrotu nie miała najmniejszego sensu. Nic to myślę sobie, podejdę na krechę do Zamku Nowy Dwór. Jednak droga, którą schodziłem miała sporo zakrętów i mylnie oceniłem, że Góra Zamkowa jest po lewej stronie, a niestety była po prawej. Strome podejście między gęstymi drzewami i krzakami kosztowało mnie sporo czasu i sił. W efekcie wylądowałem z powrotem na czerwonym szlaku, którym podchodziłem na Borową. Po chwili refleksji i złapaniu oddechu stwierdziłem, że jednak tym razem zamek Nowy Dwór pozostanie niezdobyty i powinienem w miarę szybko schodzić do Wałbrzycha, żeby zdążyć na planowany pociąg. Jeszcze tylko chwila relaksu na łączce.

Obrazek
Widok na Chełmiec z czerwonego szlaku na Borową.

Schodzę dalej szlakiem, którym wchodziłem. Na dworcu jestem 10 minut przed czasem. Z ciekawości przechodzę jeszcze przez wnętrze budynku dworca. No cóż, jego stan bardzo przypomina stan przemysłu w tej okolicy.
Siadam na ławce i cierpliwie czekam na przyjazd pociągu. Wreszcie „Kamieńczyk” dociera z 15 minutowym opóźnieniem. Z Wałbrzycha wyjeżdżam o 11:25.

O 12:35 wysiadam w Janowicach Wielkich. Nie tracąc czasu od razu kieruję się zielonym szlakiem na Zamek Bolczów. Droga prowadzi zabytkową aleją jarząbów. Po drodze trafiam na otwarty sklep spożywczy. Za niespełna 6 PLN zostaje szczęśliwym właścicielem dwóch bananów i słoika z bliżej nieokreśloną zawartością i napisem gołąbki. Tak zaopatrzony, odważnie ruszam dalej. Za leśniczówką droga wkracza do lasu. Po chwili spostrzegam, że góra jest oblegana przez nieprzeliczone zastępy harcerzy. Są wszędzie. Nad strumyczkiem, który właśnie przekraczam, na linach rozwieszonych między drzewami, siedzą na skałach, czają się za krzakami, maszerują drogą, są nawet na zamku, na który niebawem docieram. Całe oblężenie traktują bardzo poważnie, o czym świadczą rozciągnięte kable telefoniczne, które spotkałem dwukrotnie na drodze.

Obrazek
Na Zamku Bolczów.
Obrazek

Chwila odpoczynku i idę dalej czarnym szlakiem. Pozostawiając za sobą cały zgiełk, znowu wędruje samotnie. Po około 15 minutach docieram do niebieskiego szlaku. Eleganckie miejsce odpoczynku przypomina mi, że to już pora obiadu.
Rozsiadam się wygodnie i zawartość słoika spotyka podobny los, jaki spotkał banany na podejściu pod zamek.

Obrazek.
Miejsce mojego obiadu.

Pokrzepiwszy się ruszam dalej niebieskim szlakiem w kierunku Starościńskich Skał. Niestety powtarza się sytuacja z Borowej. Gubię niebieskie znaki. Korzystając z mapy, zegarka i pięknie świecącego słońca ustalam kierunek marszu południowo-zachodni i schodzę na drogę biegnącą z Janowic Wielkich odkrywając przy okazji ziemiankę.

Obrazek
Ziemianka gdzieś w lesie.

Wychodzę w końcu na drogę, ale odszedłem spory kawałek od niebieskiego szlaku i muszę teraz nadrabiać trasy i to jeszcze pod górę. Spotkani skałkowcy pokazują mi na mapie, gdzie dokładnie jestem.

Obrazek
Skałki gdzieś w Rudawach Janowickich.

Wracam w końcu na niebieski szlak i docieram do Starościńskich Skał, wyprzedzając po drodze szkolną wycieczkę.

Obrazek
Starościńskie Skały.

Nie mam niestety czasu na wdrapywanie sie na skałki i podziwianie widoków. Dochodzę do wniosku, że Rudawy Janowickie, to nie są góry na jedno popołudnie. Spokojnie przez tydzień byłoby tu gdzie chodzić. No nic ruszam dalej w kierunku Sokolików. W końcu ukazują się na horyzoncie w pełnej krasie.

Obrazek
Krzyżna Góra i Sokolik.

Przez spóźnienie pociągu i zgubienie szlaku straciłem zbyt dużo czasu, aby iść do Szwajcarki i na Krzyżną Górę. Ciągnące w tamtym kierunku tłumy i sporo samochodów na parkingu na Przełęczy Karpnickiej upewniają mnie, że lepiej sobie odpuścić to mrowisko. Dochodzę zatem niebieskim szlakiem do żółtego (będąc zaledwie o 5 minut drogi od Szwajcarki) i schodzę do Trzcińska. Po drodze odpoczynek i chwila kontemplacji na łące.

Obrazek
Skałki na Sokoliku.

Schodzę dalej do Trzcińska. Po drodze sielskie widoki, krowy pasące się na łąkach. Przekraczam most na Bobrze, mijam wieś i w szczerym polu wychodzę na tory kolejowe. Nie za bardzo mi wygląda to miejsce na stacje kolejową. Widzę jednak dwóch panów siedzących pod mizerną wiatą. Podchodzę i wypowiadam łamaniec - dzień dobry czy to stacja Trzcińsko? Panowie potwierdzają. Po kilku minutach nadjeżdża pociąg z ledwie 3 minutowym opóźnieniem. O 17:08 jestem w Jeleniej Górze. Okazuje się, że trochę nie doszacowałem odległości między PKP a PKS. Idąc w kierunku na PKS zauważyłem, że w Jeleniej Górze ulica 1 Maja nie awansowała jeszcze na 3 Maja, rynek wygląda na czysty, zadbane elewacje. Autobus o 17:15 odjechał, następny mam o18:00. Pozostało pół godziny, akurat na wypicie gorącej herbaty z cytryną w całkiem schludnym barze dworcowym. W Szklarskiej Porębie Górnej jestem o 18:40. Kupuję sobie jeszcze dwie drożdżówki w cukierni koło przystanku i maszeruję na kwaterę. Tutaj spotyka mnie miła niespodzianka. Ponieważ akurat jest tzw. martwy sezon nocleg kosztuje tylko 15 PLN, a w pokoju mam czajnik, telewizor i widok na ośnieżoną Szrenicę. Nie mam już siły nigdzie chodzić. Prysznic, drożdżówka z herbatą i o 21 zasypiam.

Ciąg dalszy nastąpi...

Awatar użytkownika
JP
łazik
Posty: 88
Rejestracja: 08-11-2006 20:39
Lokalizacja: Szczawno-Zdrój

Postautor: JP » 25-04-2007 06:50

wlkp pisze:SPRAWOZDANIE Z WYJAZDU

(...)
O 9:10 jestem na Borowej. Sam szczyt, to nic nadzwyczajnego. Nie ma żadnych widoków ani nawet oznakowania.

Jeszcze półtora roku temu, gdy ostatni raz byłem na Borowej, na szczycie znajdowały się drogowskazy i tabliczka z nazwą szczytu
Obrazek
A swoją drogą ciekawa uwaga dotycząca wspaniałych widoków z Borowej. Swego czasu, w połowie lat 80-tych stał na niej trianguł, z którego znakomicie było widać m.in. Karkonosze, a obecne widoki ze zboczy tez są fajne:
Obrazek
Obrazek

Awatar użytkownika
Apollo
Moderator
Posty: 3021
Rejestracja: 17-03-2005 00:08
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: Apollo » 25-04-2007 08:16

Obrazek
Świetna relacja! Czekamy na c.d. z niedzieli ;).

Awatar użytkownika
wirek
stary wyga
Posty: 1927
Rejestracja: 12-09-2004 21:43
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: wirek » 25-04-2007 08:17

Świetna relacja i świetne ilustracje
JP pisze:...A swoją drogą ciekawa uwaga dotycząca wspaniałych widoków z Borowej. Swego czasu, w połowie lat 80-tych stał na niej trianguł, z którego znakomicie było widać m.in. Karkonosze...

Trafiłem kiedyś, w początkach 1981 roku na szczyt Borowej. Jeśli mnie pamięć nie myli, ten trianguł posiadał platformę ok. metra nad ziemią. Akurat w Wałbrzychu trwał strajk, w trakcie którego wygaszono nawet koksownie. Z zarośniętego niewysokim młodnikiem :!: wówczas szczytu Borowej roztaczała się piękna panorama i pierwszy raz zobaczyłem wspaniale niebieskie niebo nad Wałbrzychem

gar
stary wyga
Posty: 1514
Rejestracja: 29-01-2006 16:14
Lokalizacja: Ruda Śląska

Postautor: gar » 25-04-2007 10:09

wlkp pisze: Nie za bardzo mi wygląda to miejsce na stacje kolejową. Widzę jednak dwóch panów siedzących pod mizerną wiatą. Podchodzę i wypowiadam łamaniec - dzień dobry czy to stacja Trzcińsko?

To jedna z moich ulubionych stacyjek (a właściwie przystanków kolejowych) - zawsze spokój i cisza. Nie ma juz słynnego napisu potwierdzającego gdzie jesteśmy czyli SAN FRANTRZCIŃSKO ?
wlkp pisze:Pospieszny z Gdyni ma zaledwie kilka minut spóźnienia
:lol: :lol: :lol:
Czekamy na ciąg dalszy z niecierpliwością

Awatar użytkownika
Hoffi
tramp
Posty: 44
Rejestracja: 05-02-2007 17:32
Lokalizacja: Poznań

Postautor: Hoffi » 25-04-2007 20:26

Chciałbym napisać to samo, co gar: od października 2006 moją ulubioną stacją kolejową w Polsce jest właśnie Trzcińsko. :D Byłem tam, kiedy słońce powoli chyliło się ku objęciom Morfeusza, a na stacji nie było nikoguśku!

Nazwa stacji - słabo widoczna - jest namalowana na jedynym budynku mieszkalnym tuż obok peronu. A tej wspaniałej nazwy "San Frantrzcińsko" niestety nie widziałem...


Czekam na kolejną część i mam pytanie: dlaczego nie wyświetlają mi się przy opisach zdjęcia w relacji wlkp? To dla mnie ważne, bo chciałbym je obejrzeć!

Pozdrawiam, Hoffi
"Życie jest jak pudełko czekoladek...Nigdy nie wiesz, co Ci się przytrafi..." (Forrest Gump)

Awatar użytkownika
Apollo
Moderator
Posty: 3021
Rejestracja: 17-03-2005 00:08
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: Apollo » 25-04-2007 21:46

Może to jakaś chwilowa niedyspozycja imageshacka?

Awatar użytkownika
Hoffi
tramp
Posty: 44
Rejestracja: 05-02-2007 17:32
Lokalizacja: Poznań

Postautor: Hoffi » 25-04-2007 22:02

Chyba nie, bo są osoby na forum, których zdjęcia mi się zawsze wyświetlają (np.Lech, JP) a buby czy teraz wlkp niestety ni widu ni słychu...


W czym przyczyna ich niewyświetlania?

Pzdr, Hoffi
"Życie jest jak pudełko czekoladek...Nigdy nie wiesz, co Ci się przytrafi..." (Forrest Gump)

Awatar użytkownika
Apollo
Moderator
Posty: 3021
Rejestracja: 17-03-2005 00:08
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: Apollo » 25-04-2007 22:07

Może masz włączony filtr rodzinny? :D
A tak serio - to inwencja mi się wyczerpała... :/

Awatar użytkownika
Taja
stary wyga
Posty: 1268
Rejestracja: 15-04-2007 15:06
Lokalizacja: Poznań

Postautor: Taja » 25-04-2007 22:19

Może na to, żeby wyświetlały sie zdjęcia trzeba sobie zasłużyć ;) mi sie wyświetlają wszystkie :D

Awatar użytkownika
wlkp
Moderator
Posty: 919
Rejestracja: 05-12-2006 15:13
Lokalizacja: okolice Poznania

Postautor: wlkp » 25-04-2007 23:48

SPRAWOZDANIE Z WYJAZDU - ciąg dalszy

Niedziela, 22.04.07r.

Wstaję o 7:00, szybka toaleta, popijam drożdżówkę kawą i upajam się widokiem na Szrenicę z okna mojego pokoju. Tak czystego nieba dawno nie widziałem. Zapowiada się super pogoda.

Obrazek
Widok na Szrenicę z okna Stanicy Górskiej.

Fajnie tak sobie siedzieć i podziwiać widoki, ale czas ruszać w drogę. Zwijam swój majdan i punktualnie o 8 ruszam w górę do czerwonego szlaku wypatrując jednocześnie jakiegoś otwartego sklepu. Chyba rzeczywiście jest martwy sezon, bo nikogo nie widać na ulicach. Aż strach pomyśleć, co tu będzie za tydzień. Nagle jest! Jest gdzieś otwarty sklep! Z naprzeciwka zmierza w moim kierunku jegomość z pełną reklamówką. W prawej ręce trzyma aluminiową puszkę, której zawartość opróżnia po drodze. Wyraźnie widać, że kolejne łyki złocisto-brunatnego płynu przynoszą mu ulgę w dolegliwościach spowodowanych przejściami dnia wczorajszego. Wkrótce i ja docieram do tego sezamu produktów spożywczych. Ładuję do plecaka dwie duże bułki, duuuży jogurt, kiełbasę, tabliczkę czekolady i butelkę wody. Wszystko to za 10 PLN. Teraz można spokojnie ruszać na trasę. Po chwili charakterystyczny prostokąt z czerwonym poprzecznym pasem oznajmia mi, że jestem na GSS-ie. Teraz w prawo i między budynkami w górę. Mijam wiadukt kolejowy i ostry skręt w lewo. Jeszcze kilkanaście minut i jestem na Hutniczej Górce. Forsowne podejście rozgrzało mnie na tyle, że zdejmuje sweter i przewiązuje na biodrach, a kurtka wraca z powrotem na grzbiet. Teraz szlak wychodzi z boru świerkowego na rozległą polanę. Znowu cywilizacja, przechodzę obok budowanego olbrzymiego pensjonatu albo hotelu. Za ogrodzeniem ujadające wilczury. Powyżej ostatnich zabudowań pozwalam sobie na chwilę odpoczynku. Przy okazji dokładnie studiuję mapę. Dzisiaj nie może być żadnych pomyłek. Tymczasem wyprzedzają mnie dwie dziewczyny w wieku na oko licealnym. Później jeszcze kilkakrotnie będziemy sie wzajemnie wyprzedzać. Docieram do Rozdroża Pod Wysokim Kamieniem. Idealne miejsce na śniadanie. Chrupiąca bułka popijana jogurtem o smaku grejpfrutów i zielonej herbaty, góry, błękitne niebo... Prawdziwa poezja. Niespodziewanie leśną drogą podjeżdża samochód, wysiada z niego gość ze sporym plecakiem, bynajmniej nie turystycznym i rusza ostro w górę, zaś samochód wraca. Mam co do niego pewne podejrzenia, które jak się później okaże są słuszne. Przewiązuję kurtkę na biodrach butelka z wodą w rękę i idę za nim. Wyglądam teraz jak włóczęga. I tak krok w krok, zachowując oczywiście bezpieczny dystans, podążam za nim aż na sam szczyt.
„Izerski tysięcznik” zdobyty!
Tutaj moje przypuszczenia się potwierdzają. Pan okazał się właścicielem funkcjonującego na Wysokim Kamieniu bufetu! Zaś w plecaku taszczył specjały niezbędne do funkcjonowania tegoż bufetu. Zamawiam zaraz herbatę, wypytuję o schronisko, które powoli ale jednak powstaje. Podobno jeszcze w tym roku nie dadzą rady go uruchomić, ale w przyszłym to już na pewno. Przygotowują też stronkę o Wysokim Kamieniu, która ma być gotowa na 1 maja. Przy okazji dowiaduję się, że krokusy w rezerwacie już przekwitły. Czekając, aż zagotuje się woda podziwiam widoki ze skałek.

Obrazek
Szrenica widziana z Wysokiego Kamienia.

Popijając herbatę, postanawiam zmienić plany. Idę dalej GSS-em tak daleko, na ile czas mi pozwoli. Już po chwili jestem bardzo zadowolony z tej decyzji. Górska droga na tej wysokości, to jednak coś innego, niż np. w Rudawach Janowickich. Tutaj czuje się przestrzeń i prawdziwą wolność.

Obrazek
Izerskie klimaty.

Cisza, słychać tylko delikatny śpiew ptaków i rytmiczny zgrzyt żwiru pod butami. Maszeruję tak w błogim stanie przed siebie nie wiem jak długo. Mijam kolejne skałki, z jednej strony można zobaczyć ośnieżone Karkonosze a z drugiej Grzbiet Kamieniecki. Czas przestaje istnieć. Z zadumy wyrywa mnie brutalna ingerencja cywilizacji w górski krajobraz czyniąc go krajobrazem księżycowym. Zegarek wskazuje 11:00, czas zawracać. Wdrapuję się jeszcze na skałki, żeby zrobić fotki i zawracam.

Obrazek
Kopalnia kwarcu.

Obrazek
Widok na południe.

Z reguły nie lubię chodzić tą samą drogą, ale tutaj to mi sprawia przyjemność. W drodze powrotnej mały incydent. Coś połyskuje w słońcu na drodze. Wężowaty kształt z charakterystycznym czarnym romboidalnym wzorkiem na grzbiecie nie pozostawia złudzeń z czym mam do czynienia. Omijam bestię z daleka. Uff, aż mnie dreszcze przeszły.
Tym razem na Wysokim Kamieniu pozwalam sobie na chwilę rozpusty – gorąca czekolada za 4 PLN. Niech mi ktoś powie, że schronisko tutaj nie jest potrzebne, to będzie miał ze mną do czynienia. Właściciele dbają o otoczenie posadzili nawet kosodrzewinę i limby. Tym razem nie siedzę tu długo. Gwar szkolnej wycieczki wypędza mnie w dół. Jeszcze tylko fotka na pożegnanie.

Obrazek
Schronisko na Wysokim Kamieniu.

Teraz schodzę żółtym szlakiem przez Czarną Górę na Zakręt Śmierci. Droga mija szybko. Pamiętam jako ciekawostkę, że w lesie pojawiło sie sporo brzozy i zjeżdżających dwóch rowerzystów w tym trudnym terenie. No i jestem na zakręcie śmierci. Ze skałek widoki na Karkonosze.

Obrazek
Widok ze skałek na Zakręcie Śmierci na Śnieżne Kotły.

Można przejść spory kawał drogi, aby tu dotrzeć, ale można też podjechać samochodem i podejść z parkingu 100m. Może dlatego natrafiłem na sporo par typu „plastic girl” i „łysy, dobrze zbudowany”. Zjadłem resztę zapasów i dalej żółtym szlakiem na Zbójeckie Skały.

Obrazek
Widok ze Zbójeckich Skał na Karkonosze.

Stąd dalej żółtym szlakiem do Szklarskie Poręby Dolnej. Staram się nie zgubić znaków w lesie i po kilkunastu minutach jestem na torach.

Obrazek

Jeszcze tylko kawałek torami i jestem u celu wędrówki.

Obrazek

Jest 14:00. Mam 51minut do odjazdu pociągu. Planowałem na koniec zjeść normalny obiad. Niestety, nic z tego. Okolica okazuje się gastronomiczną pustynią. Przede mną siedmiogodzinna podróż do Poznania. Błyskawiczna inwentaryzacja plecaka wykazuje obecność pół tabliczki czekolady i pół butelki wody. Jestem uratowany. Rozkładam się wygodnie na trawie i daję odetchnąć stopom. „Kamieńczyk” przyjeżdża punktualnie. Najwyraźniej na odcinku dwóch stacji obsługa pociągu jeszcze nie zdążyła wypracować spóźnienia. Mam cały przedział dla siebie. Nie narzekam na tempo podróży. W końcu jest to górska kolej widokowa. Jej widokowość szczególnie widoczna jest w okolicach Wałbrzycha, kiedy to chce nam pokazać Chełmiec niemal ze wszystkich stron i z obu stron pociągu. W Jeleniej Górze dosiadają się do mnie kuracjusze z Cieplic. Jest ogólnie wesoło. Ku mojemu dużemu zaskoczeniu w Poznaniu jestem punktualnie o 21:45, przez co muszę jeszcze czekać na PKS. 23:20 - jestem w domu.

Koszty:
PKS – 20 PLN,
PKP – 60 PLN,
nocleg – 15 PLN,
wyżywienie – 24 PLN.
Razem 119 PLN.
Na pytanie postawione w innym wątku czy wycieczka w góry jest droga – w tym konkretnym przypadku odpowiadam – nie jest.

Mam nadzieję, że Was nie zanudziłem.:)

Awatar użytkownika
Apollo
Moderator
Posty: 3021
Rejestracja: 17-03-2005 00:08
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: Apollo » 26-04-2007 06:12

wlkp pisze:Mam nadzieję, że Was nie zanudziłem.:)

Nie żartuj sobie ;).
Teraz już wiem, kto będzie pisał relacje z wyprawy GGSem :).


Wróć do „Relacje z wypraw”