GSS wg Mariomara

Planujesz wypad? Byłeś gdzieś i masz ochotę podzielić się wrażeniami z innymi - zrób to koniecznie! Zdjęcia mile widziane!
Awatar użytkownika
wlkp
Moderator
Posty: 919
Rejestracja: 05-12-2006 15:13
Lokalizacja: okolice Poznania

Postautor: wlkp » 28-05-2007 20:43

RELACJA Z DRUGIEJ WYPRAWY NA GGS (moja wersja wydarzeń)

Sobota, 26.05.2007r.

Po nie przespanej nocy punktualnie o 6:00 pojawiam się w umówionym miejscu kolo Dworca PKP we Wrocławiu. Niebawem podjeżdża Apollo wraz z uroczą żoną. Tak oto poznaję w realu najaktywniejszego użytkownika tegoż forum. Ruszamy dalej po Kierownika wyprawy Mariomara i znajomych Apolla z poza forum, którzy podróżują drugim samochodem. Razem jest nas siódemka.
Jestem jedynym „pyrusem” wśród szóstki Wrocławian, ale muszę przyznać, że czuję się w tym towarzystwie wyjątkowo dobrze. Przy okazji pozdrawiam wszystkich uczestników wyprawy.
Tankowanie paliwa i jedziemy trasą powrotu z pierwszego wyjazdu. Po drodze zwiedzamy jakieś ruiny poszukujemy kantoru po obu stronach granicy, robimy zakupy (pada propozycja, aby pojechać na zakupy do Pragi, która jest tylko żartem i tak tez zostaje odebrana) w końcu 11:40 stajemy koło Chaty Łuż. Teraz nasi kierowcy realizują bardzo prosty i jednocześnie genialny pomysł. Wysadzają nas i jadą samochodami na koniec naszej marszruty przez Góry Łużyckie, po czym zostawiają jeden samochód na końcu trasy i wracają drugim. Po przejściu trasy będą mieli czym wrócić po samochód zostawiony na początku trasy. Tym sposobem możemy wędrować liniowo!
Tymczasem w Chacie Łuż mamy pierwszy kontakt z czeskim browarem. Przy schronisku odkrywamy ciekawy obiekt.

Obrazek
Zemsta grafficiarza na „zemście Honeckera”.

O 12:20 w końcu wyruszamy czerwonym szlakiem na ŁUŻ (792) . Najpierw łagodnie leśną dróżką a później zakosami kamiennej ścieżki ostro pod górę wspinamy się na wierzchołek.
Pierwsza dominanta na wyprawie i jednocześnie Szczyt Korony Sudetów zdobyty!

Obrazek
Na wierzchołku Łuża.

Podziwiamy widoki i wpisujemy się do pamiątkowej „Księgi Zdobywców” umieszczonej w blaszanej skrzynce.

Obrazek
Widok z Łuża na Łużyce.

Na szczycie znajduje się maszt i ruiny karczmy, która spłonęła w 1946 roku w tajemniczych okolicznościach. W pozostałościach tej karczmy działa bufet, który od strony niemieckiej - mówiąc łagodnie - prezentuje się dosyć nieciekawie, co widać na poniższym zdjęciu.

Obrazek

Teraz właśnie schodzimy na niemiecką stronę ostro w dół do niebieskiego szlaku. Dalej idziemy niebieskim szlakiem, potem niebieskim i czerwonym łagodnie drogą przez las. Spotykamy pełno spacerujących Niemców. Pewną wesołość wywołuje u nas fakt, że na swoje górskie pikniki zabierają nawet kieliszki. Czerwonym szlakiem odbijamy w stronę granicy i docieramy do niewyraźnych ruin Zamku Falkenstein przy piaskowcowych skałkach.

Obrazek
Nasz człowiek pająk na skałkach!

Dalej idziemy wzdłuż granicy, po czym przechodzimy na czeską stronę. W sobie tylko znany sposób leśnymi ścieżkami i zaroślami Mariomar doprowadza nas na PLESIVEC (652). Druga dominanta zdobyta! Dużym zaskoczeniem, szczególnie dla tych którzy poszukiwali Skopca, Kłodzkiej Góry czy Wysokiej Kopy musi być fakt, że wierzchołek jest oznakowany.

Obrazek
Plesivec

Idąc dalej leśnymi ścieżkami docieramy do Krompach. Przed nami otwiera się piękny widok na
HVOZD (749) – następny cel wędrówki.

Obrazek

Po drodze natrafiamy na pensjonat, który jak się później okaże będzie miejscem naszego noclegu. Podczas chwili odpoczynku zainteresowany naszymi mapami dosiada się do nas pewien starszy Niemiec. Znajomość niemieckich nazw geograficznych Sudetów przez Mariomara sprawia naszemu gościowi dużą przyjemność. Pewnie posiedziałby z nami długo, gdyby nie to, że ruszamy żółtym szlakiem na niemiecką stronę, skąd dalej wchodzimy na Hvozd, a właściwie na Hochwald, bo tak nazywa się niemiecki wierzchołek z wieżą widokową, który jest o 5m niższy niż czeski Hvozd.


Obrazek
Hochwald

Obrazek
Widok z Hochwaldu na Velky Vapenny i Jested.

Przechodzimy teraz na czeską stronę.

Obrazek
Schronisko na Hvozdzie.

Tutaj duże zaskoczenie, bo schronisko też jest niemieckie. Wysokie ceny i kiepskie menu wyganiają nas stamtąd, tym bardziej że musimy uciekać przed nadciągającą burzą.

Obrazek



Trochę zmoknięci docieramy czerwonym szlakiem do Krompach, przekraczając kolejny już raz granicę niemiecko-czeską. Nasi kierowcy kończą opisany wcześniej manewr samochodowy i jedziemy do miejsca noclegu.
Sympatyczna atmosfera, w sumie niedrogo, gorąca woda obsługiwał nas bardzo miły Czech. Biesiadowaliśmy tak sobie, korzystając kolejno z jedynej kabiny prysznicowej. Właściwie jedynym mankamentem był fakt, że tamtejszy kucharz z całą pewnością nie oglądał programów o gotowaniu Kuronia czy Makłowicza. No i ciekawostka za śniadanie zapłaciłem więcej niż za obiad!

cdn...
Ostatnio zmieniony 29-05-2007 12:23 przez wlkp, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
mariomar
stary wyga
Posty: 1135
Rejestracja: 30-07-2005 20:28
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: mariomar » 29-05-2007 11:57

Staszku. A co z opisem drugiego dnia? :lol: Dzięki za pozdro dla wszystkich uczestników wyprawy. Ja też wszystkich pzdrawiam i mam cichą nadzieję, że plan wyjazdu nie był zbyt/za mało (?) ambitny. :lol:
Piękny opis, mam tylko jedną uwagę - na zdjęciu "Widok z Hvozda (Hoch waldu)" widoczny jest nie Luż, tylko Jesztied, a na lewo od niego, za zielonymi łąkai - Velky Vapenny, czyli dwie dominanty, które załoiliśmy drugiego dnia. :lol:

Awatar użytkownika
wlkp
Moderator
Posty: 919
Rejestracja: 05-12-2006 15:13
Lokalizacja: okolice Poznania

Postautor: wlkp » 29-05-2007 12:26

Dzięki Mariuszu za cenne uwagi - już skorygowałem podpis. Nad opisem drugiego dnia właśnie pracuję. :lol:

Awatar użytkownika
wlkp
Moderator
Posty: 919
Rejestracja: 05-12-2006 15:13
Lokalizacja: okolice Poznania

Postautor: wlkp » 29-05-2007 14:15

Ciąg dalszy relacji

Niedziela, 27.05.2007r.

Początkowo planowaliśmy wyruszyć na trasę o 8:00, ale jak to zwykle bywa wyjazd jednak trochę się opóźnił. Kiedy oddawałem klucz, to nasz sympatyczny gospodarz żegnając się z uśmiechem zapraszał na ponowny przyjazd. Nie zapamiętałem co prawda namiarów, ale pewnie jak by kto chciał tam pojechać, to Mariusz może pokierować jak tam dotrzeć, bo wydaję mi się, że można polecić to miejsce.
Wracajmy jednak na trasę. Następny cel – VELKI VAPENNY (790). Udajemy się do skrzyżowania drogi nr 13 z czerwonym szlakiem. Kierowcy wykonują wypróbowane poprzedniego dnia manewry samochodowe, a my tymczasem oddajemy się kontemplacji.

Obrazek
Żeński kwiat naszej wyprawy rozpłynął się wśród jaskrów i rumianków.

Ruszamy czerwonym szlakiem, który prowadzi leśną asfaltową drogą. Po drodze punkt widokowy.

Obrazek
Widok na Góry Łużyckie z czerwonego szlaku.

Idziemy dalej, przy rozdrożu Vapenny - lom źródełko, gdzie uzupełniamy zapasy wody.

Obrazek

Teraz szlak skręca ostro w lewo i dociera do nieczynnego kamieniołomu. Tutaj uczestnicy wycieczki oddają się swoim pasjom mineralogicznym. Po ilości minerałów pakowanych do plecaków można wnioskować, że znacznie zostały przyspieszone w tym miejscu procesy denudacyjne.
Kawałek dalej za kolejnym zakrętem tym razem w prawo następna atrakcja – linia czeskich bunkrów tzw. „rzopików”. Od Mariusza dowiadujemy się wiele ciekawych rzeczy na ich temat. No i wreszcie łagodna droga

Obrazek

doprowadza nas na Velky Vapenny.

Obrazek

Kolejna dominanta zdobyta!
Robimy sobie pamiątkowe zdjęcia. Wpisujemy się do książki umieszczonej w butelce na drzewie.
Na całej trasie nie spotkaliśmy żadnego piechura, pojawiali się tylko nieliczni rowerzyści. Teraz schodzimy do miejscowości Zdislava. Ja idąc z przodu mam okazję wykonać tutaj swój ulubiony numer, czyli znowu udaje mi się zgubić szlak i docieram do samochodu okrężną drogą, kiedy zostały już wykonane manewry samochodowe. Dostaję od grupy reprymendę i obiecuję już więcej nie robić takich numerów.

Jedziemy teraz w kierunku ostatniego, ale za to najwyższego szczytu do zdobycia na tej wyprawie. Zostawiamy samochody na parkingu Tetrevi sedlo, skąd wchodzimy czerwonym szlakiem na JESTED (1012).

Obrazek

Trzeba przyznać, że wybraliśmy stosunkowo ambitny sposób dotarcia na szczyt, bo można tutaj wchodzić z wyżej położonego parkingu, można też wjechać kolejką linową, ba można nawet wjechać tu samochodem! Jest to jak twierdzi Mariusz najbardziej zurbanizowany szczyt w Sudetach. W pełni się z nim zgadzam. Mamy tutaj „kosmiczny” hotel górski, stację kolejki linowej, a resztę wolnej przestrzeni szczytowej zajmuje ... parking samochodowy! Ponadto zbocza pokryte są siecią dróg asfaltowych. Ale nic to, popodziwiajmy trochę widoki.

Obrazek
Widok na Liberec.

Obrazek
Widok na wschód.

Teraz już pozostało nam schodzić do samochodów i wracać do domu.

Obrazek

Dla urozmaicenia schodzimy nieco inna trasą niż wchodziliśmy, kończąc żółtym szlakiem i podziwiając po drodze skałki. Jako ciekawostkę zauważyłem na zboczach Jestedu nasadzenia dwóch odmian świerku srebrnego – roślin typowych raczej dla przydomowych ogródków. Pewnie dla tej zurbanizowanej przestrzeni świetnie się nadają.
Wsiadamy do samochodów i wracamy. Po drodze odniosłem wrażenie, że służby mundurowe nas nie lubią. O 19:00 dotarliśmy do centrum Wrocławia.

Może Apollo albo Mariomar dorzucą jakiś suplement.

Awatar użytkownika
mariomar
stary wyga
Posty: 1135
Rejestracja: 30-07-2005 20:28
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: mariomar » 29-05-2007 15:12

Wlkp - nic dodać, nic ująć. Relacja gotowa. :lol: A słuzby mundurowe mogłyby być rzeczywiście nieco łaskawsze, czyż nie tak Apollo? :wink:

Awatar użytkownika
Apollo
Moderator
Posty: 3021
Rejestracja: 17-03-2005 00:08
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: Apollo » 29-05-2007 16:14

Super relacja!!!
Ci, którzy nie byli, po jej lekturze będą gorzko żałować... ;)
Z służb mundurowych, to chyba tylko ich męska połowa mniej nas polubiła ;).
----------------------
Ja od siebie mogę dodać, że wyjazd ten miał nieco inny charakter od pierwszej części. Świetnie zwiedza się góry w towarzystwie takich kompanów, jak Mariomar i Wlkp! ;)
Dzięki dwóm samochodom udało się liniowo przejść pierwszego dnia odcinek Luz - Hvozd, z kilkukrotnym nielegalnym przekraczaniem granicy CZ/DE ;).
No i co najważniejsze - są już plany na przyszłość, tzn. na kolejny weekend, który prawdopodobnie zakończy naszą wędrówkę po czeskiej stronie Gór Izerskich, a tym samym zniknie potrzeba korzystania z samochodu - tym samym wyprawy staną się "dostępniejsze" dla szerszego grona.
Postaram się później wrzucić parę fot z wyjazdu.
Żeński kwiat naszej wyprawy rozpłynął się wśród jaskrów i rumianków.

Zemsta grafficiarza na „zemście Honeckera”.

:lol: :lol: :lol:

Awatar użytkownika
Satan
bardzo stary wyga
Posty: 2604
Rejestracja: 13-02-2006 21:25
Lokalizacja: Gdańsk

Postautor: Satan » 29-05-2007 18:15

A pewnie, że żałują...

Awatar użytkownika
mariomar
stary wyga
Posty: 1135
Rejestracja: 30-07-2005 20:28
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: mariomar » 30-05-2007 07:00

Świetnie zwiedza się góry w towarzystwie takich kompanów, jak Mariomar i Wlkp!

Apollo - cała przyjemność po mojej stronie. :lol:
A propo przejść granicznych, to nie udało nam się jednego obejść i musieliśmy raz przekroczyć granicę LEGALNIE! Obiecuję, że się to więcej nie powtórzy. :lol:
A propo drugie - odnośnie cytatów, to Apollowi dorzucę jeszcze jeden cytat z Księgi Wlkapa:

Niebawem podjeżdża Apollo wraz z uroczą żoną.
:wink:

Awatar użytkownika
mariomar
stary wyga
Posty: 1135
Rejestracja: 30-07-2005 20:28
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: mariomar » 31-05-2007 07:16

W GGS zdobyliśmy już 13 dominant, a więc pozostały jeszcze 56-13=43 dominanty do zdobycia.

Awatar użytkownika
Apollo
Moderator
Posty: 3021
Rejestracja: 17-03-2005 00:08
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: Apollo » 31-05-2007 21:10

Chyba że regulamin zdobywania GGSu Twojego autorstwa znowu ulegnie zmianie ;).
Ja nie mam nic przeciwko - choćby liczba dominant miała wzrosnąć do 100 :).

Awatar użytkownika
wlkp
Moderator
Posty: 919
Rejestracja: 05-12-2006 15:13
Lokalizacja: okolice Poznania

Postautor: wlkp » 03-06-2007 19:02

Chyba nie chodzi o to, aby zaliczyć jak najszybciej całą trasę GGS-u, tylko żeby te wyprawy trwały i trwały i nigdy się nie skończyły. :)

Awatar użytkownika
mariomar
stary wyga
Posty: 1135
Rejestracja: 30-07-2005 20:28
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: mariomar » 04-06-2007 07:00

No to kiedy ruszamy na kolejny etap? Przydałoby się już zaplanować jakiś weekend.

Awatar użytkownika
Apollo
Moderator
Posty: 3021
Rejestracja: 17-03-2005 00:08
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: Apollo » 04-06-2007 08:27

By utrzymać tempo miesięczne, wypadałoby wyjechać także w czerwcu ;).
Pod koniec czerwca odbędzie się jednak przejazd zabytkowym składem z Żytawy do Szklarskiej, na którym warto byłoby się stawić...
Dlatego proponowałbym albo 23/24 VI, albo 7-8 VII. Co o tym myślicie?

Awatar użytkownika
mariomar
stary wyga
Posty: 1135
Rejestracja: 30-07-2005 20:28
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: mariomar » 04-06-2007 09:01

Ja ma te chrzciny w czerwcu, ale nie wiem nadal kiedy. Więc wstępnie mi pasuje. Z terminu między 1-10 raczej bym zrezygnował - Apollo wie dlaczego.
A co do lipca i sierpnia, to proponuję akcję GGS zawiesić w czasie tych miesięcy. Bo jest to czas dłuższych urlopów i nie każdy będzie mógł w lipcu czy sierpniu pojechać na GGS. A ja np. niechciałbym żadnego z etapów wyprawy na GGS pominąć. Co Wy o tym sądzicie?

Awatar użytkownika
Apollo
Moderator
Posty: 3021
Rejestracja: 17-03-2005 00:08
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: Apollo » 04-06-2007 09:34

Jak będziesz szedł do chrztu, to załatw też przy okazji komunię, żebyś w przyszłym roku maj miał wolny ;).
Zapomniałem o 1-10 lipca :oops: .
W takim układzie mamy termin 23-24 VI. Jeśli Wlkp zagłosuje "za", no to jedziemy. Pewnie na Hoffiego i Taję na razie nie mamy co liczyć.


Wróć do „Relacje z wypraw”