O "Muflonie" napisałem w noclegach coby utrzymać jakiś porządek na forum, a to moja wersja wydarzeń w Batorowie i okolicach.
Zgodnie z planem wysiadłem na stacji w Polanicy Zdroju. Na peronie spotkałem sporą grupę turystów. Przywódczynią całej ekipy była najprawdopodobniej pewna blondynka posługująca się tajemniczym pseudonimem Buba. Byli tak bardzo zajęci dyskusją dokąd iść, że postanowiłem skorzystać z okazji i nie ujawniłem się.
Tymczasem kiedy wyjąłem mapy i zacząłem analizować trasę wszyscy gdzieś zniknęli. No nic – ruszyłem dalej, żeby ich odnaleźć. Po kilkunastu minutach znalazłem tajemniczy znak, być może pozostawiony przez Bubę.
Zdecydowałem się iść za jego głosem. Trasa okazała się bardzo ładna.
Tutaj prawie przypomina Sokolą Perć w Pieninach.
Dalej uważnie obserwowałem wszystkie znaki. Ten znak
oznacza, że w pobliżu znajduje się coś ciekawego i faktycznie mamy punkt widokowy.
Zaś znaczenia poniższego znaku nie udało mi się odgadnąć.
Idąc dalej tym tropem dotarłem do restauracji o gorącej nazwie „Piekiełko”, jednak piekielnego ognia w środku nie było, stał tylko piec.
Tak w ogóle, to całkiem sympatyczne miejsce, ceny określiłbym na górną strefę stanów średnich, ale można znaleźć coś taniego. Żurek z jajkiem i kiełbasą plus pieczywo i herbata z cytryną za 10,50 chyba do przyjęcia. Pokrzepiwszy się ruszam na dalsze poszukiwania, kierując się niebieskim szlakiem na Batorówek.
Odkryłem tajemniczy obiekt, wygląda tak jakby wyjęty ze scenerii „Indiana Jones”. Może w środku jest ukryty jakiś skarb?
Na czarnym trakcie spotkałem śniegowe skrzaty.
Paprotka, Świerczek i Meszek – takie były ich imiona – wcale się nie chowały przede mną. Nawet okazały się bardzo rozmowne i zdradziły mi szereg tajemnic o tej okolicy. To właśnie dzięki ich wskazówkom udało mi się w końcu odnaleźć Bubę. Jednak zanim do tego doszło odwiedziłem jeszcze Batorówek. Batorówek podobnie jak Orle jest też gotowy na Euro 2012. To nieprawda, że w Polsce nie ma stadionów. Brakuje jedynie trybun.
No i wreszcie dotarłem do schroniska PTSM w Batorowie. Właścicielka schroniska – co należy podkreślić – okazała się bardzo sympatyczną i uroczą osobą.
Zaszedłem do świetlico-kuchni i w końcu doszło do bliskiego spotkania trzeciego stopnia.
Po przełamaniu pierwszych lodów stałem się uczestnikiem jakichś tajemnych obrzędów. Została przygotowana jakaś dziwna mikstura, której receptura jest ściśle tajna.
Podobno za każdym razem mikstura wychodzi inna a mimo to, co jest zupełnie niesamowite, nie zmienia się jej działanie – zaspokaja głód i sprzyja integracji uczestniczących w obrzędach. Zaś całe obrzędy trwały kilka godzin.
Wymawiano jakieś zaklęcie - „ecze pecze” czy coś w tym stylu, próbując „odgadnąć zasadę”. Na stole pojawił się magiczny eliksir o piekielnej mocy podobno pozyskany w tajemniczych okolicznościach gdzieś na wschodzie. Całym obrzędom towarzyszyły rytualne śpiewy pod przewodnictwem niezmordowanego głównego szamana. Impreza zakończyła się dopiero po północy...
...Rano kilkanaście minut po dziewiątej ruszyłem na dalszą trasę – na Skały Puchacza i dalej do Dusznik i schroniska Pod Muflonem.
Reszta relacji znajduje się tutaj =>
http://picasaweb.google.com/wielkop/GRyStoOwe