Możesz sobie nie uważać, ale fakty temu całkowicie przeczą. W Czechach turystyka szkolna ma się dobrze. Pomyślałeś dlaczego? Ano dlatego, że tam nie jest zabijana absurdalnymi przepisami. A u nas? U nas zabija się ją od dawna.rafhak pisze:Żadne paragrafy nie pomogą, jeżeli nauczyciel lub przewodnik są bez wyobraźni. A takich możemy spotkać.
Oczywiście, że nie jestem zwolennikiem ograniczania swobody wędrowania absurdalnymi przepisami, tak jak nie uważam, że to one zabiły turystykę szkolną
Moja znajoma (znamy się poprzez działalność w PTTK) przed kilkoma laty miała przyjemność prowadzić w sezonie letnim wycieczkę klasową w Karkonoszach. Zapłaciła karę za złamanie regulaminu parkowego, który już wówczas (było to na długo przed głośnym wypadkiem zasypania lawiną w Tatrach licealistów z Tych) nakazywał chodzenie wycieczek wyłącznie pod opieką przewodnika lub upoważnionego pracownika parku.
Turystyka szkolna jest zabijana nie tylko w górach. Co tu się dziwić, skoro przypadki karania nauczycieli prowadzących wycieczki szkolne po Krakowie opisywano nawet w prasie. Podobny przypadek zdarzył się we Wrocławiu, tyle że szczegóły znam nie z prasy, a z bezpośredniej relacji osoby uczestniczącej w tym "zajściu". Otóż inna moja znajoma, która nawiasem mówiąc ma uprawnienia przodownika turystyki pieszej PTTK - była mieszkanka Wrocławia - zorganizowała kiedyś wycieczkę z uczniami swojej klasy aby pokazać im swoje miasto. Niestety została zatrzymana przez strażników miejskich w towarzystwie jakiegoś cywila, który zażądał od niej uprawnień przewodnika miejskiego na Wrocław. Cała historia, którą mi opowiedziała, zakończyła się przerwaniem wycieczki i wręczeniem jej mandatu. Ale nic dziwnego, że takie rzeczy się tam dzieją, skoro przykładowo na komercyjnej stronie internetowej Blanki Myszkowskiej - przewodnika PTTK z Wrocławia, można znaleźć takie oto pouczenie:
link => http://www.przewodnikdolnyslask.wroclaw ... zakres.htmAni strażnik ani policjant spostrzegając grupę nie wie, czy ta grupa na wrocławskim czy krakowskim Rynku jest wycieczką przedmiotową na "żywej " lekcji historii ze swoim własnym nauczycielem, czy komercyjną imprezą z biura turystycznego z "przewodnikiem-piratem". Jeśli legitymowana osoba, czyli np nauczyciel, nie ma legitymacji przewodnickiej ani identyfikatora, czyli nie ma uprawnień przewodnika turystycznego, Straż Miejska, Straż Parku lub Policja może dosłownie zastosować przepis Kodeksu Wykroczeń i ukarać np nauczyciela grzywną (500zł - Artykuł 1 §1 Kodeksu wykroczeń). W takim przypadku jedną pomocą może być oddanie sprawy do sądu i indywidualne rozpatrzenie sprawy przez sędziego, gdzie trzeba będzie udowodnić swoje racje (np. że nie wzięło się od uczniów dodatkowych pieniędzy za prowadzenie lekcji - uczniowie będą musieli zaświadczyć).
Ten cytat mówi chyba sam za siebie, nieprawdaż? Jeżeli takie praktyki, to nie jest zabijanie turystyki szkolnej, to w takim razie co to jest??? Możesz to wyjaśnić?
Sam sobie przeczysz, bo wcześniej napisałeś, że nie jesteś zwolennikiem ograniczania swobody wędrowania, że żadne paragrafy nie pomogą, jeżeli nauczyciel lub przewodnik są bez wyobraźni.rafhak pisze:jednak wycieczki grup szkolnych w wyższe partie gór powinny być regulowane.
